Content

32 komentarze

"moon river, wider than a mile..."

28..12 już zawsze będzie dla mnie szczególnym dniem. Ciężko jest mi pisać o tym okresie nie wpadając w niepotrzebny patos. Dość powiedzieć, że kompletnie nic nie pamiętam oprócz ciepłego uczucia rozlewającego się po całym ciele, miałam wrażenie, że unosiłam się na różowej chmurce gdzieś tam powyżej, obserwując wszystko z daleka - totalny spokój, ciepło i szczęście. Takie uczucie, gdy jesteście ze znajomymi i rodziną gdzieś wszyscy razem, zamykasz oczy, stoisz w promieniach słońca i czujesz się po prostu cudownie.

Pogoda może nie była taka, jaką sobie wyobraziliśmy na nasz dzień, ale dzięki przepięknemu słońcu i wiosennej pogodzie rodzina z dalszej części kraju mogła spokojnie do nas dojechać i dzielić się naszym szczęściem w tym dniu.



Managerka hotelu również stanęła na wysokości zadania - wspólnie udało nam się spełnić moją wizję:)


16 komentarze

Jedyny taki w roku!


Zawsze staram się personalizować życzenia, nie walić oklepanych frazesów. Wstręt mam również do słów "Będzie dobrze", "Wszystkiego dobrego", "Zdrowych i wesołych". Z drugiej strony bardzo ciężko jest składać życzenia Szanownemu Gremium - skoro osobiście się nie znamy :) No nic, spróbuję.

Życzę wszystkim porządnego wypoczynku, dużo uśmiechu, świętego (nomen omen) spokoju. Chwil obżarstwa i błogiego lenistwa, produktywnie, ale dobrze spędzonego wolnego czasu. Multum rodziny i przyjaciół albo chwili samotności. Wariackiej imprezy albo ciszy z książką.  Życzymy, żeby ten czas był dokładnie taki, jaki sobie zamarzycie. Pozdrawiamy ciepło!




To po psiemu, a fretki wytypowały jednego ochotnika, który z wrodzonym wdziękiem mówi "a dajcie mi spokój idę spać".



"Ić stond!"


Musicie uwierzyć mi na słowo, że Muffin na tym zdjęciu jest w nastroju świątecznym, Serio serio! :)


16 komentarze

"...when you're still waiting for the snow to fall" - miszmasz przedświąteczny!

Śniegu nie było i nie ma. Jest 19 grudnia, a w tym sezonie na Śląsku białego puchu jeszcze nie było. Jestem oburzona!


Balu też jest oburzony niedoborami pogodowymi w tym roku :)

Ruby jest już u nas od miesiąca, myślę, że nastał czas na drobne podsumowania jej zachowań. Zajrzałam na pierwszy post dotyczący moich obserwacji na temat zachowań suczy (dostępny dla porównania o tu ).


37 komentarze

...It's Beginning to Look A Lot Like Christmas


"Eeee...czy ty się dobrze czujesz?"


Przy akompaniamencie piosenek świątecznych zasiadam do pisania notki :)

Jestem świrem świątecznym, kwalifikującym się do leczenia. Serio serio. Posiadam wachlarz zasłon gwiazdkowych, ściereczki kuchenne z motywem świątecznym, multum obciachowych bluz (ta pokazana na FB należy do tych lżejszego kalibru ), świąteczne kolczyki, psy mają świąteczne obroże, fretki świąteczne śpiworki, fartuch specjalny do przebywania w kuchni w Wigilię, ba, nawet posiadamy papier toaletowy z wizerunkiem reniferów i śnieżynek :)  

Gotowi? Bo żeby nie było, że nie ostrzegałam! Zapraszam! :)

19 komentarze

Ja tu pilnuję!

Nie owijając w bawełnę - sucz nasz łatwym psem nie jest. Minęły 3 tygodnie odkąd jest u nas, coraz lepiej się poznajemy, coraz bardziej jesteśmy w stanie przewidzieć jak zachowa się w danej sytuacji (bynajmniej nie jest to rzeczą łatwą - stabilność emocjonalną Ru możemy porównać do regatówki na morzu podczas sztormu). Powoli, powoli uczymy ją co nieco kontrolować swoje popędy, starać się pokazać jak może inaczej sobie z tym radzić, pomóc jej maksymalnie wzmacniając pożądane zachowania. Nie jest to rzeczą łatwą, bo oprócz kwestii niestabilności emocjonalnej dochodzi tu siła charakteru. 

Szczerze powiedziawszy jeśliby wziąć pod uwagę skalę twardości minerałów wg Mohsa, to mamy nomen omen - siła jej osobowości plasuje się mniej więcej na poziomie twardości rubinu (9/10) czyli - panie, nie mamy lekko. Dopiero w zeszłym tygodniu udało się nam wywalczyć arcyważną kwestię - już, podkreślam, już zdarza się ryżej reagować na korektę SŁOWNĄ nie popartą żadnym wyprowadzeniem do innego pokoju, złapaniem za fraki czy karnym jeżykiem.


Smocze oko łypie i czuwa.

Dlatego też postępy prac nad przeróżnymi aspektami zachowań suki rozłożę na kilka notek, szczególnie, że dodatkowo będziemy mieć wszyscy ogląd na to, czy są jakieś postępy, czy jednak doświadczamy regresu.

29 komentarze

"Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda..."

Przyszedł czas na przedstawienie ostatniego użytkowego pomieszczenia :) Długo zwlekałam z jego pokazaniem z wielu powodów - jest wąskie, małe, ciężko pomieścić się w więcej niż jedną osobę ( a dwie osoby plus dwa psy zakrawa już na hardcor!), do tego jest od zachodu, czyli światła w nim również niewiele. Poza tym - nie miałam na łazienkę żadnego idee fixe.



Łazienka sprzed remontu - tylko dla osób o stalowych nerwach! :)


40 komentarze

" ..do ya know what ya doing, doing to me? "


No i stało się. Odgrażałam się, biłam z myślami, kilkakrotnie zostałam z toru spychana, dyskutowaliśmy czy na pewno, rozważaliśmy za i przeciw, aż jak już zdecydowałam się, że to najwyraźniej nie to miejsce i nie ten czas - grom  z jasnego nieba. W zeszły piątek nasze psie stado powiększyło się o drugiego merlaka - tym razem sukę :) Jest w dość hardcorowym okresie swojego życia - bo i ma 9 miesięcy i do tego jest przed pierwszą cieczką :P Ze względu na swój dość wybuchowy charakter (wiadomo, jak to rude :P) została nazwana Ruby - imię demona z serialu namiętnie przez nas oglądanego  ( miała co prawda być Rory,  z innego serialu, mojej guilty pleasure Gilmore Girls, ale mamy zaprzyjaźnioną Nori, a imiona te praktycznie tak samo brzmią :) ).



Oto bohaterka :)

Jesteśmy już razem tydzień, więc udało mi co nieco zaobserwować i skrzętnie zanotować, nad czym będziemy musiały popracować:


9 komentarze

Przejście!

Przepraszam za opóźnienie w notce, ale miałam dość intensywny, zapracowany weekend, dopiero dziś udało mi się usiąść i co nieco sklecić :) 

Obserwatorzy na facebooku już wiedzą, że rozpoczęliśmy kolejną fazę remontu - odwiesiliśmy płaszcze z uchwytów do profili i wzięliśmy się za wiatrołap. Przy czym słowo wzięliśmy się jest tutaj dość nieuczciwe, gdyż tak naprawdę wziął się mąż, teść i szwagier, a ja głównie łażę i narzekam, że znów jest kurz :P


Wiekopomna chwila - 10.11.2014. Dzień, w którym runęło okno! :)


Dziadkowie nazywali to pomieszczenie lauba, nie do końca wiem, czy słusznie czy nie - próbowałam dowiedzieć się co zacz, ale poległam :) W każdym razie tam trzymało się buty, płaszcze i parasole. Dziadek krzewił ideę oszczędzania na każdym kroku, więc wykoncypował, że w sumie można postawić drzwi, zawiesić kurtynkę, i wtedy będzie można usunąć kaloryfer i zaoszczędzić krocie na ogrzewaniu! Efekt tego był taki, że w zeszłym roku goście ściągali na chybcika buty i odzienia wierzchnie, a następnie sprintem biegli w stronę drzwi wiodących na schody. Oszczędności jako takich - nie stwierdzono :)


Kiedyś w tym miejscu stały drzwi do Krainy Lodu, dziś to miejsce ozdabia fikuśna zasłonka.


19 komentarze

Sto lat Balu!

Dziś wypadają urodziny szczyla. Z małej puchatej kulki stanie się statecznym, poważnym i zrównoważonym owczarkiem (Tak mi obiecał! Wczoraj mówiłam do niego, a on zgadzał się ze mną merdając ogonem! :P).


Jak widać jesteśmy w nastroju wysoce rozrywkowym - tu zdjęcie z seminarium "Od zera do pakera" w MADzone - autorka Pola z +foto.



23 komentarze

Serce domu.

Dziś uchylam nieco rąbka tajemnicy jak wygląda nasz salon :) Mam również kilka archiwalnych zdjęć, jak sprawa przedstawiała się przed remontem (notka była przygotowana, ale nigdy nie doczekała się publikacji :) ).



To wiklinowe serducho, które wisi nad ławą :)

Wcześniej pokój, który dziś jest salonem to były dwa ogromne pomieszczenia połączone łukiem. Dziś łuk jest przesunięty i przysłonięty płytami g-k, a ówczesna część użytkowa salonu jest naszą sypialnią (o której pisałam dwa tygodnie temu, klik). Ściana między kuchnią a salonem została zburzona, dzięki czemu mamy dość przestrzenny salon połączony z kuchnią i kącikiem jadalnym.


25 komentarze

Obrabianie tyłka - czyli nie takie znów głupie sztuczki cz.2 !

Ano, dzień dobry:)

Dziś podejmę się drugiej części przydatnych sztuczek - tym razem informujących psa o tym, że posiada dwie tylne łapki :) W domyślnych ustawieniach psa leży, że posiada on dwie przednie łapy, i to nadaje sobie kierunek, używa ich do zawracania - tylne łapy, to siła napędowa psa ( na marginesie - jest taka śmieszna prawidłowość przy obcinaniu pazurków u psa - najczęściej przednie nadają się do korekcji, a tylne są w większym stopniu ścierane).

Po co nam takie ewolucje? Ano bardzo przydają się we wszelakich psich sportach ( strefy w agility, wchodzenie tyłem między nogi we freestylu we frisbee, chodzenie przy nodze, dostawianie się do nogi w obedience). Naszym celem jest po prostu poinformować psa, że posiada więcej łap, których może używać niezależnie - osobiście zauważyłam, że szczyl dzięki świadomości tylnych łapek łatwiej potrafi się wymanewrować z jakiegoś wąskiego przejścia, potrafi zakręcić tyłem, zamiast "nawracać" całym ciałem.

Ja sobie przygotowałam taką mini - listę przeróżnych ewolucji, które można robić z psem, jak można kombinować, aby zwiększyć świadomość psiego ciałka. Oto ona:



Bal dostawiony do nogi, na kontakcie wzrokowym z obiektywem - musiałam się nieco wychylić (50mm, cóż:P), ale daliśmy radę ! :) )


41 komentarze

"To jest mój sen..."

Tym razem zapraszam do sypialni :) 



Bardzo proszę, Bal zachęca :)



11 komentarze

Jak to pies sobie aktywność wybiera ;)

Druga część (nie)głupiego sztuczkowania musi pozostać na następny tydzień, nie wyrobiłam ze zdjęciami (pogoda, jak na złość dopisywała, to raczej mnie należą się cięgi za niesubordynację :) ).

Dziś natomiast wprowadzimy Czytelnika w cudowny świat sportu z psem okiem początkującego, jeszcze nieopierzonego i nieotrzaskanego laika - mojej skromnej osoby. 

Jak już wspominałam tu już pacholęciem będąc marzyłam o posiadaniu psa. Następnie, gdy istotnie, psa posiadałam, chciałam takiego bardziej nastawionego na pracę z człowiekiem - najchętniej bordera albo aussie. Potem, w końcu udało mi się osiągnąć wymarzony cel (a tak naprawdę to los tak chciał, stawiając na mojej drodze kilka osób, kierując moje ścieżki tak a nie inaczej).

Z psich sportów onegdaj znałam tylko agility i flyball, ale one niespecjalnie we mnie burzyły krew. Wtem, po przeczytaniu kilku(nastu) artykułów, obserwacji znajomych, wczytywaniu się w rasy (długi, długi czas trwała we mnie batalia border vs. aussie) odkryłam obedience i frisbee (chyba, na dzień dzisiejszy, najbardziej medialny sport ). Obi dla mnie jest świetną formą pracy nad relacją człowiek - pies, tu nie ma szans na nieporozumienia. Pies praktycznie głównie z miłości do przewodnika wykonuje ćwiczenia, po których nie może być nagrodzony. Piękna sprawa, porozumienie na najwyższym poziomie.




O to to, takie psie spojrzenie, że tylko Ty się liczysz, że inni mogą nadmuchać, że najfajniejsza, że najkochańsza, że budowanie relacji, współpraca, treningi nie poszły na marne.

12 komentarze

Sio grzejniku!

Temperatury na dworze stopniowo maleją, toteż czas najwyższy nastał na zainstalowanie grzejników w domu :) Ja osobiście dziecięciem i nastolatkiem będąc dzięki Tatusiowi prowadziłam spokojny, zimny wychów cieląt ( normą temperaturową w zimie było 18 stopni w domu:P). W naszym obecnym domu po burzliwej dyskusji jednak postanowiliśmy zerwać z tradycją i...stało się! Pewnego pięknego poranka pojawili się w drzwiach dwaj smutni panowie, którzy zajęli się stukaniem, pukaniem, noszeniem i dokręcaniem - ku rozpaczy Bala, który poczuł się rozdarty na pół - jednocześnie chciał być grzeczny (kazałam mu przestać piłować ryja na panów) ale też chciał panom oznajmić co o nich myśli i dlaczego nie podoba mu się parada zorganizowana w centrum naszej sypialni ( do tego czasu grzejniki znajdowały się na balkonie, który to balkon przynależy do akurat tego pokoju :) ). Panowie stukali pukali i obficie lali wodę przez pół dnia i w efekcie pozostawili po sobie ten smutny widok: zamiast ściany gładkiej i jedwabistej w doskonałych, matowych kolorach (Beckersie, miłość po grób!) zastałam stare, wysłużone, szczerbate i zachlapane radiatory. Porażka na całej linii.

Na marginesie anegdotka: przedpokój i duży piętrowy hall pozostał niepomalowany przez dłuższy czas. Popchnięci przez czynniki niezależne (wizyta teściów) postanowiliśmy zmienić stan rzeczy i machnąć go na mój wywalczony, wymarzony Powder Pink. Wyglądał pięknie na próbniku, wygląda super u mnie w pracy, natomiast na ścianach w przedpokoju wyglądał jakby lalka Barbie pochorowała się właśnie w tym miejscu, lub, podług słów Pana Męża, jakby ktoś w nim ochoczo szlachtował jednorożce.

Na szczęście zaprzyjaźnione Artystki (klik, klik, klik) z prędkością pogotowia ( a nawet ośmielę się stwierdzić, że dużo szybciej ) pojawiły się u nas i na chybcika z resztek, farb, które zostały po malowaniu innych pokoi (Vanilla Muffin, Cotton Candy) wyczarowały akceptowalne zestawienie. Aktualnie przedpokój wygląda więcej niż zadowalająco, natomiast pojawił się w nim Zgrzyt. 
Postanowiłam nazwać w ten pieszczotliwy sposób grzejnik wiszący w przedpokoju, gdyż ani chybi przypomina on swoim wyglądem (uwaga, będzie onomatopeja) zgrzyt noża po szkle. Piękna tafla ściany i gruchot. Niebanalne, industrialne połączenie.


A gości, na wejściu straszę TAK! (róż jest naprawdę ładniejszy niż na zdjęciu, pochmurna jesień nie sprzyja światłu w Silent Hillu :) )

Pominę smutny fakt, że po przeprowadzeniu lodówki w inne miejsce okazało się, że przez okres grzewczy możemy albo mieć kaloryfer w kuchni albo korzystać z drzwi zamrażarki :P Na szczęście panowie podumali i wydumali ( po wywierceniu dziur w ścianie i ujawnieniu uprzedniej konstrukcji), że w sumie to można by zamienić miejscami grzejnik z kuchni na ten z przedpokoju. Idea spotkała się z moim radosnym przyjęciem, dzięki czemu teraz mogę cieszyć się chłodzeniem w zamrażarce cały rok!



Jestem brudnym grzejnikiem w kuchni, chlip.

10 komentarze

Praktyczne, fajne, przydatne - czyli nie takie znów głupie sztuczki cz.1 !

Dziś (poniekąd zainspirowana prawem serii w pracy) postanowiłam poruszyć temat kilku trików, dzięki którym możemy w pewnym stopniu przygotować psa do wysiłku fizycznego. Oprócz zwykłego, znanego nam z lekcji wuefu truchtania możemy ( z obopólnym pożytkiem!) nauczyć psa kilku pożytecznych sztuczek, dzięki którym nieco rozgrzejemy, rozciągniemy mięśnie i przygotujemy je do nadchodzących aktywności. Nie mówię tu tylko o agility czy frisbee, ale zwykłym bieganiu przy rowerze, czy joggingu - sami się rozciągamy, spróbujmy też psiaka przygotować! :) Należy też pamiętać, że aktywność trzeba dopasować do wieku psiaka, pory roku, pogody, predyspozycji fizycznych i fizjologicznych (uwaga rasy brachycefaliczne, rasy chondrodystroficzne, psiaki bardzo młode i w podeszłym wieku).

Ach, no i apel - oprócz rozgrzewki, przygotowania teoretycznego i praktycznego bardzo ważne jest rozpoznanie terenu. Naprawdę warto przed rzuceniem dekla czy piłki rozejrzeć się, czy dany obszar  nie obfituje w zdradliwe dołki i górki, które potem mogą kosztować wiele bólu u psiaka, a nas nieźle trzepnąć po kieszeni ( zerwanie więzadła krzyżowego czy zwichnięcie rzepki to nic fajnego - tak tylko :P). 

Oczywiście warunkiem - standardowo, tak jak i u ludzi, jest systematyczność. Nauczenie sztuczki to jedna kwestia, osobna to częste jej wykonywanie - dzięki temu pies, tak jak człowiek pozna mięśnie, o których pojęcia wcześniej nie miał pojęcia (witaj pilatesie po pół roku przerwy ! ), a z czasem będzie w stanie wykonywać je coraz dłużej i ładniej ( jeśli ktoś jeszcze nie widział epickiego susła w wykonaniu duetu Natalia i Lomo marsz na jutuba, tam jest wszystko!).

(uwaga, notka zawiera głównie zdjęcia wakacyjne, jeszcze nie publikowane, mam nadzieję :))



W temacie psich sportów - eko frisbee :)



7 komentarze

Jak to z kuchnią było.

Pierwszy post z cyklu - przed i po :) Na tapetę idzie kuchnia, głównie dlatego, że moje wyobrażenie w konfrontacji z rzeczywistością trochę się zmieniło. Ideę miałam, a  w praktyce zakochałam się w kolorze Beckersa (Cotton Candy), który nijak nie komponował się z moim wymyślonym odcieniem niebieskiego .

Jedna rzecz pociągnęła za sobą kolejne, i w efekcie mam po prostu jasną kuchnię z motywem różyczek (który powtarza się również w salonie/jadalni).


Dosłownie i w przenośni uchylam rąbka tajemnicy :)

19 komentarze

Moje psie problemy i porażki - refleksja po wakacjach :)

Zgodnie z moim postanowieniem ( 1 post na tydzień, w systemie zmianowym - raz post psi, potem "normalny") dziś nastał czas na post podsumowujący nasze wakacje - głównie skupiłam się na elementach, które mają dla mnie kluczowe znaczenie a widać jakieś efekty (bądź ich brak) na tym polu.


Nawet nie wiem, kiedy nam minął ten tydzień :) Nałykani jodu, ogorzali od słońca i wiatru powróciliśmy z nowymi siłami do stałych (starych:P) obowiązków. Nie ukrywam, że i drugi tydzień by się nam przydał, ale póki co wystarczyło. Może w przyszłym roku :)



W końcu udało mi się spełnić marzenie i zrobić zdjęcie otrzepującemu się psu :)


Dla Baloo ten tydzień był bardzo obfity we wszelkie wrażenia, myślę też, że dużo się nauczył. Miał do czynienia z przeróżnymi sytuacjami, których nie napotyka codziennie (część poznawał za szczyla podczas najbardziej "gorących" tygodni socjalu :P). Oto kilka moich porażek "pedagogicznych" – przypominam, że młodzież jest właśnie w uwielbianym przez psiarzy okresie nastoletnim – ostatnio we wstecznym lusterku zauważyłam chyba swoje pierwsze siwe włosy :P

Dla nas po części była to nieustająca praca, i poniekąd, tak to wtedy odczuwałam, orka na ugorze, ale mam nadzieję, że idziemy ku dobremu. Posta opatrzyłam jednak tymi pozytywnymi zdjęciami, nie lękajcie się!

12 komentarze

Co na parapet?

Uff już po wakacjach :) Zgodnie z długoletnią tradycją, 1 września wracam do...pracy tym razem :P
Prace remontowo-budowlane na razie nieco zwolniły, częściowo ze względu na stopnienie funduszy, częściowo ze względu na brak czasu bohatera domu - Pana Męża.

Niniejszym Pan Mąż zakopany jest w nauce i pracy, a ja siedzę i wymyślam co by tu jeszcze można zrobić, żeby było ładniej i żeby nie było wstyd gości zaprosić i na bloga zdjęć wrzucić (wciąż się wzdrygam nad udostępnieniem zdjęć, nie mamy listew podłogowych i parapetów, dlatego pomieszczenia wciąż są surowe). Wczoraj po odpoczynku po długiej podróży Pan Mąż siadł, i stwierdził, że przydałoby się zainstalować lampy ( zabrał się za to jeszcze przed śniadaniem:P), następnie doszedł do wniosku, że w sumie wyprane zasłony lepiej by schły, gdyby tak powiesić karnisze, dzięki czemu już przed kolacją wisiałam na karniszach instalując wyżej wymienione. Na szczęście na tym etapie szał pracy męża zakończył się i zniknął w bachorni / swojej pracowni. Ja odetchnęłam z ulgą :)


Jedyny parapet zrobiony - to ten w łazience, po prostu ciągłość kafelek :) Zdjęcie na szybko machnięte telefonem, za co przepraszam :)

Ale dziś już przy śniadaniu padła kolejna idea (tym razem wykoncypowana przez moją skromną osobę) znajomi za tydzień wracają z wakacji, fajnie by było zaprosić ich na parapetówkę. Ale jak to zapraszać na parapetówkę, skoro nie posiadamy ani pół parapetu? (nie licząc "nagrobka teściowej" - kawałka czarnego marmuru, który został rodzicom po remoncie - tą pieszczotliwą nazwę nadał mój nieoceniony ojciec, przy każdej okazji usiłuje nam go wcisnąć :P). Mąż uprzejmie zainteresował się pomysłem (znamienny jest wpływ posiłków na rozwój wystroju mieszkania), ale zostałam oddelegowana do zrobienia researchu parapetowego.



Czy wiedzieliście jak jest "parapet" po angielsku? Ja nie wiedziałam, na potrzeby notki sprawdziłam - blog uczy, radzi! :D


15 komentarze

Pies na wakacjach! :)

Stało się. W sobotę wyjeżdżamy na nasz wymarzony, wyczekany urlop! Sytuacja jest poważna, gdyż na urlopie nie byłam od dwóch lat a tak się złożyło, że w tym roku długie weekendy spędzam w pracy. Jednak w końcu i na  mnie nastał czas! :)


Wakacje bez psa dla mnie mogą nie istnieć, więc oczywistą sprawą jest to, że Balu jedzie z nami - na tylnym siedzeniu, zapięty w pasy. Dłuższą chwilę dumałam jak zapakować Bala tak, żeby nam nic nie zabrakło, i oto efekt moich rozważań:

14 komentarze

Pomysł na...wyeksponowanie kolekcji :)

Podobno w każdym z nas drzemie dusza kolekcjonera...Każdy ma coś, co go kręci, podnieca, lubi "coś mieć". Dziecięciem będąc wraz z koleżankami kolekcjonowałyśmy figurki piesków, wygrzebywałyśmy nietypowe eksponaty na targach staroci, w sklepach z pamiątkami, następnie bawiłyśmy się nimi i tworzyłyśmy niesamowite rodowody, przygody, rodziny...Teraz kolekcja bezpiecznie spoczywa w koszyku w naszym Składziku Rzeczy Wszelakich.


Na początku była półka.

Już wcześniej pisałam, że od prawie trzech lat zafascynowana jestem produktami Yankee Candle – dziś sklepy z tymi świeczkami mnożą się jak grzyby po deszczu, a ja jeszcze pamiętam czasy, gdzie tylko 3 sklepy miały ich produkty, a po wpisywaniu zapytania w wyszukiwarce allegro nie wyskakiwało nic ! :) Jestem trochę taką babcią "yankową" :).
2 komentarze

Na zimno! Jak schładzać psa w upały? :)

Jak już wszyscy wiedzą i czują skwar niemiłosierny leje się z nieba :) Z gorąca konają psiaki, konamy i my :P Okres dojrzewania Bala przypadł niestety na kanikuły (nomen omen synonim Psiej Gwiazdy :D ), a przybywająca, "dorosła" ilość futra budzi w nim stanowczy protest - w upały ciężko mu funkcjonować. Jak pomóc psiakom?



Jeśli by zapytać Bala, to on preferuje taki sposób spędzania upałów :)

12 komentarze

Opóźniam się!

Post planowany na ten tydzień musi ulec odroczeniu, gdyż...a no właśnie zdjęcie mówi samo za siebie :)


Worki większe od Bala, ale Balu nie śpi, czuwa! A nuż go nie wezmą?


Nie mamy listew, parapetów, drzwi, pomalowanego przedpokoju, no prawie nic:) Ale jest woda i kuchnia, łóżko rozłożone  - czego chcieć więcej?

Pytanie tylko - o czym ma być następny post? Kilka pomysłów jak schładzać psa latem, test kamizelki chłodzącej Hurtta czy kilka słów na temat mieszkaniowy? Jestem ciekawa co wolicie ! :)


Do następnego tygodnia!
18 komentarze

Moja psia rodzina.


Jak już kilkakrotnie wspominałam od dziecka fascynowały mnie psy. W pierwszych marzeniach "jak już będę duża" miałam mieć border collie albo później owczarka australijskiego ( za dziecięcia akurat tej rasy jeszcze w Polsce nie było, pierwszy aussik zawitał do Polski dopiero w 1995 roku). Potem doszły, obowiązki, inne ambicje, i moja potrzeba nieco się wyciszyła.

 To znaczy - pies w domu zawsze był, zawsze z adopcji, bida przygarnięta, ułożona, ale bez fajerwerków ( adopcja pierwszego psa nałożyła się z boomem i wydaniem książki "Okiem psa", więc i nasz Gandalf był tak wychowywany - na szczęście, jak przystało na psa w typie saluki- spływało to po nim godnie:P). Tak tak, mój pierwszy pies był psem trudniejszym, jeśli chodzi o porozumienie człowiek - pies. Odwiązany od drzewa, chudy jak nieszczęście kłębek futra w typie charta. Spokojny, stonowany, flegmatyczny, leniwy śpioch - tak w skrócie mogę opisać charakter mojego pierwszego psa :) Do tego przyszedł do nas z traumą - bał się mężczyzn, nie miał kosmków jelitowych, przez pierwszy rok chodził na trzech nogach - był truty i kopany. Pierwszą noc spędził u mnie pod łóżkiem, całą noc pojękując i wyjąc - jakby wiedział, że dziecko mu na pewno krzywdy nie zrobi - musiał nauczyć się nam zaufać. Pierwszy jego szczek usłyszeliśmy po 1,5 roku.

Oto Gandalf, całe życie był tak godny jak na tym zdjęciu - pożegnaliśmy się z nim w zeszłym roku, w pięknym wieku szesnastu lat.
5 komentarze

Na sen

Dziś będzie o spaniu. Myślę, że inspiracją do notki może być fakt iście tropikalnych nocy w pokoju gościnnym rodziców. Nie chodzi tu bynajmniej o temperaturę uczuć młodego małżeństwa (choć i na tą narzekać nie mogę :) ), a o szare, zwykłe warunki pogodowe. No jest lipiec, musi być ciepło, sorry taki mamy klimat. Idę o zakład, że jeśli akurat w tym okresie wybralibyśmy się pod namioty, zacinałoby gradem, a w okolicach miejsca naszego wypoczynku ogłosiliby przymrozki. Tak tylko. Dla powszechnej wiedzy informuję, że ku uciesze gawiedzi urlop zaplanowaliśmy pod koniec wakacji, tak, aby niewinnym osobom planów nie pokrzyżować. :)


Spanie w buldożkach francuskich - najlepiej! 


Wracając do meritum. Otóż, no nie wysypiam się. Primo, dlatego, iż mój Pan Mąż podczas snu osiąga taką temperaturę, że mnie osobiście białka w oczach się ścinają. Secundo, dlatego, że tapczan na którym śpimy ma szerokość średniego przedszkolaka (1, 20 m - mierzyłam metrem krawieckim :P), a wyboisty jest jak droga podmiejska do Koluszek.Tertio dlatego, że boksery w pokoju obok (wraz z Umiłowanymi Rodzicami) chrapią jak sztab wojska po udanym stłumieniu buntu. Wszystko to składa się na to, że po prostu tęsknie i marzę o naszej kochanej sypialni. Gdzie będę mogła rozwalić się na szerokość 1,60 (również sprawdzałam ! :P), będzie cisza, będę mogła sobie naotwierać okien ile wlezie, Balu będzie tylko posapywał, i Pan Mąż będzie promieniował ciepłem na nieco większą powierzchnię niż płaszczyzna tratwy na której Kate uciekła z Titanica. Zapraszam do moich inspiracji dotyczących sypialni!


4 komentarze

Latam, gadam pełny serwis!

Z lekkim poślizgiem (hue hue jest lipiec, a Latająca Akademia Dog Chow Disc Cup była w połowie maja :) ) pokażę Wam nasz bardzo bogaty we wrażenia wszelakiej maści weekend.

Zdjęcie autorstwa Tomasza Mońko, obrazujące skalę imprezy ( tam gdzieś jestem, z Balem na rękach, serio!)

Najpierw – nowości dla szczeniaka, wtedy 6 miesięcznego – zostawanie samemu w obcej klatce, nocowanie w obcym domu, podróż na tylnym siedzeniu auta z dwoma obcymi psami, seminarium wśród multum ludzi i psów, skupianie się na przewodniku w ekstremalnych warunkach, przebywanie w klatce wśród miliona innych psów, mieszkanie w namiocie, praca w zacinającym deszczu...uff trochę się działo, a to tylko dwa dni! :)
0 komentarze

Siała baba mak... czyli rzecz o tym jak sadzić (na wiosnę) część 2

Lato w pełni, czy wszyscy na sali już mają gotowe sadzonki? :) Mniej więcej po Zimnych Ogrodnikach (Św Pankracego, Serwacego, Bonifacego i Zośki czyli okresie 10-17 maj) można pomyśleć o hartowaniu roślinek i wysadzaniu ich na miejsca docelowe w ogrodzie. Niestety, w moim przypadku remont nieco pokrzyżował dalekosiężne plany ogrodnicze, i tylko to, co udało mi się wysiać w marcu zostało przeprowadzone do ogrodu ( po ciężkich bojach – odchwaszczaniu i przycinaniu). W dzisiejszej notce planuję usystematyzować nieco wiedzę na temat tego co robić po posianiu :)



Moje stanowisko robocze

6 komentarze

Będę albo nie będę obi dogiem :)

Wszystko zaczęło się od założeń. To znaczy najpierw, od małego po mojej głowie kołatała się Myśl. Myśl ta, w mniej obiecującym okresie czasu została brzydko przegoniona, zastąpiona innymi. Następnie Myśl ponownie ujrzała światło dziennie, wydanie 2.0, poprawione. A jeśli Myśl stała się ciałem ( na tą chwilę 21 kilogramowym cielskiem), no to już machina poszła w ruch.

Myśl zmaterializowana

Od początku mojej przygody marzył mi się border. Jako, że od małego byłam Jaśnie Oświecona na tematy kynologiczne, doszłam do wniosku, że rasie po prostu mogę nie podołać, i miałam takie tam drobne sobie miłostki, inne rasy. Potem zobaczyłam, że DA SIĘ, że wiele ludzi potrafi ulepić energię i popęd do pracy z człowiekiem w coś fajnego. Ja też chciałam. Potem jednak stwierdziłam, że może nieco nieco level niżej by uderzyć, tak na dobry początek, a nuż coś nam nie pójdzie, nie podołam schizom. I oto, pod naszym dachem pojawił się Baloo, owczarek australijski.

Człowiek od razu by wszystko chciał, trzaskać sporty na lewo i prawo. Z maluchem tak się nie da, z maluchem trzeba wolno, nisko i powoli. Do przodu. Mało kija dużo marchewki. I cierpliwości i słodkiego głosu. Czasem naprawdę ciężko jest być najzajebistszym człowiekiem na tej ziemi, a ze szczeniakiem tak trzeba ( w najbardziej hardcorowej wersji Bycia Zajebistą robiłam taki raban i szum wokół siebie, że każdy szczeniak w psim przedszkolu był pod moimi nogami w momencie przywołania :P).

Trzeba uczyć żyć, trzeba uczyć podstaw posłuszeństwa, trzeba wymęczyć psychicznie wymagającego szczyla. A jak wymęczyć psychicznie? Ano sesjami, klikaniem, kształtowaniem. A jak chcę się z psem może i startować, to i można rozpocząć sesje posłuszeństwa sportowego.

Tu Balu rozmyśla - będzie on tym obidogiem, czy nie będzie?

Minęło kilka miesięcy, na facebooku pojawia się magiczne wydarzenie "Treningowe przebiegi z grupą NiC". Myślę sobie, kliknę "wezmę udział", zapiszę się fajnie będzie. Fajnie będzie, mówili, będzie zabawa, będzie się działo.
2 komentarze

Wstyd i hańba!

Moja aktywność blogowa chyboce się jak, nie przymierzając dziurawa, podbutwiała łódź. Jest mi wstyd, tyle dzieje się dookoła, internet, jak to na wsi raz jest, raz go nie ma - trzeba znosić wiadrami :)

Jak już pewnie się domyśliliście - remont wciąż trwa, jeszcze nie udało nam się przeprowadzić. Dokładniej ekipa remontowa dostała nieco inną, lepiej płatną robotę, więc zostaliśmy sami tuż przy finiszu ( zostało nam malowanie ścian, kafelkowanie i kładzenie paneli).

Spójrzcie na te kafelki! One już naprawdę chcą być położone :(

9 komentarze

Wieści z placu boju.

Uff udało mi się zebrać nieco zdjęć dokumentalnych "do kupy" i wykonać pierwsze podsumowanie. Remont trwa już niecały miesiąc i na tą chwilę postęp przedstawia się następująco :

  • Boazeria, kafelki, wszelki parkiet, linoleum, niepotrzebne skreślić – wywalone.
  • Stelaże, kominek, kafelki – zakupione, prace trwają
  • Ściana między kuchnią a salonem – wywalona.
  • Ściana między salonem a sypialnią – postawiona.
  • Centrala wentylacyjna, wyposażenie łazienki, wyposażenie kuchni, drzwi– z grubsza wybrane, niektóre zamówione, oczekujemy.
  • Parkieciarz – poszukiwany (200zł za położenie metra kwadratowego parkietu? Naprawdę?) - jest opcja, że chłopcy w osobie mego męża i ojca sami będą klepać parkiet ;)



Na koniec remontu (trzymajcie kciuki, żeby to jakoś sprawnie poszło, bo pójdę z torbami – płacenie za paliwo 3 x miesiącu mnie wykończy!) planuję wystosować osobne posty do każdego z pomieszczeń – inaczej powstanie chaos :)


Balu czerpie największe korzyści z pomieszkiwania z rodzicami pod miastem - jako, że zdjęcia Balu zawsze spoko (tak myślę!) pod koniec notki krótka fotorelacja z sobotniego spaceru :)


6 komentarze

Zezwierzęcona strona bloga: Psie Pudło

Po suszy internetowej (na wsi u rodziców internety urwało...i nie było przez dwa tygodnie) powracam - tym razem, z recenzją :)

Ostatnio stają się modne przeróżne "boxy" zawierające próbki lub pełnowartościowe produkty, najczęściej tematyczne (kosmetyczne, psie...pewnie jest tego więcej :) ). Po cichu marzyła mi się taka paczucha, a wraz z odnalezieniem informacji na facebooku o poszukiwaniach testerów miałam szansę w końcu zaspokoić ciekawość ;)

Na początek przybliżę ideę Psiego Pudła - otóż założyciele postawili sobie za cel rozwiązanie konkretnych problemów - na tą chwilę wzięli na tapetę nudę na spacerze :) Co chcą osiągnąć? Chcą dotrzeć do grupy psiarzy i pomóc im sprawić, by wspólnie spędzany czas oznaczał coś więcej, niż tylko rundka na smyczy dookoła bloku. Czy im się udało? Przekonajmy się :)

Szczenięce rozważania filozoficzne - warto to, czy nie warto?




4 komentarze

"Siała baba mak..." czyli rzecz o tym jak sadzić na wiosnę cz.1

Dziś pierwszy dzień wiosny ! Zostałam poinformowana o zaistniałym fakcie przez moją rodzicielkę, gdyż sama żyłam w przekonaniu, że wiosna rozpoczyna się 21 marca - dzień wagarowicza nigdy nie był mi obcy, szkoda, że nie obowiązuje on w pracy :)

Pogoda dopisuje, więc w końcu wzięłam się za pierwszy etap sadzenia - mogłam zapomnieć majtek w remontowym szale, ale pierwszą rzeczą, która została przetransportowana do domu rodziców, zaraz po kolekcji świeczek były właśnie ogrodnicze dobrości - nasionka, magiczny zeszyt, opakowania na nasionka i opakowania na pikowanie ;) Dobrze, że mąż i pies się pilnują ;)

Dziś postanowiłam przygotować pierwszą część szybkiego instruktażu "z czym to się je" czyli zasadę 3 x P : posadzić, podlać, przykryć ( w sumię wyznaję zasadę 5 x P : posadzić, podlać przykryć, przerwać, przepikować, ale o tym później).


Multum kolorów i wzorów - od góry nasiona słonecznika, cukinii i miesiącznicy.

Od czego zaczynamy?

Ano, od dobrych chęci, rękawiczek ( dla mnie to mus, nie znoszę mieć ziemi na rękach), kilku doniczek/ lub plastikowych/tekturowych tacek na nasionka, wody (polecam w spryskiwaczu), ziemi, mazaka, folii spożywczej i nasionek.  Najlepiej przygodę rozpocząć na balkonie, lub jakiejś powierzchni wygodnej do sprzątania (ja zazwyczaj działam w garażu lub na dworze ). Zaczynamy?

2 komentarze

Na gorąco

Wczoraj zamknęliśmy drzwi za bałaganem, pustymi ścianami i echem odbijającym się od ścian w domu. Poznosiliśmy, popakowaliśmy w kartony, torby.

Porobiłam poglądowe zdjęcia "przed", żeby potem móc z przytupem dać zdjęcia "po".

Już rozpakowaliśmy się u rodziców - pies jest oszołomiony z radości ( dwa boksery! jezioro! dużo, dużo biegania po polach!),fretki obrażone - miały swój pokój, a teraz muszą gnieździć się w klatce i wychodzić tylko na spacerki, my nieco niewyspani i zmęczeni, a tu już poniedziałek, trzeba do pracy, a teraz to już 20 km podróży.

Kafelki już prawie kupione, dziś mężu zwozi płyty g-k.

Trzymajcie kciuki za szybki i bezbolesny remont, proszę :)






11 komentarze

Marzenia jednak się spełniają !

Nieobecność nieobecnością, ale czas zaczynać! :) Zacznijmy po kolei:

REMONT:

Remont jeszcze nie ruszony - na razie ekipa wybrana, czekamy, aż da znak. Musimy zacząć od rozmowy ze specem, który nam wyburzy ścianę. Jest to sprawa większej wagi, gdyż jest to ściana nośna, do której trzeba zainstalować podciąg. Podciąg miał być drewniany (romantyczna wizja zgadnijcie kogo), będzie metalowy (brutalna rzeczywistość) z obudowaniem z drewna (litościwa matka rodzicielka moja i jej pomysły).

Nasza dobra, Śląska IKEA wstawiła nam promocje - 15% na kuchnie, więc kuchnia już zakupiona, czeka :) Oprócz tego wymęczyłam małża i mamy zakupione łóżko. I materac (-10% kocham Cię, IKEO!). Wszystko to leży odłogiem w garażu, a my śpimy na 50 letnim tapczanie, który przypomina łoże madejowe. Nie żartuję, mam siniaki. Szerokość również jest dość kłopotliwa ( Dziecko 3 letnie może i by się położyło w poprzek. Starsze już nie.) Oprócz tego dorzućcie psa i macie odpowiedź, dlaczego teraz wolałabym leżeć w garażu niż w sypialni. Cóż, nie można mieć wszystkiego.


Nawet Baloo uważa, że to łóżko jest zbyt małe dla naszej trójki :)


2 komentarze

Nieobecność

Długo, długo dłuugo mnie tu nie było.

Zdecydowanie zbyt dużo było na głowie - trochę łez wzruszenia, trochę smutków, nowy domownik...
Podjęliśmy w końcu poważne kroki w stronę remontu.

Wracam ze zdwojoną siłą, jeszcze w tym tygodniu :)

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum bloga

Doglovin!

doglovin