Content

4 komentarze

A na choinkę...

Dziś taki mały przedsmak wystroju naszej pierwszej choinki. Rzeczonej co prawda jeszcze nie mamy zakupionej, ale idea została już zasiana - jak najmniej kolorów, naturalne ozdoby - drewno, słoma, pierniczki, słodycze, wstążki i jednokolorowe lampki. Na pewno będzie żywa, zastanawiamy się tylko czy postawić na cięte drzewko (za przemawia przepiękny, żeliwny stojak po prababci, a przeciw to, że jestem niemal pewna, że będzie sypała się jak dzika, doniczkowe przynajmniej można podlewać...) czy w donicy - jakie są Wasze doświadczenia?

Robiłam niewielkie rozpoznanie, który gatunek drzewka wybrać, stanie raczej na jodle - podobno stoi najdłużej, ma miękkie igły, które tak nie kłują przy strojeniu i oporządzaniu choinki, choć słyszałam, że ceny jodły kaukaskiej są dość zaporowe. Zastanawialiśmy się jeszcze nad świerkiem, ale podobno bardzo się sypią. Najpiękniejsze dla mnie osobiście są sosny, ale one bardzo kłują. Z tego, co wyczytałam to one bywają "inspiracją" dla producentów sztucznych drzewek.


"Jak najmniej kolorów" - napisała, po czym jako pierwsze zdjęcie wrzuciła kolorowe drewniane kostki :D
8 komentarze

Rozgrzewka !

Jutro grudzień, jedziemy z koksem, ze świątecznymi inspiracjami! :)

No witam ciepło mój kochany miesiąc ! :)

Specjalny, magiczny czas, gdzie świat zamyka się w kuli ze śniegiem, gdzie wszystko zwalnia, wszędzie słychać dzwoneczki, jest ciepło, przytulnie... i życzliwie.
6 komentarze

"Każdy ma jakiegoś bzika..."

"...każdy jakieś hobby ma.." 

Jeśli chodzi o tę piosenkę to choć w moim przypadku sprawdza się równiez jej dalsza część (" a ja w domu mam królika, kota, rybki oraz psa..." :) ) jednak dziś mowa będzie o stricte materialnej, dość kosztownej fascynacji, w której dosłownie kasa "idzie z dymem".


Przypatrzcie się tej nazwie. A potem ją zapomnijcie. Szybko, zanim będzie za późno.


12 komentarze

Ślub w grudniu - inspiracje

Jest listopad. Do mojego ślubu pozostało troszkę mniej niż dwa miesiące, pomyślałam, że podzielę się z Wami moimi inspiracjami dotyczącymi tematyki okołoślubnej, szczególnie, że to ważne dla nas wydarzenie odbędzie się w terminie zdecydowanie nieślubnym ( przysięgam, jeszcze raz któraś z kobiet w sklepach skrzywi się po mojej odpowiedzi na "kiedy ślub", huknę ją w głowę torebką:P). Dla mnie zima to magiczny, pełen ciepła i radości czas. Rodzinny. Tylko dla najbliższych i przyjaciół. Stąd postanowiłam sprawić, że ten czas będzie dla mnie jeszcze bardziej magiczny (nawiasem mówiąc moi rodzice też brali ślub w grudniu).



10 komentarze

Nowości wrzesień - październik

Jako nałogowa zakupoholiczka i allegrowiczka jestem w dalszej fazie wicia gniazda :) Otaczam się wszystkim co przytulne i pasujące do zamysłu siedzącego w mojej głowie. Już niedługo możecie spodziewać się nowości okołoświątecznych, bo przecież to już zaraz za progiem:) Wspominałam - mam świątecznego bzika, dlatego musicie przymknąć na to oko w tym radosnym dla mnie czasie :P

Ale na razie powoli, udało mi się dostać kilka bibelotów shabby chic najpierw do wykorzystania na weselu, a potem w domu (planuję również posta z moim zamysłem ślubnym, ale to jeszcze chwila - do ślubu niecałe dwa miesiące, jeszcze nie czuję napięcia - to dobrze czy źle? :) ).


Na zachętę - najbardziej jesienne zdjęcie, jakie udało mi się ustrzelić, żeby zobrazować październik :)
Na pierwszym miejscu pyszni się lampion z Pepco - kolejny do kolekcji.

4 komentarze

Ten o ziołach, część 2 czyli mięta i melisa

Kontynuuję dział zielarski. W natłoku obecnych wydarzeń ciężko mi jest odnaleźć chwilę tak, żeby rzetelnie przygotować się do opisywania poszczególnych ziół (wchodzi tu w grę wspieranie się „literaturą fachową” i poszukiwania w Internecie).


Dziś będzie aromatycznie i orzeźwiająco  - na tapetę postanowiłam wziąć dwa zioła – miętę i melisę ;)


Mięta pieprzowa /Mentha piperita/

Nazwa tego krzewu pochodzi od biednej nimfy Menthe (inaczej Mintho, Mente), zamieszkujące Podziemia, będąca kochanką Hadesa. Dręczona przez zazdrosną żonę Hadesa, Persefonę została przemieniona w ziele

Rozpozna ją każdy. Ziele niewymagające, dość wszędobylskie, szybko rozmnażające się poprzez kłącza. Uwaga, napotkawszy sprzyjające warunki rozprzestrzenia się szybko, rozkrzewiając się i przysłaniając światło innym roślinom. Ciężka do wyplenienia,  dlatego radzi się wkładać sadzonki do ziemi w plastikowym pojemniku i tak przysypywać ziemią. Ja to uznałam za barbarzyństwo i teraz walczę w zielniku o miejsce dla innych roślin, a próby zdyscyplinowania krnąbrnej mięty kończą się na przesadzaniu jej w inne miejsce, gdzie przepysznie znów się rozrasta. W upalne dni, poruszone liście dają niesamowity kojący i orzeźwiający aromat. Należy do roślin leczniczych, jej surowcem są liście.


Mięta zebrana, gotowa do suszenia.
4 komentarze

Ten o kuchni


Z lekkim niepokojem zaczynam tego posta, bo od razu wiem, że będzie on niepełny, do odwołania. Trochę czuję się nie fair, że zaczynam i nie kończę, ale wiele osób ciekawych było innych zdjęć wystroju naszego domku.

Kuchnia ma w sobie magiczną moc, myślę, że każdy to przyzna. Zazwyczaj to tam na imprezach toczą się najpoważniejsze dysputy, tu najchętniej siada się o zmierzchu z kubkiem parującej herbaty w ręce. Jak wszyscy już wiecie bardzo lubię styl rustykalny, shabby chic, skandynawski. W mojej głowie jest milion inspiracji co do wystroju naszej kuchni, na razie tylko jeden kącik udało mi się jako - tako przerobić na swoją modłę i z tego właśnie kącika będą moje zdjęcia. Poza tym, podrzucę kilka inspiracji, tego, co mi chodzi po głowie, a za kilka miesięcy (mam nadzieję, że kilka ;) ), zweryfikujemy to z rzeczywistością :)


Moja wizja


Otóż pewnego dnia, wpadła mi do głowy pewna myśl. Po prostu pojawiła się, i do tej pory inaczej być nie chce. Jestem zwolenniczką połączenia biel + kolory neutralne + jeden intensywny kolor. W kuchni okazał się być to niebieski. Nie byle jaki niebieski. Mariaż kolorów taki, jak na słonecznej wyspie Santorini:


Zdjęcie idealnie pokazujące moją wizję - biel i akcenty niebieskiego. 
18 komentarze

Ten o żywym srebrze

     Każdy ma swoje wady :) Moją wadą, (niewątpliwie dla mojego chłopa) jest to, że mam niesamowitą słabość do fretek. W najbardziej hardcorowym etapie naszego życia posiadaliśmy cztery sztuki. W tym roku musiałam pożegnać się z moim pierwszym, najukochańszym chłopczykiem o imieniu Kenzo. Z czym tak naprawdę trzeba zmierzyć się posiadając te włochate łobuzy? O tym dalej:)

Kenzo po prawej, Nanusia - po lewej.
4 komentarze

Ten o ziołach, część 1 czyli lubczyk i szałwia

Żniwa skończone, lato minęło…wczoraj przebrzmiały u nas ostatnie dźwięki dożynek ( technicznie mieszkamy w mieście, a w praktyce na wsi  :) ). Powoli rośliny zaczną szykować się do snu, trzeba powoli pomyśleć o okryciach na zimę. Powietrze zaczyna mieć zupełnie inny zapach  - trochę w nim dymu, ostrości, nadchodzącego zimna i tęsknoty… Poranki już chłodne, południa jeszcze letnie. Zupełnie inaczej padają promienie słońca. Kocham każdą porę roku, nie mogłabym żyć w kraju, gdzie jest wieczne lato (czy wieczna zima :) ).

Jesień - czas ostatnich zbiorów - jabłka, śliwki, orzechy...O tym kiedy indziej, dziś na tapecie - zioła, pierwsze jesienne podziębienia tuż tuż!


Część moich tegorocznych zbiorów, gotowa na jesień!

.
Jak założyć swój zielnik? Najważniejsze jest umiejscowienie - najlepiej, żeby znajdował się w strefie intensywnego nasłonecznienia (mój jest na południowej i południowo-zachodniej części działki). Ziołą to dzieci słońca, dzięki niemu ogródek zielny daje piękny aromat i przyciąga owady. Wysiew ziół można rozpocząć już w lutym - marcu, po wzejściu należy je trochę przerwać, a potem doglądać aż do Zimnej Zośki i przenieść do ogrodu. Większość z nich należy do bylin - roślin wieloletnich, które nie mają specyficznych wymagań glebowych. 
6 komentarze

Ten z nowościami

Dziś szybko - szybko post z nowościami u nas w domu :)

Pewnie jeszcze nie wiecie, ale jestem maniaczką świąt Bożego Narodzenia (głównie dlatego wtedy bierzemy ślub :) ). Dlatego jak tylko na zewnątrz robi się nieco zimniej (przecież poranki już bywają chłodne! :) ) z tęsknotą myślę o Świętach. W tym roku po raz pierwszy mam do wystrojenia cały dom, dlatego też stwierdziłam, że wcześniej trochę zacznę poszukiwania świątecznych akcentów, dzięki czemu nieco zaoszczędzę. Na tą chwilę ustrzeliłam na allegro urocze, czerwone zasłony i białą serwetę świąteczną, przetykaną złotą nitką ( już widzę, jak ładnie będzie się mieniła w blasku świeczek..mam nadzieję ;) ).
Tu trzymajmy kciuki za wdzięczne światło świec

Jak widzieliście wcześniej, mój salon jest biało - czerwony (co ma niewiele wspólnego z patriotyzmem :) ), więc najpewniej tam wylądują zasłonki. Choć mam wrażenie, że lepiej wyglądałyby w kuchni
0 komentarze

Ten o pokoju dziennym

Dziś zadecydowałam zaprezentować wygląd salonu już po przeprowadzeniu się, ale jeszcze przed remontem.

Pokój, który dziś jest salonem to dwa ogromne pomieszczenia połączone łukiem. Część pokoju dziennego jest przystosowana do  zapraszania  gości, wypoczynku,  a część służy chłopu do pracy, w niej również znajduje się koszmarna meblościanka i klatka fretek ;)

Ostatecznie po remoncie ten fragment,  ma być sypialnią, a część pracownicza ma być oddzielona ścianką, za to połączona z sąsiadującą kuchnią. Na razie jednak zmobilizowałam wszelkie swoje moce, żeby chociaż trochę ocieplić i przerobić suche, przaśne,  babcine ściany na nieco naszą modłę.

Na kanapę na tą chwilę nas nie stać, a starszy komplet wypoczynkowy ( troszkę go widać w drugim poście) był nie do odratowania, toteż na tą chwilę  główną kanapą w naszym domu jest moje łóżko z czasów nastoletnich – leżanka MELDAL z IKEI (wielbię!).  Punktem wyjściowym było zakupienie dużej ilości poduszek, niestety ładne,   koronkowe poduszki kosztują dość dużo, dlatego z ulgą zwróciłam się ku second- handach, strychu mamy, przecen w Jysku i niezawodnemu allegro. Dzięki temu możemy sobie dobrowolnie ustalać pozycję, w której będziemy siedzieć, modyfikować ją na swój sposób, a do tego mniej więcej koresponduje z moim zamysłem późniejszego wystroju. Do tego za spód służy czerwony koc z Lidla, et voila!



 Moja (nad)interpretacja - wybaczcie pogięte poduszki, dopiero teraz na to zwróciłam uwagę ;)
2 komentarze

Ten o lawendzie


Muszę oficjalnie przyznać – miewam swoje małe miłości niemal w każdej dziedzinie, którą się interesuję. Takich bezapelacyjnych faworytów. Niby dopuszczam do myśli to, że coś polubię bardziej, ale mimo wszystko buzia sama się uśmiecha ( troszkę jak nauczyciel, który tak naprawdę nie ma ulubionego ucznia, ale "Jasiu Tobie to zawsze wychodzi najlepiej" :) ).



Drobne kwiatuszki,  fioletowy kolor i już jestem kupiona!  (z góry przepraszam za brudną łubiankę, podczas komponowania zdjęć w ogóle tego nie zauważyłam)

Kobietą jestem, więc i na polu faworyzowania nie może być łatwo! Jak już wspominałam mój ogród jest  bardzo zacieniony,  wilgotny, problematyczny. Dlatego, zgodnie z babską logiką najbardziej ukochałam sobie rośliny – dzieci słońca. Dodajcie do tego uwielbienie natury, wakacji w lesie, drobne kwiatostany, różowo-fioletową kolorystykę i oto możecie bez pudła obstawić, że najbardziej w świecie kocham lawendę (dodatkowo ma wartość użytkową!) i wrzosy ( nie masz nic piękniejszego niż naturalne wrzosowisko na polanach w Borach Tucholskich). Oczywiście, żeby nie było zbyt prosto – oba te gatunki mają zgoła inne wymagania glebowe i kochają słońce, którego w moim ogrodzie jak na lekarstwo.

5 komentarze

Ten o garden party

Przełom wiosna – lato to w naszym domu gorący okres. Nie tylko ze względu na skaczące w górę temperatury, ale również dlatego, że w tym czasie oboje mamy urodziny. Chłop nieco wcześniej, łapie się na najpiękniejszy rozkwit wiosny, ja na sam początek lata.

Imprezy plenerowe są wdzięcznym tematem – najczęściej są obarczone mniejszą rangą równocześnie poziom stresu gospodarzy spada. Nie trzeba szaleć ze sprzątaniem, pieczenie wytwornych tortów w okresie gdy temperatury sięgają 30 stopni mija się z celem, poręczniejsze są szybkie babki, muffiny czy kruche ciastka w sam raz na jeden raz. Obiad dwudaniowy odpada – wystarczy porządne masło czosnkowe, świeże pieczywo, dobrze przyprawione kiełbaski, szaszłyki i ze dwie sałatki. Żyć – nie umierać !


Mój niezbędnik na każdym przyjęciu - mini DIY - słoik kupiłam w Lidlu, był wypełniony cukierkami. Chłop ( z moją wydatną pomocą!) cukierki pożarł, słoik zostawił. Wymoczyłam, wymyłam, obwiązałam kokardką i zawsze wypełniam ciastkami :)

Wystrój też zazwyczaj jest mniej wymagający – nie spędzam całego poranka „latając na szmacie”, prasując, nadając niesamowitych zapachów (fretki!), chowając na chybcika po szafkach rzeczy, które nie pasują do zamysłu wnętrza.

Mój ogród jest jeszcze dość zaniedbany (cały czas nad tym pracujemy!), bardzo zacieniony i wilgotny. Przy odrobinie dobrej woli można go nazwać „ogrodem angielskim”, ale według mnie nie ma co się łudzić – jest to nieokiełznany busz. Po zmierzchu chmara komarów przypomina szarańczę i na nic lawenda, komarzyca i spirala – po prostu trzeba się ewakuować.

4 komentarze

Ten o różach


Pod jednym jedynym względem nie jestem typową babą – nie przepadam za dostawaniem kwiatów. Dla mnie większość tego typu wiązanek jest zbyt dumna, sztywna i pachnąca na jedno kopyto. Wolę sama tworzyć sobie bukiety z kwiatów które mam w ogrodzie  lub zebranych podczas spaceru.

Nie za bardzo przepadam za tak zwaną królową kwiatów – różą. Nie szaleję za jej odmianami, niespecjalnie cieszy moje oczy. Serce już dawno podbiły mi kwiaty z wiejskich ogródków – w moim są słoneczniki, lawenda, gipsówki, len, wrzosy, zawilce, malwa, rumianek. Dlatego królowa znajduje u mnie miejsce tylko w jednej odmianie - róża jadalna, inaczej róża pomarszczona, japońska. Ma swój swojski charakter, odurzający zapach, no i można ją ciekawie wykorzystać!


Lubię mieć w ogrodzie rośliny, które nie tylko cieszą oko, ale są też użyteczne. Bardzo ucieszyło mnie odnalezienie bzu czarnego w jednym z zacienionych rogów w ogródku,  mam rozbudowany zielnik, stawiam pierwsze kroki w hodowaniu warzyw i owoców, dlatego roślina, która nie tylko ciekawie wygląda ma od razu u mnie dodatkowe plusy :)
4 komentarze

Ten o początku drogi.

Na  początku tego roku wprowadziliśmy  się do domu po dziadku.

Dom kilka lat stał pusty, dziadek wyprowadził się do rodziców. Wcześniej mieszkał kilka lat sam  - możecie sobie wyobrazić jak wyglądało jego kawalerskie gospodarzenie ;)

Jak powszechnie wiadomo gusta dziadków  i (nie bójmy się tego powiedzieć :) !) młodzieży rzadko kiedy się pokrywają, dlatego początkowo roboty przy doprowadzaniu domu do stanu używalności było multum. Do tej pory piętro jest jako - tako ogarnięte, na dół schodzę tylko wtedy, gdy chcę coś upiec (tylko na dole doprowadzony jest gaz), wyprać lub wrzucić do rupieciarni.

Dość wymieniać siermiężną meblościankę w niedorzecznie wielkim salonie, skórzaną kanapę wytartą na brzegach i nieśmiertelny komplet kanapa + dwa fotele w bliżej nieokreślone czarno-brązowe maziaje. Litościwym milczeniem pominę linoleum w kuchni (czy ktoś naprawdę uwierzy, że to są panele?), szerokie niepiękne dywany i boazerię (tak, to jeszcze te czasy!) kładzioną raz tak raz tak. Dodam jeszcze różową łazienkę ( kafelki były zamówione szmaragdowe, przyszły różowe, końcówka PRL – brało się co było :) ). 

Kilku rzeczy udało mi się pozbyć, kilka wciąż nas straszy, niektórych wady udało się zatuszować  - remont zaplanowany jest na rok 2014, na razie odkładamy pieniądze i głośno marzymy.

Oczywiście udało się odnaleźć kilka perełek – jak choćby piękna maszyna do szycia po prababci, kredens, który wymaga renowacji ( sławetne ‘po remoncie’), uroczy porcelanowy komplet w niezapominajki, jednak więcej rzeczy trafiło do kontenera / oddane w dobre ręce. 

11 komentarze

Ten z początkiem


Początki zawsze są trudne.

Ten rok jest dla mnie przełomowy – wszystko nowe. Od tak zwanych kamieni milowych – zaręczyłam się, skończyłam studia, zaczęłam staż, z totalnie babskiego mieszkania przeskoczyłam na etap skarpetek pod łóżkiem i wystawki piw na kredensie. Przeszłam do prób utrzymywania się samemu i dzielenia spraw na pół – zamieszkania we Własnym Domku, próbując doprowadzić zbyt długo puste mury do jako - takiego stanu przy niskim nakładzie finansowym.

Osiągnęłam ćwierćwiecze.

A wszystko to w przeciągu pół roku!

(Do tego zmieniam stan cywilny w grudniu, a już za miesiąc dostanę prawo do wykonywania zawodu.)

Na samą decyzję o stworzeniu swojego miejsca w sieci złożyło się kilka rzeczy, pozornie nie związanych ze sobą.

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam