Content

23 komentarze

Serce domu.

Dziś uchylam nieco rąbka tajemnicy jak wygląda nasz salon :) Mam również kilka archiwalnych zdjęć, jak sprawa przedstawiała się przed remontem (notka była przygotowana, ale nigdy nie doczekała się publikacji :) ).



To wiklinowe serducho, które wisi nad ławą :)

Wcześniej pokój, który dziś jest salonem to były dwa ogromne pomieszczenia połączone łukiem. Dziś łuk jest przesunięty i przysłonięty płytami g-k, a ówczesna część użytkowa salonu jest naszą sypialnią (o której pisałam dwa tygodnie temu, klik). Ściana między kuchnią a salonem została zburzona, dzięki czemu mamy dość przestrzenny salon połączony z kuchnią i kącikiem jadalnym.


25 komentarze

Obrabianie tyłka - czyli nie takie znów głupie sztuczki cz.2 !

Ano, dzień dobry:)

Dziś podejmę się drugiej części przydatnych sztuczek - tym razem informujących psa o tym, że posiada dwie tylne łapki :) W domyślnych ustawieniach psa leży, że posiada on dwie przednie łapy, i to nadaje sobie kierunek, używa ich do zawracania - tylne łapy, to siła napędowa psa ( na marginesie - jest taka śmieszna prawidłowość przy obcinaniu pazurków u psa - najczęściej przednie nadają się do korekcji, a tylne są w większym stopniu ścierane).

Po co nam takie ewolucje? Ano bardzo przydają się we wszelakich psich sportach ( strefy w agility, wchodzenie tyłem między nogi we freestylu we frisbee, chodzenie przy nodze, dostawianie się do nogi w obedience). Naszym celem jest po prostu poinformować psa, że posiada więcej łap, których może używać niezależnie - osobiście zauważyłam, że szczyl dzięki świadomości tylnych łapek łatwiej potrafi się wymanewrować z jakiegoś wąskiego przejścia, potrafi zakręcić tyłem, zamiast "nawracać" całym ciałem.

Ja sobie przygotowałam taką mini - listę przeróżnych ewolucji, które można robić z psem, jak można kombinować, aby zwiększyć świadomość psiego ciałka. Oto ona:



Bal dostawiony do nogi, na kontakcie wzrokowym z obiektywem - musiałam się nieco wychylić (50mm, cóż:P), ale daliśmy radę ! :) )


41 komentarze

"To jest mój sen..."

Tym razem zapraszam do sypialni :) 



Bardzo proszę, Bal zachęca :)



11 komentarze

Jak to pies sobie aktywność wybiera ;)

Druga część (nie)głupiego sztuczkowania musi pozostać na następny tydzień, nie wyrobiłam ze zdjęciami (pogoda, jak na złość dopisywała, to raczej mnie należą się cięgi za niesubordynację :) ).

Dziś natomiast wprowadzimy Czytelnika w cudowny świat sportu z psem okiem początkującego, jeszcze nieopierzonego i nieotrzaskanego laika - mojej skromnej osoby. 

Jak już wspominałam tu już pacholęciem będąc marzyłam o posiadaniu psa. Następnie, gdy istotnie, psa posiadałam, chciałam takiego bardziej nastawionego na pracę z człowiekiem - najchętniej bordera albo aussie. Potem, w końcu udało mi się osiągnąć wymarzony cel (a tak naprawdę to los tak chciał, stawiając na mojej drodze kilka osób, kierując moje ścieżki tak a nie inaczej).

Z psich sportów onegdaj znałam tylko agility i flyball, ale one niespecjalnie we mnie burzyły krew. Wtem, po przeczytaniu kilku(nastu) artykułów, obserwacji znajomych, wczytywaniu się w rasy (długi, długi czas trwała we mnie batalia border vs. aussie) odkryłam obedience i frisbee (chyba, na dzień dzisiejszy, najbardziej medialny sport ). Obi dla mnie jest świetną formą pracy nad relacją człowiek - pies, tu nie ma szans na nieporozumienia. Pies praktycznie głównie z miłości do przewodnika wykonuje ćwiczenia, po których nie może być nagrodzony. Piękna sprawa, porozumienie na najwyższym poziomie.




O to to, takie psie spojrzenie, że tylko Ty się liczysz, że inni mogą nadmuchać, że najfajniejsza, że najkochańsza, że budowanie relacji, współpraca, treningi nie poszły na marne.

12 komentarze

Sio grzejniku!

Temperatury na dworze stopniowo maleją, toteż czas najwyższy nastał na zainstalowanie grzejników w domu :) Ja osobiście dziecięciem i nastolatkiem będąc dzięki Tatusiowi prowadziłam spokojny, zimny wychów cieląt ( normą temperaturową w zimie było 18 stopni w domu:P). W naszym obecnym domu po burzliwej dyskusji jednak postanowiliśmy zerwać z tradycją i...stało się! Pewnego pięknego poranka pojawili się w drzwiach dwaj smutni panowie, którzy zajęli się stukaniem, pukaniem, noszeniem i dokręcaniem - ku rozpaczy Bala, który poczuł się rozdarty na pół - jednocześnie chciał być grzeczny (kazałam mu przestać piłować ryja na panów) ale też chciał panom oznajmić co o nich myśli i dlaczego nie podoba mu się parada zorganizowana w centrum naszej sypialni ( do tego czasu grzejniki znajdowały się na balkonie, który to balkon przynależy do akurat tego pokoju :) ). Panowie stukali pukali i obficie lali wodę przez pół dnia i w efekcie pozostawili po sobie ten smutny widok: zamiast ściany gładkiej i jedwabistej w doskonałych, matowych kolorach (Beckersie, miłość po grób!) zastałam stare, wysłużone, szczerbate i zachlapane radiatory. Porażka na całej linii.

Na marginesie anegdotka: przedpokój i duży piętrowy hall pozostał niepomalowany przez dłuższy czas. Popchnięci przez czynniki niezależne (wizyta teściów) postanowiliśmy zmienić stan rzeczy i machnąć go na mój wywalczony, wymarzony Powder Pink. Wyglądał pięknie na próbniku, wygląda super u mnie w pracy, natomiast na ścianach w przedpokoju wyglądał jakby lalka Barbie pochorowała się właśnie w tym miejscu, lub, podług słów Pana Męża, jakby ktoś w nim ochoczo szlachtował jednorożce.

Na szczęście zaprzyjaźnione Artystki (klik, klik, klik) z prędkością pogotowia ( a nawet ośmielę się stwierdzić, że dużo szybciej ) pojawiły się u nas i na chybcika z resztek, farb, które zostały po malowaniu innych pokoi (Vanilla Muffin, Cotton Candy) wyczarowały akceptowalne zestawienie. Aktualnie przedpokój wygląda więcej niż zadowalająco, natomiast pojawił się w nim Zgrzyt. 
Postanowiłam nazwać w ten pieszczotliwy sposób grzejnik wiszący w przedpokoju, gdyż ani chybi przypomina on swoim wyglądem (uwaga, będzie onomatopeja) zgrzyt noża po szkle. Piękna tafla ściany i gruchot. Niebanalne, industrialne połączenie.


A gości, na wejściu straszę TAK! (róż jest naprawdę ładniejszy niż na zdjęciu, pochmurna jesień nie sprzyja światłu w Silent Hillu :) )

Pominę smutny fakt, że po przeprowadzeniu lodówki w inne miejsce okazało się, że przez okres grzewczy możemy albo mieć kaloryfer w kuchni albo korzystać z drzwi zamrażarki :P Na szczęście panowie podumali i wydumali ( po wywierceniu dziur w ścianie i ujawnieniu uprzedniej konstrukcji), że w sumie to można by zamienić miejscami grzejnik z kuchni na ten z przedpokoju. Idea spotkała się z moim radosnym przyjęciem, dzięki czemu teraz mogę cieszyć się chłodzeniem w zamrażarce cały rok!



Jestem brudnym grzejnikiem w kuchni, chlip.

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam