Content

18 komentarze

Moja psia rodzina.


Jak już kilkakrotnie wspominałam od dziecka fascynowały mnie psy. W pierwszych marzeniach "jak już będę duża" miałam mieć border collie albo później owczarka australijskiego ( za dziecięcia akurat tej rasy jeszcze w Polsce nie było, pierwszy aussik zawitał do Polski dopiero w 1995 roku). Potem doszły, obowiązki, inne ambicje, i moja potrzeba nieco się wyciszyła.

 To znaczy - pies w domu zawsze był, zawsze z adopcji, bida przygarnięta, ułożona, ale bez fajerwerków ( adopcja pierwszego psa nałożyła się z boomem i wydaniem książki "Okiem psa", więc i nasz Gandalf był tak wychowywany - na szczęście, jak przystało na psa w typie saluki- spływało to po nim godnie:P). Tak tak, mój pierwszy pies był psem trudniejszym, jeśli chodzi o porozumienie człowiek - pies. Odwiązany od drzewa, chudy jak nieszczęście kłębek futra w typie charta. Spokojny, stonowany, flegmatyczny, leniwy śpioch - tak w skrócie mogę opisać charakter mojego pierwszego psa :) Do tego przyszedł do nas z traumą - bał się mężczyzn, nie miał kosmków jelitowych, przez pierwszy rok chodził na trzech nogach - był truty i kopany. Pierwszą noc spędził u mnie pod łóżkiem, całą noc pojękując i wyjąc - jakby wiedział, że dziecko mu na pewno krzywdy nie zrobi - musiał nauczyć się nam zaufać. Pierwszy jego szczek usłyszeliśmy po 1,5 roku.

Oto Gandalf, całe życie był tak godny jak na tym zdjęciu - pożegnaliśmy się z nim w zeszłym roku, w pięknym wieku szesnastu lat.
5 komentarze

Na sen

Dziś będzie o spaniu. Myślę, że inspiracją do notki może być fakt iście tropikalnych nocy w pokoju gościnnym rodziców. Nie chodzi tu bynajmniej o temperaturę uczuć młodego małżeństwa (choć i na tą narzekać nie mogę :) ), a o szare, zwykłe warunki pogodowe. No jest lipiec, musi być ciepło, sorry taki mamy klimat. Idę o zakład, że jeśli akurat w tym okresie wybralibyśmy się pod namioty, zacinałoby gradem, a w okolicach miejsca naszego wypoczynku ogłosiliby przymrozki. Tak tylko. Dla powszechnej wiedzy informuję, że ku uciesze gawiedzi urlop zaplanowaliśmy pod koniec wakacji, tak, aby niewinnym osobom planów nie pokrzyżować. :)


Spanie w buldożkach francuskich - najlepiej! 


Wracając do meritum. Otóż, no nie wysypiam się. Primo, dlatego, iż mój Pan Mąż podczas snu osiąga taką temperaturę, że mnie osobiście białka w oczach się ścinają. Secundo, dlatego, że tapczan na którym śpimy ma szerokość średniego przedszkolaka (1, 20 m - mierzyłam metrem krawieckim :P), a wyboisty jest jak droga podmiejska do Koluszek.Tertio dlatego, że boksery w pokoju obok (wraz z Umiłowanymi Rodzicami) chrapią jak sztab wojska po udanym stłumieniu buntu. Wszystko to składa się na to, że po prostu tęsknie i marzę o naszej kochanej sypialni. Gdzie będę mogła rozwalić się na szerokość 1,60 (również sprawdzałam ! :P), będzie cisza, będę mogła sobie naotwierać okien ile wlezie, Balu będzie tylko posapywał, i Pan Mąż będzie promieniował ciepłem na nieco większą powierzchnię niż płaszczyzna tratwy na której Kate uciekła z Titanica. Zapraszam do moich inspiracji dotyczących sypialni!


4 komentarze

Latam, gadam pełny serwis!

Z lekkim poślizgiem (hue hue jest lipiec, a Latająca Akademia Dog Chow Disc Cup była w połowie maja :) ) pokażę Wam nasz bardzo bogaty we wrażenia wszelakiej maści weekend.

Zdjęcie autorstwa Tomasza Mońko, obrazujące skalę imprezy ( tam gdzieś jestem, z Balem na rękach, serio!)

Najpierw – nowości dla szczeniaka, wtedy 6 miesięcznego – zostawanie samemu w obcej klatce, nocowanie w obcym domu, podróż na tylnym siedzeniu auta z dwoma obcymi psami, seminarium wśród multum ludzi i psów, skupianie się na przewodniku w ekstremalnych warunkach, przebywanie w klatce wśród miliona innych psów, mieszkanie w namiocie, praca w zacinającym deszczu...uff trochę się działo, a to tylko dwa dni! :)
0 komentarze

Siała baba mak... czyli rzecz o tym jak sadzić (na wiosnę) część 2

Lato w pełni, czy wszyscy na sali już mają gotowe sadzonki? :) Mniej więcej po Zimnych Ogrodnikach (Św Pankracego, Serwacego, Bonifacego i Zośki czyli okresie 10-17 maj) można pomyśleć o hartowaniu roślinek i wysadzaniu ich na miejsca docelowe w ogrodzie. Niestety, w moim przypadku remont nieco pokrzyżował dalekosiężne plany ogrodnicze, i tylko to, co udało mi się wysiać w marcu zostało przeprowadzone do ogrodu ( po ciężkich bojach – odchwaszczaniu i przycinaniu). W dzisiejszej notce planuję usystematyzować nieco wiedzę na temat tego co robić po posianiu :)



Moje stanowisko robocze

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam