Content

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wady owczarka australijskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wady owczarka australijskiego. Pokaż wszystkie posty
28 komentarze

Sześć miesięcy z demonem.


W tym tygodniu minęło pół roku, odkąd Ru wprowadziła się do nas. Na przestrzeni tego czasu dużo się zmieniło, wiele rzeczy wypłynęło, pozmieniało się. Dziś jest jej czas na blogu, Myślę, że powoli wychodzimy na prostą. Widzę niesamowitą zmianę w jej zachowaniu względem nas. Staliśmy się najważniejszym dla niej dobrem - dopiero po pół roku nas pokochała, zaufała nam i poczuła się w miarę dobrze w nowym domu.

Ciekawi jak to było? No to zaczynamy:


Według notki z 21 listopada :

"Przede wszystkim, i to głównie dla zdrowia psychicznego Baloo, musimy stonować pilnowanie zasobów, które Ru ma na poziomie hard. [...] Objawia się to wrzaskiem na dramatycznie wysokiej nucie pt "MOJEEEEE!!!!" i próbą kłapnięcia ;) [...] Psiaki natomiast jedzą w osobnych klatkach, Każdy zamknięty w swojej, jakiekolwiek gryzaki czy inne fanty również do klatek są wydzielane. Wciąż będziemy nad tym pracować, choć najprawdopodobniej będzie to siedziało w psie całe życie."

Na tą chwilę pilnowanie zasobów jest w bezpiecznej strefie. Gdy jest w obcym miejscu (dom rodziców, wspólny wybieg dla psów) z miski do wody woli nie korzystać, chyba, że ja jestem przy niej. Inaczej napije się dopiero po powrocie do domu. Jeśli chodzi o wspólne posiłki, to mięso mielone, bez dodatków kości, wszelkie serki do wylizania, warzywa i tym podobne są wydawane wspólnie - psy są kolejno zwalniane do misek i wszystko odbywa się kulturalnie ( nawet gdy ruda skończy wcześniej reaguje na mój głos, że nie pozwalam zaglądać do miski brata). Bez superwizji odbywa się wolna amerykanka - czyli wędrówki obu psów od jednej miski do drugiej - ale bezkrwawo. Przy kościach psy są izolowane - to znaczy Ru jest w klatce, Balu na posłaniu, ale to ze względów bezpieczeństwa - Balu przy ryżej bardzo szybko łyka, co doprowadziło niedawno do zadławienia (musiałam wsadzić psu rękę do gardła i wyjąć szyjkę, inaczej by mi się udusił - mega adrenalina, mega stres).

"[...] Natomiast przywołanie jest jako takie. Oczywiście głównym tego powodem jest to, że Bal ma bardzo dobrze zrobione i Ru widząc, że łaciaty niebieski leci co sił w łapkach do mnie, siłą rzeczy robi to samo, bo żarcie dają. Dziś jednak nie zadziałało, co zmusiło mnie do głębszych refleksji i próbie rozplanowania programu naprawczego :) Otóż w polu jakiś rolnik zaorał jakieś zwierzę. Nie wiem co to było, ale wiem, że psy z lubością złapały za ochłap i próbowały wyszarpać go z ziemi. Beczką miodu okazało się to, że Baloo po sekundzie zastanowienia porzucił ochłap i popędził w moją stronę, a łyżką dziegciu to, że Ru stwierdziła, że chromoli mnie i moje smaczki, a parówkę mogę sobie wrazić wiadomo gdzie, bo ona ma tu ZWIERZĘ. "

Przywołanie teraz jest bardzo dobre. Rezygnacja z truchełek - nader zadowalająca ( na komendę wypuszcza z ryja puszki po piwie/butelki/fragmenty dzika). Odwołanie od pogoni za ptaszkiem - normalny ton głosu nie do końca ją przekonuje, dopiero stanowcze wymówienie komendy - odpuszcza i przybiega w pląsach. Odwołanie od jatki z psem za płotem - wciąż trudne, odwołanie od psa w oddali - bułka z masłem :)

Opanowanie emocji okazało się szczególnie trudne wśród maluszków. 

"Wokalizacja, opanowanie emocji - sucz nie uznaje sformułowania "czekaj", nie jest cierpliwa. Wszystko musi się odbywać JUŻZARAZNATYCHMIAST. Jeśli nie to skacze, zaczyna popiskiwać, jojczeć i generalnie rozpaczać. Jeśli i to zawodzi, to zaczyna rozwiązywać problem jak przeciętny kark - czyli bierze sprawę z klaty, taranem. Na tą chwilę suczy mózg paruje się i przegrzewa, ale dupka potrafi usiedzieć już 2 - 3 sekundy. Wytrzymuje też mikrouchylenie drzwi ( wcześniej sucz przebijała się przez moje piszczele z subtelnością słonicy, miałam przykre wrażenie, że kolana zaczynają zginać się w drugą stronę, a jak wszyscy wiemy, takie coś nie powinno mieć miejsca :) ). Powoli idziemy do przodu, ale długa i wyboista droga nas czeka."
Tu jest już coraz kucyczniej! Na "siad,czekaj" mogę już zamknąć bramę za psami (czyli proces: jedno skrzydło, kołek do dziurki, zamknięcie furtki, podejście do psa, odpięcie smyczy, komenda zwalniająca), ta sama komenda działa gdy drzwi do wiatrołapu są uchylone, psy czekają w progu, otwieram drugie drzwi, zwalniam psy, podobnie przy wysiadaniu z auta, czekaniu na jedzonko... Przestała tracić kontakt z bazą przy psach obszczekujących ją zza płotu - potrafi je zignorować, spojrzeć na mnie, przybliżyć się do mnie dla odwagi. Prawie nie traci mózgu, gdy widzi uciekającego kota. Czasem jeszcze poniosą ją emocje, ale jest dużo łatwiejsza do wytrącenia z amoku. Miewa jeszcze problemy z zabawą na wysokim pobudzeniu przy innych psach - ale o tym w dalszej części.


"Jak mi ktoś zagradza drogę, i zachowuje się jak bydło, to i jak potraktuję go jak bydło - czyli upominające cap!". Niestety - jak przekonała się Ru mnie się nie "capie" i nie będzie "capać" :P
Otóż nie. Zdarzyła się przykra sytuacja, że miałyśmy z Ru małą próbę sił - ja ją przygwoździłam, a ona mnie łapała za ręce - mocno, z premedytacją. Tak, że miałam ślady i strupy przez dwa tygodnie. Zanim odpuściła trwałyśmy tak kilka dobrych minut, dopiero jak się uspokoiła zwolniłam ją i kazałam zejść mi z oczu. Sytuacja powtórzyła się drugi raz (trąciłam ją nogą na kanapie) i chyba wyszła z założenia, że lepiej nie budzić we mnie smoka ( :D), bo  od tej pory żadnych agresywnych prób nie stwierdzono (minęły już 4 miesiace), co więcej, pojawiło się CS owanie, typowo szczenięce zachowania - tulenie uszek, merdanie ogonkiem, wyskakiwanie, żeby polizać twarz. W momencie, gdy przeskrobie i usłyszy to w moim głosie przybiega natychmiast w pląsach i przeprasza w szczylkowym tańcu, kręcąc dupką. Niestety, siłowe rozwiązanie okazało się kamieniem milowym w naszej relacji - bez tego nie szanowała mnie i nie poważała.

Klikanie. Na razie powoli próbujemy klikać targetowanie piegowatym noskiem ręki, klikam też klatkę, i planuję wprowadzić za niedługo kontakt wzrokowy :)

O tym już wspominałam - dużo wolniej łapie sztuczki, ale za to nadrabia prędkością (kocham komendę "kółeczko" w jej wykonaniu - wygląda jak piruet baletnicy!). Ostatnio nieco zapuściliśmy się z sesjami, trzeba do tego wrócić! Troszkę jest betonem, nie do końca pasuje jej kształtowanie, bardzo szybko traci werwę i nudzi się, prezentując sztuczki, które już zna - tu muszę popracować nad sobą, aby skrócić sesje klikerowe, bo przyzwyczajona jestem do zapału Baloo, który wolno i metodycznie dąży do celu :)

Nauczenie się zostawania spokojnie samej w pokoju, podczas gdy w drugim pomieszczeniu kształtujemy sobie coś z Balem. Na tą chwilę jest wrzask i płacz połączony z próbą przeciśnięcia się przez otwór dylatacyjny. Pozostawienie z kongiem niewiele daje, w obliczu takiej tragedii jest wzgardzony. Breaking news  - małż właśnie myje podłogę, oba psy zostały zamknięte w klatkach, Ru kilka rasy pisnęła, ale jest nieźle!
Nie stwierdzono takiego problemu. Zamknięta w klatce milczy, ewentualnie kilka razy muknie pod nosem, natomiast dramatów i histerii nie ma. Zamknięta w innym pokoju narzeka pod nosem jaki to świat jest niedobry i niesprawiedliwy, ale tylko tak mamrocząc :) Klatkowanie jest niezłe, potrafi w obcym miejscu na komendę wejść do klatki, ale zdarza jej się drzeć tam ryja. Nad tym pracujemy :)


Próba oswojenia  z bokserami - na tą chwilę jest czarna rozpacz, przerażenie i ataki na Bogu ducha winnych (i lekko zszkowanych, że we własnym domu biją!) brzydali.

Nie będę oszukiwała - wciąż nie jest różowo - z suką mijają się, ale myślę, że dlatego, że to staruszka Mojito odpuściła. Kilka razy się nawet pokotłowały i tu też musiałam Ru nieźle naprostować w głowie, żeby ogarnąć sytuację. Z Ouzem zdarzają się ścięcia w dwóch przypadkach - gdy chodzi o jedzenie i zabawki (ale Ouzo również nie jest święty w tej kwestii) - wszystko odbywa się bezkrwawo, ale w postaci dość poważnej pyskówki. Na co dzień kulturalnie się mijają, zdarza im się nawet razem bawić i wygłupiać (co zawsze niepokoi Bala), natomiast Ru wciąż się ich boi, nie ufa im. 

Jeśli chodzi o agresje wobec innych psów - wciąż jej nie ufam. Na pasieniu biegała z 20 innymi psami, które bawiły się frisbee i żadnych sytuacji agresywnych nie było, jednak wiem, co w niej siedzi. Niestety mieszkamy w takiej części miasta, gdzie psów poza tymi na uwięzi albo za płotem, raczej nie uświadczysz, muszę zorganizować jakieś wyjazdy "do ludzi" żeby pracować nad problemem

A oprócz tego Ru musi schudnąć!
Zrobione :

Ach jaka zgrabna! Ach ach dla mnie ideał ozikowej figurki! <3



Tyle z notki. A tak naprawdę nad czym jeszcze pracujemy? Cały czas żmudnie dłubiemy w ogarnaniu emocji, uczeniu się panowania nad swoimi popędami. Hamowanie wariackich zachowań, Tonowanie kozaczenia. Nauka przebywania z obcymi psami. Stabilny mózg w każdej sytuacji. Nauka zabawy zabawką w przeciąganie z innym psem - generalnie zabawa inna niż zapasy. Upewnienie jej, że jestem jej wsparciem ZAWSZE.


A z bardziej  prozaicznych - porządny aport, przekonanie się do pływania (a nie tylko brodzenia w wodzie po paszki) i nauka ładnego wyskakiwania po dysk. I multum sztuczek - głupotek, cokolwiek nam przyjdzie do głowy :)



PS. Jest już nas 500 na FP! <3 Jestem bardzo bardzo bardzo wdzięczna! :) Obiecany konkurs ruszy już w przyszłym tygodniu ( śmierć komputera spowodowała utracenie konkursowego plakatu, trochę minie zanim ogarnę zrobienie go w innym programie - postaram się już  w niedzielę wieczór konkrety podać :) obserwujcie bacznie https://www.facebook.com/aboutmyheartchakra ! :) )








44 komentarze

Moje 5 porażek wychowawczych.



Siemacie, wpadacie na wpisik?





Wszyscy lubią jak jest różowo, kucycznie, tęczowo i miło. Ale nie zawsze tak jest, oj nie. Nawet w ozikowie bywa krew, pot i łzy, kurz i krew (jak pies nie trafi w dysk, tylko w palucha). Bywa frustracja, rzucanie kalumniami, brzydkimi słowami pięć pokoleń wstecz i dwa w przód, oraz przychodzenie do domu i jebnięcie dąsa. Jak to w życiu :) Zapraszam do naszego błotnego światka!


1. Skakanie.


Kiedyś mały papiś wspinający się na nogi nie stanowił problemu. Teraz 21 kilogramowy Bal, który zaraz wybuchnie ze szczęścia (czasem mam wrażenie, że zniknie z cichym pyknięciem implozji i pozostanę w deszczu tęczy, kłaków i brokatu), albowiem Ukochana Osoba właśnie pojawiła się w polu widzenia, stanowi znaczne utrudnienie. Pikanterii dodaje fakt, że moi rodzice wspaniali tak ukochali sobie wnuków, że pozwalają im na przeróżne harce, więc eskalują i tak istniejący problem.

Teraz wyobraźcie sobie - z pracy zazwyczaj wracam 21-22. Ostatnią rzeczą na którą mam siłę jest szaleństwo, dzikie szczeki i fruwanie pod sufitem. Serio. Otwieram drzwi, a tam usadzone jak na szpilkach (Pan Mąż dzielnie pracuje nad tym, żeby psy dopiero na komendę wypuszczały swojego wewnętrznego krakena ) siedzą dwa psy. Oczy mają okrągłe jak koła młyńskie i tylko czekają na magiczną komendę, która pozwoli spustoszyć to, co ze mnie zostaje po pracy.




Proszę nastawić moment od 0:30 :) Tak oto wygląda nasze wieczorne powitanie  (Pan Mąż, rzecz jasna, jest tu Zeusem, zamiast słów "release the Kraken", wstawcie sobie prymitywne "ok!")



Bonusem jest to, że przy oduczaniu wskakiwania na ludzi staram się wyważyć proporcje - bo jednak lubię jak Balu na komendę wskakuje mi na ręce, lada chwila zaczniemy ćwiczyć vaulty, więc nie mogę zabronić kontaktu z ciałem przewodnika, muszę jakoś to wyważyć.


2.Używanie imienia przy korektach


Ru i Ru...A Bala też karcisz Balem! :)


Ostatnio nawet złapałam się, że w pracy (!) jak chcę skorygować obcego psa mechanicznie robię "tsk! RU!!" * :P  W każdym nowoczesnym podręczniku jest napisane jak byk, że imię musi kojarzyć się z czymś przyjemnym, że nie należy karcić imieniem...ale to jest silniejsze ode mnie. No nie potrafię się oduczyć, nie i już! 


3. Ciągnięcie na smyczy.


Dlatego właśnie tak potrzebuję tego obrazka :))

Totalna abstrakcja. Kosmos. Ru chodzi ślicznie na smyczy, spacery z nią to przyjemność (hmmm no tu trochę pojechałam fantazją - powiedzmy pod tym względem to przyjemność:P). Natomiast idąc na spacer z Balem mam wrażenie, że któreś z nas ma nie po kolei w głowie. Balu, bo do znudzenia co chwilę staję, albo cofam się kilka kroków, albo cmokam, zmieniam nagle kierunek - no według niego mam napieprzone do głowy i w sumie to nie bardzo potrafię się zdecydować. Według mnie używam osławionej metody drzewka/zmian kierunków/góry. Nasz spacer przypomina zabawkę jo-jo. Balu do przodu, Balu przy mnie, Balu do przodu, Balu przy mnie...i tak aż do porzygu.



4. Przebywanie na meblach.



Że niby coś nie tak z kanapą?


Przyznaję się bez bicia - osobiście lubię mieć psa na kanapie, lubię drzemać na łóżku z psami wtulonymi we mnie. Pan Mąż natomiast postawił granicę - nie ma spania w łóżku z psami ( w nocy, hyhy :P). I, jako że Pan Mąż rzadko kiedy wyraża swoje zdecydowane obiekcje na temat przeróżnych psich zachowań, jest to respektowane. Niestety kanapa też traci na uroku, bo żeby nie została totalnie zafajdana przez łapy i błoto muszą na niej leżeć mało eleganckie kocyki.

Typowy Bal wieczorem.

O ile psy na kanapie w domu to moja sprawa, o tyle zaczynają się schody, kiedy pojawiają się goście niekoniecznie psiolubni, czy psy są na wyjeździe i próbują zdobyć kanapę mieszkańców. Oczywiście na komendę schodzą, czy uprzedzone wcześniej nie wskoczą na mebel, ale generalnie mają zakodowane w móżdżkach, że warto spać na tym posłaniu, bo wygodnie i fajnie. Ru gdy do nas trafiła była nauczona, że na meble wchodzić nie wolno. Cóż, zauważyliście pewnie czas przeszły - ups!

5. EMOCJE !!!111!!!oneone!!!


Dorwać i zabić. Oto taktyka.



Aż westchnęłam ciężko. A potem wzięłam dwa głębokie wdechy. A potem poszłam zaparzyć herbatki z melisy. Balu, obrazowo mówiąc, pływa w oceanie swoich emocji (hm, hm,), potrafi pięknie wybić się ponad powierzchnię, czasem unosi się na wodzie, czasem zanurkuje - wszystko jest  kontrolowane i rzadko kiedy zdarzają się chwile odmóżdżenia ( jak wspominane kilka notek wcześniej nasiąkanie mózgu przy kontakcie z wodą). Natomiast u Ru to jest emocjonalny rollercoaster góra-dół-góra-dół-nie-wiem-gdzie-góra-gdzie-dół-zatrzymajcie-świat-ja-wysiadam. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś odcisnąć piętno w jej mózgu, że zen się opłaca, ale na tą chwilę jesteśmy bardziej w dzikiej krainie hałasu i nienawiści niż  w Ponylandzie.

Weźmy na ten przykład spacer - jeśli chodzi o bieganie z psem na pasie - oj święty Barnabo! **  Pierwsze kilka minut zamiast przyjemnym kłusikiem odbywa się DZIKIM GALOPEM bo już bo biegniemy, misja, misja napieprzać!!! Wydaje mi się, że wtedy dla postronnych osób wyglądam ja narciarz wodny...tylko bez nart i wody :P Muszę kilka razy przystanąć, przemówić do rozumu łaciatym, a potem jeszcze...i jeszcze i po jakiś 5 minutach dzikiego cwału jesteśmy w stanie sobie w trójeczkę grzecznie kłusować.

A u Was jak to wygląda? Jestem ciekawa Waszych historii :)


*W tym momencie chciałabym gorąco pozdrowić moją kochaną współlokatorkę ze studiów i towarzysza w niedoli, który nauczył mnie tego sygnału dźwiękowego :P

** Przecisnęłam tylko jeden tom, i umarłam, nie jestem w stanie pójść dalej :P
106 komentarze

Aussie? Dlaczego NIE! 7 powodów dla których nie chcesz owczarka australijskiego :)



- Fajni jesteśmy, nie?
- NIE!


Planujesz zakup owczarka australijskiego (tego typu amerykańskiego)? Hola, hola! Lepiej najpierw poczytaj! :)

Dziś postanowiłam przedstawić Wam 7 racjonalnych powodów dlaczego jednak może by pomyśleć o innej rasie? :P Dzisiejszy wpis sponsorują Psie Sucharki (czy ktoś jeszcze ich nie zna?), które cechują się niesamowitą trafnością obserwacji! :)

Zapraszam dziś na totalnie nieobiektywny, subiektywny i stereotypowy wpis na temat dość trudnych przywar moich kochanych futrzaków.

1. Elegant.


Jak to ktoś na forum mądrze napisał :

 "Właściciele aussie kochają włoszczyznę :) włosy w oczach, włosy w jedzeniu, włosy na ubraniach :) ".  
Nawet sobie nie zdajesz sprawy ile małych, zapasowych psów znajdzie się w Twoim domu. I to niekoniecznie w gorącym okresie linienia (choć wtedy co więksi pedanci rwą włosy z głowy i chcąc nie chcąc dokładają się do i tak znacznej ilości owłosienia na metr kwadratowy pomieszczenia). Najlepiej i najłatwiej byłoby poruszać się w domu w gustownym foliowym kombinezonie. 



Odkąd zaczniesz posiadać owczarka australijskiego ten oto piękny cytat

"...Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,. Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił..." 

nabierze nowego znaczenia. Bynajmniej nie dlatego, że - jak to owczarki - kochają przewodnika całym sercem ( oj nie, nie, o tym będzie poniżej :P). Odnajdziesz psie włosy na brwiach swojego męża ( odwieczne pytanie  - czy to już pierwszy siwy włos? Czy efekt tego, że Bal przed chwilą przebiegł przez przedpokój?).


Także jeśli kawa z kłakami (i już od dziś rozumiecie jak potrzebowaliśmy tych kubków! :) ), poranne przecieranie oczu z kłaków, przedzieranie się przez kłaki do toalety, wyjmowanie z portfela najpierw kłaków, potem pieniędzy, ukradkowe czyszczenie czarnych spodni w sekundę po wyjściu z domu, następnie po wejściu do auta, po wyjściu z auta, przed wejściem do budynku i w łazience w punkcie docelowym ci nie straszna... może lepiej przeczytaj kolejne podpunkty.



2. Gaduła

Jest wizja, na szczęście dla Waszych uszu nie ma fonii
"Kocham cię bardzo no kocham kocham!"
 "AAAA ALARM ALARM SROKA W OGRÓDKU ZŁODZIEJ!!!! ZŁODZIEJ !!! UWAGAAAAA!!!"
"Mnie też tul :( HALO TU JESTEM!!!"
"MASZ RYBKĘ? WIEM ŻE MASZ RYBKĘ, CZUJĘ RYBKĘ W KIESZENI WYSKAKUJ Z RYBKI ZŁODZIEJU !!!"
"A ONA MI PIŁKĘ ZABRAŁA!!!"
"NIE LUBIĘ CIĘ OBCY CZŁOWIEKU! IĆ STONT!!  "
 "JACIE JACIE ROBIMY FRISBEE? POWIEDZIAŁAŚ FRISBEE? NIE PRZESŁYSZAŁEM SIĘ? NA PEWNO FRISBEE? JACIE JACIE NIE KAŻ MI SIADAĆ FRISBEEEEEEEE!!!"

To tylko kilka fraz z życia. Pieseczki lubią popiskiwać, muczeć, mruczeć, poburkiwać, poszczekiwać, szczekać, burczeć, burkać, pruć się, wokalizować, zagadywać, miauczeć, jojczeć, piłować ryja...Po prostu są bardzo ekspresyjne w swoim bycie. Oprócz mowy per se dochodzi mowa ciała - przeróżne ułożenia uszu, wyraz oczu, machanie ogonem, kręcenie dupką, uśmiechy, zmarszczenia pyska...Cały wachlarz możliwości, którzy nie zaznajomionych może przyprawiać o ból głowy.


3. Koneser.

HEJ! Na blacie jest JEDZENIE!
Pierwsza, niepisana zasada aussie to : "jeżeli coś da się podzielić na mniejsze kawałki/mieści się w przełyku/ leży na podłodze, należy to zjeść".

Zasada ta ma szerokie zastosowanie - czy jest to gruz, patyki, rachunki, paragony, obierki, suchy makaron, suchy ryż, suchy chleb, pianka, szminka, krem do rąk, krem do nóg, słuchawki, długopis. Do zjedzenia nadaje się wszystko - psa ogranicza tylko wyobraźnia (i - zły właściciel - w naszym przypadku :P). Doskonale nauczyłam się chować wszelkie kremidła i smarowidła  przed psim nosem, gdyż są one uważane za wspaniałą przekąskę na samotny pobyt w domu - coś w typie konga. Pycha!



Na spacerze mamy większe wyzwanie - wiele właścicieli aussików (poważnie, to sprawa globalna jest) ma koneserów kup. Osobiście nie pomnę, czy to ludzkie, czy psie - Balu nigdy takiego zainteresowania nie przejawiał, natomiast Ruby...oj Ru to prawdziwy znawca. Pobiera "witaminkę G" chętnie i w miarę możliwości często, choć - plus dla nas - od smakowania takich delicji już daje się odwołać. Smacznego! 



4. Wrażliwiec / Łobuz.



Nałożyli mi szelki. To oznacza, że jestem smutny. Smutny aussie wygląda tak o.
" Czy ja coś zrobiłem źle? Nie podobał Ci się ten skok? Źle kombinuję? Ej powiedz, bo ostatnie czterdzieści razy strasznie się cieszyłaś, a za czterdziestym pierwszym wcale nie chwalisz. To ja nie robię. Pójdę sobie żuć szarpak".

"SPACER! BIERZE SMYCZ IDZIEMY NA SPACER. TO JUŻ!! SZCZĘŚCIE!! NIE BYLIŚMY NA DWORZE DWADZIEŚCIA MINUT!!!"

"Dlaczego ja muszę tu siedzieć, skoro inne pieski mogą się bawić? Nie masz prawa mi zabraniać, to niesprawiedliwe! NIE JESTEŚ MOJĄ PRAWDZIWĄ MAMĄ !!!"

"Zabiję!!! ZAMORDUJĘ CIE KUNDLU CZEGO SIĘ NA MNIE DRZESZ!!! TAKI KOZAK JESTEŚ ZA PŁOTEM?? TAKI KOZAK? TO DAWAJ!!! TY I JA! NA ULICY!!! JUŻ!!!"

Bardzo szybko człowiek uczy się zarządzać emocjami. Swoimi i psa. Wystarczy lekko zmienić intonację, czy zasygnalizować podczas sesji, że nie do końca nam o dane zachowanie chodziło i dzieje się dramat. Dosłownie pies zbiera zabawki, idzie do innej piaskownicy. 

Kilka razy psu nie uda złapać się dysku, gaśnie, coraz mniej chętnie wyskakuje, coraz więcej dysków spada. Wystarczy chwila prostych rzutów, mega chwalenie, szarpanie - pies nówka sztuka, nowa wiara w siebie, gotowy na wyzwania.

Druga strona medalu to natychmiastowe dochodzenie do wrzenia - temperatura uczuć nigdy nie jest letnia. Albo miłość po grób, albo nienawiść. Żadnych półśrodków. Pies oszczekuje zza płotu? Jedynym logicznym rozwiązaniem jest wdać się w pyskówkę z cwaniakiem. Idziemy na spacer - napieprzam na smyczy, żeby tylko jak najszybciej, już teraz, natychmiast znaleźć się na spacerze. Nie rozumiem, po co stajesz, po co się cofasz, po co burczysz, po co klikasz. SPACER!

Walka o powrót mózgu rozemocjonowanego psa to naprawdę nie lada wyzwanie - zawsze czuję się jak po przebytym maratonie. Samemu trzeba być spokojnym jak anioł cmentarny, a jednocześnie trzeba pląsać na fali odpowiedniego pobudzenia u psa. Tak, żeby nie było zbyt nudno, ale jednocześnie żeby nurt i szał nas nie porwał. Dodatkowy bonus - dwa psy nakręcające siebie nawzajem na spacer. Powodzenia dla mnie ! (choć muszę przyznać, że już coraz częściej oziki odnajdują zagubiony mózg po kilku pierwszych sekundach euforii za furtką!).


5. Kochaś.

"Zawsze tam gdzie ty...uuuuuuu". 

I tak po kres Twojej wytrzymałości. Wspomniałam już o kłakach w zamkniętym hermetycznie jogurcie, portfelu i od wewnętrznej strony powieki. Teraz kilka słów o...miłości. Miłość australijczyka jest obfita. Po grób. Silna. Niezłomna. I ciężka.

Ćwiczysz?! Wspaniale, pomożemy!
Nieważne, czy mopujesz podłogę na kolanach pies wciśnie się pod twoją klatkę piersiową, dokładnie między rękę a szmatę ("cześć, co robisz?"), czy obierasz ziemniaki do kosza na śmieci ("OMNOMNOM"), pielisz ogródek ("ja wyrwę, ja wiem, ja potrafię ja ! ja!"), odśnieżasz podwórko ("ja pomogę, ja odkopie!!"), jesteś w toalecie ("nie domknęłaś drzwi, troszkę nosem podważyłem. I JESTEM Z TOBĄ. DASZ RADĘ!!! "), śpisz (nos w oku), próbujesz ćwiczyć ("o jeżu myślałam że masz zawał! Usiądę na tobie, ważny jest ucisk!"), odkurzasz z kłaków samochód ("zauważyłem, że trochę kłaków nam ubyło. Zaraz to naprawię!"), czy czytasz ("ej na co się wgapiasz? Popatrz jaki jestem śliczny lepiej!!!"). Z tego względu czasem człowiekowi żal wstać z kanapy zrobić herbatę, bo niechybnie pies się obudzi i przejdzie za nim te 2 metry, żeby położyć się koło czajnika. A następnie powtórzyć całą wędrówkę. Dodatkowy bonus pies dostaje, jak którąkolwiek częścią ciała dotyka przewodnika.

6. Pływak

WODA!one!11!!
Oziki na pewno mają coś z wydr. I nowofunlandów. I gąbki. Mam swoją teorię, którą spróbuję przeforsować na forum publicznym :) Otóż psy te mają niesamowity pociąg do wody. Czy to kałuża, czy rów z przecudnie pachnącą zawartością, czy zwykłe błotko, jezioro, morze, basen. Wejdą po pas, po szyję lub, w miarę możliwości i głębokości danego zbiornika, li i jedynie po kolanka. Cóż z tego powiecie, wiele psów ( w tym praktycznie wszelkie retrivery) posiada tę cechę. 
Ale ale! Unikalną ciekawostką jest fakt, że wraz ze stopniowym wilgotnieniem sierści dochodzi do odwracalnych zmian w psim mózgu. Mówię całkiem poważnie! :) Rozmaka jak gąbka i doprowadza do skrajnej euforii połączonej z totalnym odłączeniem jakichkolwiek połączeń w mózgu - pies lata jak oparzony bez kontaktu z bazą, Świadczy o tym wywalony jęzor, prędkość, jakby ktoś nasypał pieprzu pod ogon, zataczanie kół dookoła właściciela, zbliżając się niebezpiecznie do prędkości światła. Błędny wzrok. Brak koordynacji i połączeń stawowych.
Wycieranie się w trawę, ścianę, krzaki, właściciela, drugiego mokrego psa, pościel, dywan, wycieraczkę, kafelki, próby wycierania się w błoto. Co ciekawe, stopniowo, wraz z ustępowaniem nasączenia sierści mózg powoli wraca :) Do czasu, aż radar owczarka wykryje kolejny akwen. Żeby nie było, że nie ostrzegałam!



7 Anioł Stróż.

I znów posilę się obrazkiem od Psich Sucharków :)


Macie zbyt mocny sen? Lubicie dreszczyk emocji? Polecam aussie. Jeśli jakiś zakazany kot o 2 w nocy będzie próbował przejść przez wasze podwórko, wierzcie mi - dowiecie się o tym jako pierwsi. No, drudzy, zaraz po psach. 

Uwaga, anegdotka : pierwszej nocy w odremontowanym domu mieliśmy dużo przygód - średnio co pół godzinki - godzinkę Balu zrywał się z dojmującym jazgotem, bo właśnie coś usłyszał. Łączyło się to z tym, że zrywał się ze swojego posłania, i jednocześnie uruchamiał czujkę ruchu w korytarzu, co skutkowało rozbłyskiem światła. Po kilku godzinach takiej imprezy byłam bliska epizodu padaczkowego.

Podobnie każdy kurier zostanie odpowiednio zaanonsowany (dlatego aż tak bardzo nie przeszkadza nam brak dzwonka), wszelkiego zwierza pojawiającego się na ekranie telewizora znacząco upomną. Na szczęście udało mi się wprowadzić komendę "wystarczy" która sznuruje pyski. Nie na długo, też ze względu na punkt 4.

We wzorcu już mają wpisaną nieufność wobec obcych - co mnie, szczerze powiedziawszy bardzo odpowiada. Dla osób lubiących psy - przylepy niestety już nie jest to cecha pożądana. Baloo obce osoby omija, jeśli robią się zbyt nachalne z zapoznawaniem się, obszczekuje. Po prostu nie życzy sobie. I już. Nigdy tego nie odpracowywałam, bo sama zdecydowanie sobie nie życzę, aby ktoś pchał łapy do mojego psa bez pytania :) Natomiast rudy demon, diaboł i Belzebub wcielony mówi : "CZŁOWIEK! Kocham cię, kimkolwiek jesteś!".

Zdarza im się najeżyć i naburmuszyć, bo, dajmy na to panowie spece od kanalizacji na naszej ulicy postawili tam baterię rur, których akurat wczoraj nie było. Należy wtedy podejść ostrożnie, z bardzo zjeżonym grzbietem, na sztywnych łapach, następnie stanąć w miejscu i nie ruszając się z niego na bardzo wyciągniętym nosku próbować zwietrzyć co zacz. Ale najlepiej obszczekać. Profilaktycznie (patrz podpunkt 2.).

Dlatego też samotne spacery wieczorem polegają na tym, że gdy tylko Balu zauważy gdzieś majaczący cień człowieka burknie raz i patrzy pytająco : "Widziałaś go? Robimy coś z tym?" - najczęściej wystarczy powiedzieć mu "jest ok" i przyjmuje do wiadomości. Choć, jestem pewna, że jeśli dana osoba próbowałaby podejść do mnie, rozległby się jazgot już na serio. 







I jak tam? Wciąż nie daliście się zniechęcić? W takim razie zapraszam tu :)
36 komentarze

Ultra socjal.



...czyli najprościej w świecie, rodzice wyjechali na narty, a myśmy zostali poproszeni do pilnowania i ogarniania domu. Oznacza to nie mniej ni więcej tylko cztery psy i trzy fretki pod jednym dachem :)



Zakazane ryje witają :)


52 komentarze

Histeryczna alfa.

Dziś zaburzę nieco porządek postów - z tego prostego względu, że właśnie rok temu gdzieś tam przyszła na świat mismarkowa, ruda kulka - Bonitta Różany Gaj. Dziewięć miesięcy później trafiła pod nasz dach...i narobiła niezłego zamieszania.




61 komentarze

Mój głos w sprawie 'nie kupuj - adoptuj'

Zainspirowana tekstem na Trend z Seterem, postanowiłam zabrać głos w głośnej ostatnio sprawie.


Ruby z Balem trochę się martwią.

D. opisała całą ideę dość sprawnie, dlatego przede wszystkim polecam jej wpis. Natomiast redagując komentarz pod jej tekstem doszłam do wniosku, że chyba lepiej będzie jak sama podejmę temat :)

Dlaczego rasowy?


Pewnie dla większości wyda się to sprawą oczywistą, rozumiejącą się "samo przez się", ale czasem przygarnięcie psa w typie niekoniecznie może spełnić oczekiwania właściciela, a to, co nam się wydaje się nam oznaką predyspozycji danego psa do aktywności przez nas pożądanej może nagle rozmyć się w niebycie ( na przykład przez pierwsze kilka dni Ru miała nieziemskie, wręcz borderowe 'will to please'). Przygarnięcie dorosłego psa, z bagażem doświadczeń i emocji jest wyzwaniem. Przygarnięcie szczenięcia niewiadomego pochodzenia - również, bo suma summarum nie wiemy co z niego wyrośnie (prawda, nie wiemy też w 100% co wyrośnie z rasowca, tym niemniej możemy mieć nadzieję na pewne dość ogólne cechy wspólne dla rasy, grupy). 

36 komentarze

Punkt odniesienia.

Nieco się broniłam przed podsumowaniem roku. Natomiast żeby wiedzieć nad czym pracować, co zmieniać, a z czego być dumnym fajnie jest znaleźć punkt odniesienia. Tak więc, oto mój.


Balu pyta: a jakie są Wasze postanowienia? :)



Bitchface Ruby również zadecydowała, że od nowego roku będzie bardziej uśmiechnięta do zdjęć :)


16 komentarze

"...when you're still waiting for the snow to fall" - miszmasz przedświąteczny!

Śniegu nie było i nie ma. Jest 19 grudnia, a w tym sezonie na Śląsku białego puchu jeszcze nie było. Jestem oburzona!


Balu też jest oburzony niedoborami pogodowymi w tym roku :)

Ruby jest już u nas od miesiąca, myślę, że nastał czas na drobne podsumowania jej zachowań. Zajrzałam na pierwszy post dotyczący moich obserwacji na temat zachowań suczy (dostępny dla porównania o tu ).


19 komentarze

Ja tu pilnuję!

Nie owijając w bawełnę - sucz nasz łatwym psem nie jest. Minęły 3 tygodnie odkąd jest u nas, coraz lepiej się poznajemy, coraz bardziej jesteśmy w stanie przewidzieć jak zachowa się w danej sytuacji (bynajmniej nie jest to rzeczą łatwą - stabilność emocjonalną Ru możemy porównać do regatówki na morzu podczas sztormu). Powoli, powoli uczymy ją co nieco kontrolować swoje popędy, starać się pokazać jak może inaczej sobie z tym radzić, pomóc jej maksymalnie wzmacniając pożądane zachowania. Nie jest to rzeczą łatwą, bo oprócz kwestii niestabilności emocjonalnej dochodzi tu siła charakteru. 

Szczerze powiedziawszy jeśliby wziąć pod uwagę skalę twardości minerałów wg Mohsa, to mamy nomen omen - siła jej osobowości plasuje się mniej więcej na poziomie twardości rubinu (9/10) czyli - panie, nie mamy lekko. Dopiero w zeszłym tygodniu udało się nam wywalczyć arcyważną kwestię - już, podkreślam, już zdarza się ryżej reagować na korektę SŁOWNĄ nie popartą żadnym wyprowadzeniem do innego pokoju, złapaniem za fraki czy karnym jeżykiem.


Smocze oko łypie i czuwa.

Dlatego też postępy prac nad przeróżnymi aspektami zachowań suki rozłożę na kilka notek, szczególnie, że dodatkowo będziemy mieć wszyscy ogląd na to, czy są jakieś postępy, czy jednak doświadczamy regresu.

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam