Content

piątek, 15 maja 2015

Sześć miesięcy z demonem.


W tym tygodniu minęło pół roku, odkąd Ru wprowadziła się do nas. Na przestrzeni tego czasu dużo się zmieniło, wiele rzeczy wypłynęło, pozmieniało się. Dziś jest jej czas na blogu, Myślę, że powoli wychodzimy na prostą. Widzę niesamowitą zmianę w jej zachowaniu względem nas. Staliśmy się najważniejszym dla niej dobrem - dopiero po pół roku nas pokochała, zaufała nam i poczuła się w miarę dobrze w nowym domu.

Ciekawi jak to było? No to zaczynamy:


Według notki z 21 listopada :

"Przede wszystkim, i to głównie dla zdrowia psychicznego Baloo, musimy stonować pilnowanie zasobów, które Ru ma na poziomie hard. [...] Objawia się to wrzaskiem na dramatycznie wysokiej nucie pt "MOJEEEEE!!!!" i próbą kłapnięcia ;) [...] Psiaki natomiast jedzą w osobnych klatkach, Każdy zamknięty w swojej, jakiekolwiek gryzaki czy inne fanty również do klatek są wydzielane. Wciąż będziemy nad tym pracować, choć najprawdopodobniej będzie to siedziało w psie całe życie."

Na tą chwilę pilnowanie zasobów jest w bezpiecznej strefie. Gdy jest w obcym miejscu (dom rodziców, wspólny wybieg dla psów) z miski do wody woli nie korzystać, chyba, że ja jestem przy niej. Inaczej napije się dopiero po powrocie do domu. Jeśli chodzi o wspólne posiłki, to mięso mielone, bez dodatków kości, wszelkie serki do wylizania, warzywa i tym podobne są wydawane wspólnie - psy są kolejno zwalniane do misek i wszystko odbywa się kulturalnie ( nawet gdy ruda skończy wcześniej reaguje na mój głos, że nie pozwalam zaglądać do miski brata). Bez superwizji odbywa się wolna amerykanka - czyli wędrówki obu psów od jednej miski do drugiej - ale bezkrwawo. Przy kościach psy są izolowane - to znaczy Ru jest w klatce, Balu na posłaniu, ale to ze względów bezpieczeństwa - Balu przy ryżej bardzo szybko łyka, co doprowadziło niedawno do zadławienia (musiałam wsadzić psu rękę do gardła i wyjąć szyjkę, inaczej by mi się udusił - mega adrenalina, mega stres).

"[...] Natomiast przywołanie jest jako takie. Oczywiście głównym tego powodem jest to, że Bal ma bardzo dobrze zrobione i Ru widząc, że łaciaty niebieski leci co sił w łapkach do mnie, siłą rzeczy robi to samo, bo żarcie dają. Dziś jednak nie zadziałało, co zmusiło mnie do głębszych refleksji i próbie rozplanowania programu naprawczego :) Otóż w polu jakiś rolnik zaorał jakieś zwierzę. Nie wiem co to było, ale wiem, że psy z lubością złapały za ochłap i próbowały wyszarpać go z ziemi. Beczką miodu okazało się to, że Baloo po sekundzie zastanowienia porzucił ochłap i popędził w moją stronę, a łyżką dziegciu to, że Ru stwierdziła, że chromoli mnie i moje smaczki, a parówkę mogę sobie wrazić wiadomo gdzie, bo ona ma tu ZWIERZĘ. "

Przywołanie teraz jest bardzo dobre. Rezygnacja z truchełek - nader zadowalająca ( na komendę wypuszcza z ryja puszki po piwie/butelki/fragmenty dzika). Odwołanie od pogoni za ptaszkiem - normalny ton głosu nie do końca ją przekonuje, dopiero stanowcze wymówienie komendy - odpuszcza i przybiega w pląsach. Odwołanie od jatki z psem za płotem - wciąż trudne, odwołanie od psa w oddali - bułka z masłem :)

Opanowanie emocji okazało się szczególnie trudne wśród maluszków. 

"Wokalizacja, opanowanie emocji - sucz nie uznaje sformułowania "czekaj", nie jest cierpliwa. Wszystko musi się odbywać JUŻZARAZNATYCHMIAST. Jeśli nie to skacze, zaczyna popiskiwać, jojczeć i generalnie rozpaczać. Jeśli i to zawodzi, to zaczyna rozwiązywać problem jak przeciętny kark - czyli bierze sprawę z klaty, taranem. Na tą chwilę suczy mózg paruje się i przegrzewa, ale dupka potrafi usiedzieć już 2 - 3 sekundy. Wytrzymuje też mikrouchylenie drzwi ( wcześniej sucz przebijała się przez moje piszczele z subtelnością słonicy, miałam przykre wrażenie, że kolana zaczynają zginać się w drugą stronę, a jak wszyscy wiemy, takie coś nie powinno mieć miejsca :) ). Powoli idziemy do przodu, ale długa i wyboista droga nas czeka."
Tu jest już coraz kucyczniej! Na "siad,czekaj" mogę już zamknąć bramę za psami (czyli proces: jedno skrzydło, kołek do dziurki, zamknięcie furtki, podejście do psa, odpięcie smyczy, komenda zwalniająca), ta sama komenda działa gdy drzwi do wiatrołapu są uchylone, psy czekają w progu, otwieram drugie drzwi, zwalniam psy, podobnie przy wysiadaniu z auta, czekaniu na jedzonko... Przestała tracić kontakt z bazą przy psach obszczekujących ją zza płotu - potrafi je zignorować, spojrzeć na mnie, przybliżyć się do mnie dla odwagi. Prawie nie traci mózgu, gdy widzi uciekającego kota. Czasem jeszcze poniosą ją emocje, ale jest dużo łatwiejsza do wytrącenia z amoku. Miewa jeszcze problemy z zabawą na wysokim pobudzeniu przy innych psach - ale o tym w dalszej części.


"Jak mi ktoś zagradza drogę, i zachowuje się jak bydło, to i jak potraktuję go jak bydło - czyli upominające cap!". Niestety - jak przekonała się Ru mnie się nie "capie" i nie będzie "capać" :P
Otóż nie. Zdarzyła się przykra sytuacja, że miałyśmy z Ru małą próbę sił - ja ją przygwoździłam, a ona mnie łapała za ręce - mocno, z premedytacją. Tak, że miałam ślady i strupy przez dwa tygodnie. Zanim odpuściła trwałyśmy tak kilka dobrych minut, dopiero jak się uspokoiła zwolniłam ją i kazałam zejść mi z oczu. Sytuacja powtórzyła się drugi raz (trąciłam ją nogą na kanapie) i chyba wyszła z założenia, że lepiej nie budzić we mnie smoka ( :D), bo  od tej pory żadnych agresywnych prób nie stwierdzono (minęły już 4 miesiace), co więcej, pojawiło się CS owanie, typowo szczenięce zachowania - tulenie uszek, merdanie ogonkiem, wyskakiwanie, żeby polizać twarz. W momencie, gdy przeskrobie i usłyszy to w moim głosie przybiega natychmiast w pląsach i przeprasza w szczylkowym tańcu, kręcąc dupką. Niestety, siłowe rozwiązanie okazało się kamieniem milowym w naszej relacji - bez tego nie szanowała mnie i nie poważała.

Klikanie. Na razie powoli próbujemy klikać targetowanie piegowatym noskiem ręki, klikam też klatkę, i planuję wprowadzić za niedługo kontakt wzrokowy :)

O tym już wspominałam - dużo wolniej łapie sztuczki, ale za to nadrabia prędkością (kocham komendę "kółeczko" w jej wykonaniu - wygląda jak piruet baletnicy!). Ostatnio nieco zapuściliśmy się z sesjami, trzeba do tego wrócić! Troszkę jest betonem, nie do końca pasuje jej kształtowanie, bardzo szybko traci werwę i nudzi się, prezentując sztuczki, które już zna - tu muszę popracować nad sobą, aby skrócić sesje klikerowe, bo przyzwyczajona jestem do zapału Baloo, który wolno i metodycznie dąży do celu :)

Nauczenie się zostawania spokojnie samej w pokoju, podczas gdy w drugim pomieszczeniu kształtujemy sobie coś z Balem. Na tą chwilę jest wrzask i płacz połączony z próbą przeciśnięcia się przez otwór dylatacyjny. Pozostawienie z kongiem niewiele daje, w obliczu takiej tragedii jest wzgardzony. Breaking news  - małż właśnie myje podłogę, oba psy zostały zamknięte w klatkach, Ru kilka rasy pisnęła, ale jest nieźle!
Nie stwierdzono takiego problemu. Zamknięta w klatce milczy, ewentualnie kilka razy muknie pod nosem, natomiast dramatów i histerii nie ma. Zamknięta w innym pokoju narzeka pod nosem jaki to świat jest niedobry i niesprawiedliwy, ale tylko tak mamrocząc :) Klatkowanie jest niezłe, potrafi w obcym miejscu na komendę wejść do klatki, ale zdarza jej się drzeć tam ryja. Nad tym pracujemy :)


Próba oswojenia  z bokserami - na tą chwilę jest czarna rozpacz, przerażenie i ataki na Bogu ducha winnych (i lekko zszkowanych, że we własnym domu biją!) brzydali.

Nie będę oszukiwała - wciąż nie jest różowo - z suką mijają się, ale myślę, że dlatego, że to staruszka Mojito odpuściła. Kilka razy się nawet pokotłowały i tu też musiałam Ru nieźle naprostować w głowie, żeby ogarnąć sytuację. Z Ouzem zdarzają się ścięcia w dwóch przypadkach - gdy chodzi o jedzenie i zabawki (ale Ouzo również nie jest święty w tej kwestii) - wszystko odbywa się bezkrwawo, ale w postaci dość poważnej pyskówki. Na co dzień kulturalnie się mijają, zdarza im się nawet razem bawić i wygłupiać (co zawsze niepokoi Bala), natomiast Ru wciąż się ich boi, nie ufa im. 

Jeśli chodzi o agresje wobec innych psów - wciąż jej nie ufam. Na pasieniu biegała z 20 innymi psami, które bawiły się frisbee i żadnych sytuacji agresywnych nie było, jednak wiem, co w niej siedzi. Niestety mieszkamy w takiej części miasta, gdzie psów poza tymi na uwięzi albo za płotem, raczej nie uświadczysz, muszę zorganizować jakieś wyjazdy "do ludzi" żeby pracować nad problemem

A oprócz tego Ru musi schudnąć!
Zrobione :

Ach jaka zgrabna! Ach ach dla mnie ideał ozikowej figurki! <3



Tyle z notki. A tak naprawdę nad czym jeszcze pracujemy? Cały czas żmudnie dłubiemy w ogarnaniu emocji, uczeniu się panowania nad swoimi popędami. Hamowanie wariackich zachowań, Tonowanie kozaczenia. Nauka przebywania z obcymi psami. Stabilny mózg w każdej sytuacji. Nauka zabawy zabawką w przeciąganie z innym psem - generalnie zabawa inna niż zapasy. Upewnienie jej, że jestem jej wsparciem ZAWSZE.


A z bardziej  prozaicznych - porządny aport, przekonanie się do pływania (a nie tylko brodzenia w wodzie po paszki) i nauka ładnego wyskakiwania po dysk. I multum sztuczek - głupotek, cokolwiek nam przyjdzie do głowy :)



PS. Jest już nas 500 na FP! <3 Jestem bardzo bardzo bardzo wdzięczna! :) Obiecany konkurs ruszy już w przyszłym tygodniu ( śmierć komputera spowodowała utracenie konkursowego plakatu, trochę minie zanim ogarnę zrobienie go w innym programie - postaram się już  w niedzielę wieczór konkrety podać :) obserwujcie bacznie https://www.facebook.com/aboutmyheartchakra ! :) )








27 komentarze:

  1. Muszę przyznać, że Ru ma teraz fantastyczną figurę, ale też chyba mniej futra? Tj. wcześniej, kiedy patrzyłam na zdjęcia trudno było uwierzyć, że jest za gruba, bo kłaki skutecznie zasłaniały ewentualny nadmiarowy tłuszczyk. Przyznaj się, przed zrobieniem tego zdjęcia uskuteczniałaś jakieś konkretne trymowanie? Czy może Rutek wyłysiał na wiosnę? ;)

    Poza tym fajnie było przez ostatnie pół roku patrzeć (zarówno tu, jak i na Fb), jak Ru powoli wychodzi na prostą - jestem pewna, że znajdujecie się na dobrej drodze do pełnej kucyczności. A co do klikania... Może warto jej odpuścić tę kwestię i ćwiczyć z nią obidjęsy, które podobno nie lubią rozklikanych, oferujących psów? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czystej ciekawości - dlaczego "obidjęsy" nie lubią "rozklikanych, oferujących psów"? Nie słyszałam nigdy tej teorii. :)

      Usuń
    2. Bo mogą być potem problemy z trzymaniem pozycji chociażby ;)

      Usuń
    3. @Valerie:
      W obi każda komenda zawiera w sobie od razu dodatkową komendę zostań - pies wykonuje dane ćwiczenie do momentu aż usłyszy komendę zwalniającą lub do chwili rozpoczęcia kolejnego ćwiczenia na wyraźny sygnał przewodnika. Rozklikane, oferujące psy mogą mieć problem z takim restrykcyjnym trzymaniem pozycji i się tym frustrować. Nie jest to moja teoria, ja tylko z pokorę przekazuję mądrość Magdy Łęczyckiej. Nawiasem, Włóczka Doroty też był szkolony bez klikera. ;)

      Usuń
    4. Żadnego trymowania nie stwierdzono - ale pewno to dlatego, że ja chronicznie nienawidzę czesania, nudzę się szybko i kaleczę trymerem hakowym :P Teraz kupiłam furminator i po pierwszym czesaniu jestem bardzo zadowolona :)

      Obidjensy rzecz jasna wplatamy, i teraz jak wyruszymy w podróż z Balem, to i triki dla Ru wezmę :)

      Dokładnie tak, Ru szybko się frustruje, dlatego z nią na razie stacjonarne sztuczki robię, zresztą ja generalnie wymagam, że sztuczka ma być wykonywana do momentu, kiedy z niej zwolnię - czyli susła, a kuku czy inne tego typu psy wykonują do momentu usłyszenia "OK!" :)

      Usuń
  2. Figura marzenie! Naprawdę zrobiłyście ogromny postęp, jestem pod wrażeniem. Z niestabilnego psa zaczyna wychodzić na prostą i czytając, aż miło się robi na sercu. Z tego co piszesz widać, że się uspokoiła, zaufała Wam i ustabilizowała. Tyle godzin ciężkiej pracy włożonej w poskramianie demona i wylanych łez się opłaciło i tak trzymać! Ale za to ile się nauczysz i zdobędziesz nowych doświadczeń to Twoje :D Trzymam kciuki za dalszy rozwój suni :)
    PS: Mamy takie same adresówki - różowe w białe kropeczki, idealne zestawienie kolorystyczne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam tą kolorystykę, choć przyznam, że wcześniej obawiałam się, że szybko się zniszczą - na razie nie mam się czego czepić :)

      Usuń
  3. Wzruszają mnie takie opowieści, co prawda nie do końca z endem, ale na pewno happy :) lubię śledzić postępy Pucznika, choć może już nie taki Pucznik z niej, a Ruby ;) Uwielbiam te jej dwa oblicza. Co do uziemienia, cóż, jestem zdania, że nie każda metoda jest odpowiednia dla każdego psa. Bohun też wymaga ostrzejszego tonu i mocniejszej ręki i nie wstydzę się do tego przyznać, mimo że ostatnio dość popularne jest wynoszenie na wyżyny jedynej słuszności szkolenia pozytywnego. Jutro w Smolnicy (to chyba koło was?) będzie ta dogtrekkingowa gra leśna, może jakaś okazja na socjal? :) Ru oczywiście piękna, piękna sylwetka, cudne kolorki i pół białej czaszki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to pół białej czaszki to dla mnie gehenna! :P Jak to ładnie obfotografować, ustawić odpowiednio, światło dobrać....a dajcież spokój :)

      Teraz jest słodką suczi-puczi, miziastą mydlastą rudą wiewióreczką, która mówi "cześć, jestem Ruby, kochaj mnie!" :)

      Usuń
  4. Widać, że przez te pół roku zrobiliście duuże postępy i my bardzo Wam gratulujemy! :)
    Ruby jest naprawdę cudowną psinką!

    Bardzo Was przepraszam, że dość długo u Was nie byłam, ale miałam dwie wycieczki w ostatnim czasie i naprawdę nie miałam czasu, aby usiąść przed komputer, ale już wracamy! :)
    Pozdrawiamy serdecznie!
    W&M
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Bardzo, bardzo miło się czyta takie posty. A figura młodej jak marzenie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona to przynajmniej wdzięczna jest - ma takie futro, że widać, że szczupła :) Bal na każdym zdjęciu wygląda na jowialnego grubaska, a chudszy szczyl od niej! :P

      Usuń
  6. Ależ to zleciało! Piękna z niej dziewczynka. :)

    Pozdrawiamy
    Ola i Baddy!
    http://baddy-wspanialy-labrador.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogromnie gratuluję i tym samym zazdroszczę. Czasami zastanawiam się, co takiego robię źle, że po kilku latach nie mogę odwołać psa od innych psów. A Wy tu taki postęp w krótkim czasie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że to w dużej mierze jeszcze sprawka rasy - jakby nie kombinować owczarki są nastawione na człowieka " z definicji" i trzeba to po prostu w nich odkopać stosunkowo niewielkim nakładem pracy. Zresztą psy bezpośrednio nas mijające przysparzają nam więcej trudności, wciąż! :)

      Usuń
  8. Tkwi w niej potencjał, cieszę się, że owocnie z nią pracujecie :)
    Lubię takie nieoczywiste psiaki, które mimo wszelkich przeciwności wychodzą na prostą. Świetnie, że tak szybko (bo to szybko!) Wam to idzie i dalej trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz to ciekawe było...bo długie długie miesiące nic, po czym nagle "pstryk" i pies znienacka się zmienił. Ja podchodzę do tego wszystkiego z dużą dozą nieufności (zasada ograniczonego zaufania), bo wiem, że zbytnie zatopienie się w wacie cukrowej i brokacie nie byłoby wskazane - z wysokiego konia gorzej się spada :) Dlatego nie osiadam na laurach i wciąż i wciąż i wciąż pracujemy, ćwiczymy, szkolimy się...:)

      Usuń
  9. Nie taki ten diabeł straszny, wyrabia się...Na lepsze :)
    Gratulujemy postępów i oby wszystko szło w coraz lepszym kierunku!! :)
    Pozdrowienia! K&T
    jackterror.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowity postęp, wielkie gratulacje! :D Ruby jest cudowna, sylwetka- marzenie! <3
    Zazdroszczę, tak dużo zrobiliście w ciągu 6 miesięcy ... niesamowite. :D My mamy straszny problem z niuchaniem, przez co Figa się rozprasza... walczymy z tym,ale to naprawdę opornie nam idzie. :( W weekend zagości u nas Paula, bo organizuję seminarium i mam nadzieję, ze moze mi coś doradzi na to nasze niuchanie. :D
    Jeszcze raz ogromne gratulacje, bo naprawdę należy się! :)

    Pozdrawiamy! :)
    Nina & Figa

    figusiowyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula świetna jest, na pewno coś wymyśli! :) Ciekawa jestem Waszej relacji po seminarium!: :)

      Usuń
  11. Ale szybko ja ogarniasz, brawo! No i figura to po prostu marzenie - wygląda obłędnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie osiadamy na laurach! :) Wciąż mamy dużo dużo roboty (ale tu level trudniejszy, bo uwaga jest podzielona na dwa psy). Zdarzają się wzloty i upadki, ale powoli robi się psem, któremu można zaufać w stabilnych sytuacjach :)

      Usuń
    2. Hehe "zaufać w stabilnych sytuacjach" :) Fajne określenie na warunkowe zaufanie :) Trzymam kciuki za dalsze postępy Ru - założę się, że już wkrótce będzie z niej prawdziwy anioł :)

      Usuń
    3. Haha o to mi właśnie chodziło - warunkowe zaufanie :)

      Usuń
  12. Ogromne gratulację, że już po sześciu miesiącach udało wam się ruszyć naprzód! Czytając niektóre rzeczy dotyczące Ru mam przed oczyma Barkasiczka, którego swojego czasu też nazywałam Demonem :) Gdybym miała jednym słowem określić wszelakie Barkasie problemiki to powiedziałabym "emocję" ;P Ale i tak jest teraz bardzo fajnym piesiem, którego da się opanować.
    Bardzo ładnie Ru schudla, wow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo:) Jeszcze dużo roboty przed nami, ale najważniejsze, że staje się rodzinnym pieskiem! :) Długo jej zajęło zaufanie nam, pokochanie nas...

      Usuń

Dziękuję za komentarz! :)

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam