Content

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
28 komentarze

Sześć miesięcy z demonem.


W tym tygodniu minęło pół roku, odkąd Ru wprowadziła się do nas. Na przestrzeni tego czasu dużo się zmieniło, wiele rzeczy wypłynęło, pozmieniało się. Dziś jest jej czas na blogu, Myślę, że powoli wychodzimy na prostą. Widzę niesamowitą zmianę w jej zachowaniu względem nas. Staliśmy się najważniejszym dla niej dobrem - dopiero po pół roku nas pokochała, zaufała nam i poczuła się w miarę dobrze w nowym domu.

Ciekawi jak to było? No to zaczynamy:


Według notki z 21 listopada :

"Przede wszystkim, i to głównie dla zdrowia psychicznego Baloo, musimy stonować pilnowanie zasobów, które Ru ma na poziomie hard. [...] Objawia się to wrzaskiem na dramatycznie wysokiej nucie pt "MOJEEEEE!!!!" i próbą kłapnięcia ;) [...] Psiaki natomiast jedzą w osobnych klatkach, Każdy zamknięty w swojej, jakiekolwiek gryzaki czy inne fanty również do klatek są wydzielane. Wciąż będziemy nad tym pracować, choć najprawdopodobniej będzie to siedziało w psie całe życie."

Na tą chwilę pilnowanie zasobów jest w bezpiecznej strefie. Gdy jest w obcym miejscu (dom rodziców, wspólny wybieg dla psów) z miski do wody woli nie korzystać, chyba, że ja jestem przy niej. Inaczej napije się dopiero po powrocie do domu. Jeśli chodzi o wspólne posiłki, to mięso mielone, bez dodatków kości, wszelkie serki do wylizania, warzywa i tym podobne są wydawane wspólnie - psy są kolejno zwalniane do misek i wszystko odbywa się kulturalnie ( nawet gdy ruda skończy wcześniej reaguje na mój głos, że nie pozwalam zaglądać do miski brata). Bez superwizji odbywa się wolna amerykanka - czyli wędrówki obu psów od jednej miski do drugiej - ale bezkrwawo. Przy kościach psy są izolowane - to znaczy Ru jest w klatce, Balu na posłaniu, ale to ze względów bezpieczeństwa - Balu przy ryżej bardzo szybko łyka, co doprowadziło niedawno do zadławienia (musiałam wsadzić psu rękę do gardła i wyjąć szyjkę, inaczej by mi się udusił - mega adrenalina, mega stres).

"[...] Natomiast przywołanie jest jako takie. Oczywiście głównym tego powodem jest to, że Bal ma bardzo dobrze zrobione i Ru widząc, że łaciaty niebieski leci co sił w łapkach do mnie, siłą rzeczy robi to samo, bo żarcie dają. Dziś jednak nie zadziałało, co zmusiło mnie do głębszych refleksji i próbie rozplanowania programu naprawczego :) Otóż w polu jakiś rolnik zaorał jakieś zwierzę. Nie wiem co to było, ale wiem, że psy z lubością złapały za ochłap i próbowały wyszarpać go z ziemi. Beczką miodu okazało się to, że Baloo po sekundzie zastanowienia porzucił ochłap i popędził w moją stronę, a łyżką dziegciu to, że Ru stwierdziła, że chromoli mnie i moje smaczki, a parówkę mogę sobie wrazić wiadomo gdzie, bo ona ma tu ZWIERZĘ. "

Przywołanie teraz jest bardzo dobre. Rezygnacja z truchełek - nader zadowalająca ( na komendę wypuszcza z ryja puszki po piwie/butelki/fragmenty dzika). Odwołanie od pogoni za ptaszkiem - normalny ton głosu nie do końca ją przekonuje, dopiero stanowcze wymówienie komendy - odpuszcza i przybiega w pląsach. Odwołanie od jatki z psem za płotem - wciąż trudne, odwołanie od psa w oddali - bułka z masłem :)

Opanowanie emocji okazało się szczególnie trudne wśród maluszków. 

"Wokalizacja, opanowanie emocji - sucz nie uznaje sformułowania "czekaj", nie jest cierpliwa. Wszystko musi się odbywać JUŻZARAZNATYCHMIAST. Jeśli nie to skacze, zaczyna popiskiwać, jojczeć i generalnie rozpaczać. Jeśli i to zawodzi, to zaczyna rozwiązywać problem jak przeciętny kark - czyli bierze sprawę z klaty, taranem. Na tą chwilę suczy mózg paruje się i przegrzewa, ale dupka potrafi usiedzieć już 2 - 3 sekundy. Wytrzymuje też mikrouchylenie drzwi ( wcześniej sucz przebijała się przez moje piszczele z subtelnością słonicy, miałam przykre wrażenie, że kolana zaczynają zginać się w drugą stronę, a jak wszyscy wiemy, takie coś nie powinno mieć miejsca :) ). Powoli idziemy do przodu, ale długa i wyboista droga nas czeka."
Tu jest już coraz kucyczniej! Na "siad,czekaj" mogę już zamknąć bramę za psami (czyli proces: jedno skrzydło, kołek do dziurki, zamknięcie furtki, podejście do psa, odpięcie smyczy, komenda zwalniająca), ta sama komenda działa gdy drzwi do wiatrołapu są uchylone, psy czekają w progu, otwieram drugie drzwi, zwalniam psy, podobnie przy wysiadaniu z auta, czekaniu na jedzonko... Przestała tracić kontakt z bazą przy psach obszczekujących ją zza płotu - potrafi je zignorować, spojrzeć na mnie, przybliżyć się do mnie dla odwagi. Prawie nie traci mózgu, gdy widzi uciekającego kota. Czasem jeszcze poniosą ją emocje, ale jest dużo łatwiejsza do wytrącenia z amoku. Miewa jeszcze problemy z zabawą na wysokim pobudzeniu przy innych psach - ale o tym w dalszej części.


"Jak mi ktoś zagradza drogę, i zachowuje się jak bydło, to i jak potraktuję go jak bydło - czyli upominające cap!". Niestety - jak przekonała się Ru mnie się nie "capie" i nie będzie "capać" :P
Otóż nie. Zdarzyła się przykra sytuacja, że miałyśmy z Ru małą próbę sił - ja ją przygwoździłam, a ona mnie łapała za ręce - mocno, z premedytacją. Tak, że miałam ślady i strupy przez dwa tygodnie. Zanim odpuściła trwałyśmy tak kilka dobrych minut, dopiero jak się uspokoiła zwolniłam ją i kazałam zejść mi z oczu. Sytuacja powtórzyła się drugi raz (trąciłam ją nogą na kanapie) i chyba wyszła z założenia, że lepiej nie budzić we mnie smoka ( :D), bo  od tej pory żadnych agresywnych prób nie stwierdzono (minęły już 4 miesiace), co więcej, pojawiło się CS owanie, typowo szczenięce zachowania - tulenie uszek, merdanie ogonkiem, wyskakiwanie, żeby polizać twarz. W momencie, gdy przeskrobie i usłyszy to w moim głosie przybiega natychmiast w pląsach i przeprasza w szczylkowym tańcu, kręcąc dupką. Niestety, siłowe rozwiązanie okazało się kamieniem milowym w naszej relacji - bez tego nie szanowała mnie i nie poważała.

Klikanie. Na razie powoli próbujemy klikać targetowanie piegowatym noskiem ręki, klikam też klatkę, i planuję wprowadzić za niedługo kontakt wzrokowy :)

O tym już wspominałam - dużo wolniej łapie sztuczki, ale za to nadrabia prędkością (kocham komendę "kółeczko" w jej wykonaniu - wygląda jak piruet baletnicy!). Ostatnio nieco zapuściliśmy się z sesjami, trzeba do tego wrócić! Troszkę jest betonem, nie do końca pasuje jej kształtowanie, bardzo szybko traci werwę i nudzi się, prezentując sztuczki, które już zna - tu muszę popracować nad sobą, aby skrócić sesje klikerowe, bo przyzwyczajona jestem do zapału Baloo, który wolno i metodycznie dąży do celu :)

Nauczenie się zostawania spokojnie samej w pokoju, podczas gdy w drugim pomieszczeniu kształtujemy sobie coś z Balem. Na tą chwilę jest wrzask i płacz połączony z próbą przeciśnięcia się przez otwór dylatacyjny. Pozostawienie z kongiem niewiele daje, w obliczu takiej tragedii jest wzgardzony. Breaking news  - małż właśnie myje podłogę, oba psy zostały zamknięte w klatkach, Ru kilka rasy pisnęła, ale jest nieźle!
Nie stwierdzono takiego problemu. Zamknięta w klatce milczy, ewentualnie kilka razy muknie pod nosem, natomiast dramatów i histerii nie ma. Zamknięta w innym pokoju narzeka pod nosem jaki to świat jest niedobry i niesprawiedliwy, ale tylko tak mamrocząc :) Klatkowanie jest niezłe, potrafi w obcym miejscu na komendę wejść do klatki, ale zdarza jej się drzeć tam ryja. Nad tym pracujemy :)


Próba oswojenia  z bokserami - na tą chwilę jest czarna rozpacz, przerażenie i ataki na Bogu ducha winnych (i lekko zszkowanych, że we własnym domu biją!) brzydali.

Nie będę oszukiwała - wciąż nie jest różowo - z suką mijają się, ale myślę, że dlatego, że to staruszka Mojito odpuściła. Kilka razy się nawet pokotłowały i tu też musiałam Ru nieźle naprostować w głowie, żeby ogarnąć sytuację. Z Ouzem zdarzają się ścięcia w dwóch przypadkach - gdy chodzi o jedzenie i zabawki (ale Ouzo również nie jest święty w tej kwestii) - wszystko odbywa się bezkrwawo, ale w postaci dość poważnej pyskówki. Na co dzień kulturalnie się mijają, zdarza im się nawet razem bawić i wygłupiać (co zawsze niepokoi Bala), natomiast Ru wciąż się ich boi, nie ufa im. 

Jeśli chodzi o agresje wobec innych psów - wciąż jej nie ufam. Na pasieniu biegała z 20 innymi psami, które bawiły się frisbee i żadnych sytuacji agresywnych nie było, jednak wiem, co w niej siedzi. Niestety mieszkamy w takiej części miasta, gdzie psów poza tymi na uwięzi albo za płotem, raczej nie uświadczysz, muszę zorganizować jakieś wyjazdy "do ludzi" żeby pracować nad problemem

A oprócz tego Ru musi schudnąć!
Zrobione :

Ach jaka zgrabna! Ach ach dla mnie ideał ozikowej figurki! <3



Tyle z notki. A tak naprawdę nad czym jeszcze pracujemy? Cały czas żmudnie dłubiemy w ogarnaniu emocji, uczeniu się panowania nad swoimi popędami. Hamowanie wariackich zachowań, Tonowanie kozaczenia. Nauka przebywania z obcymi psami. Stabilny mózg w każdej sytuacji. Nauka zabawy zabawką w przeciąganie z innym psem - generalnie zabawa inna niż zapasy. Upewnienie jej, że jestem jej wsparciem ZAWSZE.


A z bardziej  prozaicznych - porządny aport, przekonanie się do pływania (a nie tylko brodzenia w wodzie po paszki) i nauka ładnego wyskakiwania po dysk. I multum sztuczek - głupotek, cokolwiek nam przyjdzie do głowy :)



PS. Jest już nas 500 na FP! <3 Jestem bardzo bardzo bardzo wdzięczna! :) Obiecany konkurs ruszy już w przyszłym tygodniu ( śmierć komputera spowodowała utracenie konkursowego plakatu, trochę minie zanim ogarnę zrobienie go w innym programie - postaram się już  w niedzielę wieczór konkrety podać :) obserwujcie bacznie https://www.facebook.com/aboutmyheartchakra ! :) )








52 komentarze

Histeryczna alfa.

Dziś zaburzę nieco porządek postów - z tego prostego względu, że właśnie rok temu gdzieś tam przyszła na świat mismarkowa, ruda kulka - Bonitta Różany Gaj. Dziewięć miesięcy później trafiła pod nasz dach...i narobiła niezłego zamieszania.




16 komentarze

"...when you're still waiting for the snow to fall" - miszmasz przedświąteczny!

Śniegu nie było i nie ma. Jest 19 grudnia, a w tym sezonie na Śląsku białego puchu jeszcze nie było. Jestem oburzona!


Balu też jest oburzony niedoborami pogodowymi w tym roku :)

Ruby jest już u nas od miesiąca, myślę, że nastał czas na drobne podsumowania jej zachowań. Zajrzałam na pierwszy post dotyczący moich obserwacji na temat zachowań suczy (dostępny dla porównania o tu ).


19 komentarze

Ja tu pilnuję!

Nie owijając w bawełnę - sucz nasz łatwym psem nie jest. Minęły 3 tygodnie odkąd jest u nas, coraz lepiej się poznajemy, coraz bardziej jesteśmy w stanie przewidzieć jak zachowa się w danej sytuacji (bynajmniej nie jest to rzeczą łatwą - stabilność emocjonalną Ru możemy porównać do regatówki na morzu podczas sztormu). Powoli, powoli uczymy ją co nieco kontrolować swoje popędy, starać się pokazać jak może inaczej sobie z tym radzić, pomóc jej maksymalnie wzmacniając pożądane zachowania. Nie jest to rzeczą łatwą, bo oprócz kwestii niestabilności emocjonalnej dochodzi tu siła charakteru. 

Szczerze powiedziawszy jeśliby wziąć pod uwagę skalę twardości minerałów wg Mohsa, to mamy nomen omen - siła jej osobowości plasuje się mniej więcej na poziomie twardości rubinu (9/10) czyli - panie, nie mamy lekko. Dopiero w zeszłym tygodniu udało się nam wywalczyć arcyważną kwestię - już, podkreślam, już zdarza się ryżej reagować na korektę SŁOWNĄ nie popartą żadnym wyprowadzeniem do innego pokoju, złapaniem za fraki czy karnym jeżykiem.


Smocze oko łypie i czuwa.

Dlatego też postępy prac nad przeróżnymi aspektami zachowań suki rozłożę na kilka notek, szczególnie, że dodatkowo będziemy mieć wszyscy ogląd na to, czy są jakieś postępy, czy jednak doświadczamy regresu.

39 komentarze

" ..do ya know what ya doing, doing to me? "


No i stało się. Odgrażałam się, biłam z myślami, kilkakrotnie zostałam z toru spychana, dyskutowaliśmy czy na pewno, rozważaliśmy za i przeciw, aż jak już zdecydowałam się, że to najwyraźniej nie to miejsce i nie ten czas - grom  z jasnego nieba. W zeszły piątek nasze psie stado powiększyło się o drugiego merlaka - tym razem sukę :) Jest w dość hardcorowym okresie swojego życia - bo i ma 9 miesięcy i do tego jest przed pierwszą cieczką :P Ze względu na swój dość wybuchowy charakter (wiadomo, jak to rude :P) została nazwana Ruby - imię demona z serialu namiętnie przez nas oglądanego  ( miała co prawda być Rory,  z innego serialu, mojej guilty pleasure Gilmore Girls, ale mamy zaprzyjaźnioną Nori, a imiona te praktycznie tak samo brzmią :) ).



Oto bohaterka :)

Jesteśmy już razem tydzień, więc udało mi co nieco zaobserwować i skrzętnie zanotować, nad czym będziemy musiały popracować:


19 komentarze

Sto lat Balu!

Dziś wypadają urodziny szczyla. Z małej puchatej kulki stanie się statecznym, poważnym i zrównoważonym owczarkiem (Tak mi obiecał! Wczoraj mówiłam do niego, a on zgadzał się ze mną merdając ogonem! :P).


Jak widać jesteśmy w nastroju wysoce rozrywkowym - tu zdjęcie z seminarium "Od zera do pakera" w MADzone - autorka Pola z +foto.



11 komentarze

Jak to pies sobie aktywność wybiera ;)

Druga część (nie)głupiego sztuczkowania musi pozostać na następny tydzień, nie wyrobiłam ze zdjęciami (pogoda, jak na złość dopisywała, to raczej mnie należą się cięgi za niesubordynację :) ).

Dziś natomiast wprowadzimy Czytelnika w cudowny świat sportu z psem okiem początkującego, jeszcze nieopierzonego i nieotrzaskanego laika - mojej skromnej osoby. 

Jak już wspominałam tu już pacholęciem będąc marzyłam o posiadaniu psa. Następnie, gdy istotnie, psa posiadałam, chciałam takiego bardziej nastawionego na pracę z człowiekiem - najchętniej bordera albo aussie. Potem, w końcu udało mi się osiągnąć wymarzony cel (a tak naprawdę to los tak chciał, stawiając na mojej drodze kilka osób, kierując moje ścieżki tak a nie inaczej).

Z psich sportów onegdaj znałam tylko agility i flyball, ale one niespecjalnie we mnie burzyły krew. Wtem, po przeczytaniu kilku(nastu) artykułów, obserwacji znajomych, wczytywaniu się w rasy (długi, długi czas trwała we mnie batalia border vs. aussie) odkryłam obedience i frisbee (chyba, na dzień dzisiejszy, najbardziej medialny sport ). Obi dla mnie jest świetną formą pracy nad relacją człowiek - pies, tu nie ma szans na nieporozumienia. Pies praktycznie głównie z miłości do przewodnika wykonuje ćwiczenia, po których nie może być nagrodzony. Piękna sprawa, porozumienie na najwyższym poziomie.




O to to, takie psie spojrzenie, że tylko Ty się liczysz, że inni mogą nadmuchać, że najfajniejsza, że najkochańsza, że budowanie relacji, współpraca, treningi nie poszły na marne.

14 komentarze

Sio grzejniku!

Temperatury na dworze stopniowo maleją, toteż czas najwyższy nastał na zainstalowanie grzejników w domu :) Ja osobiście dziecięciem i nastolatkiem będąc dzięki Tatusiowi prowadziłam spokojny, zimny wychów cieląt ( normą temperaturową w zimie było 18 stopni w domu:P). W naszym obecnym domu po burzliwej dyskusji jednak postanowiliśmy zerwać z tradycją i...stało się! Pewnego pięknego poranka pojawili się w drzwiach dwaj smutni panowie, którzy zajęli się stukaniem, pukaniem, noszeniem i dokręcaniem - ku rozpaczy Bala, który poczuł się rozdarty na pół - jednocześnie chciał być grzeczny (kazałam mu przestać piłować ryja na panów) ale też chciał panom oznajmić co o nich myśli i dlaczego nie podoba mu się parada zorganizowana w centrum naszej sypialni ( do tego czasu grzejniki znajdowały się na balkonie, który to balkon przynależy do akurat tego pokoju :) ). Panowie stukali pukali i obficie lali wodę przez pół dnia i w efekcie pozostawili po sobie ten smutny widok: zamiast ściany gładkiej i jedwabistej w doskonałych, matowych kolorach (Beckersie, miłość po grób!) zastałam stare, wysłużone, szczerbate i zachlapane radiatory. Porażka na całej linii.

Na marginesie anegdotka: przedpokój i duży piętrowy hall pozostał niepomalowany przez dłuższy czas. Popchnięci przez czynniki niezależne (wizyta teściów) postanowiliśmy zmienić stan rzeczy i machnąć go na mój wywalczony, wymarzony Powder Pink. Wyglądał pięknie na próbniku, wygląda super u mnie w pracy, natomiast na ścianach w przedpokoju wyglądał jakby lalka Barbie pochorowała się właśnie w tym miejscu, lub, podług słów Pana Męża, jakby ktoś w nim ochoczo szlachtował jednorożce.

Na szczęście zaprzyjaźnione Artystki (klik, klik, klik) z prędkością pogotowia ( a nawet ośmielę się stwierdzić, że dużo szybciej ) pojawiły się u nas i na chybcika z resztek, farb, które zostały po malowaniu innych pokoi (Vanilla Muffin, Cotton Candy) wyczarowały akceptowalne zestawienie. Aktualnie przedpokój wygląda więcej niż zadowalająco, natomiast pojawił się w nim Zgrzyt. 
Postanowiłam nazwać w ten pieszczotliwy sposób grzejnik wiszący w przedpokoju, gdyż ani chybi przypomina on swoim wyglądem (uwaga, będzie onomatopeja) zgrzyt noża po szkle. Piękna tafla ściany i gruchot. Niebanalne, industrialne połączenie.


A gości, na wejściu straszę TAK! (róż jest naprawdę ładniejszy niż na zdjęciu, pochmurna jesień nie sprzyja światłu w Silent Hillu :) )

Pominę smutny fakt, że po przeprowadzeniu lodówki w inne miejsce okazało się, że przez okres grzewczy możemy albo mieć kaloryfer w kuchni albo korzystać z drzwi zamrażarki :P Na szczęście panowie podumali i wydumali ( po wywierceniu dziur w ścianie i ujawnieniu uprzedniej konstrukcji), że w sumie to można by zamienić miejscami grzejnik z kuchni na ten z przedpokoju. Idea spotkała się z moim radosnym przyjęciem, dzięki czemu teraz mogę cieszyć się chłodzeniem w zamrażarce cały rok!



Jestem brudnym grzejnikiem w kuchni, chlip.

10 komentarze

Praktyczne, fajne, przydatne - czyli nie takie znów głupie sztuczki cz.1 !

Dziś (poniekąd zainspirowana prawem serii w pracy) postanowiłam poruszyć temat kilku trików, dzięki którym możemy w pewnym stopniu przygotować psa do wysiłku fizycznego. Oprócz zwykłego, znanego nam z lekcji wuefu truchtania możemy ( z obopólnym pożytkiem!) nauczyć psa kilku pożytecznych sztuczek, dzięki którym nieco rozgrzejemy, rozciągniemy mięśnie i przygotujemy je do nadchodzących aktywności. Nie mówię tu tylko o agility czy frisbee, ale zwykłym bieganiu przy rowerze, czy joggingu - sami się rozciągamy, spróbujmy też psiaka przygotować! :) Należy też pamiętać, że aktywność trzeba dopasować do wieku psiaka, pory roku, pogody, predyspozycji fizycznych i fizjologicznych (uwaga rasy brachycefaliczne, rasy chondrodystroficzne, psiaki bardzo młode i w podeszłym wieku).

Ach, no i apel - oprócz rozgrzewki, przygotowania teoretycznego i praktycznego bardzo ważne jest rozpoznanie terenu. Naprawdę warto przed rzuceniem dekla czy piłki rozejrzeć się, czy dany obszar  nie obfituje w zdradliwe dołki i górki, które potem mogą kosztować wiele bólu u psiaka, a nas nieźle trzepnąć po kieszeni ( zerwanie więzadła krzyżowego czy zwichnięcie rzepki to nic fajnego - tak tylko :P). 

Oczywiście warunkiem - standardowo, tak jak i u ludzi, jest systematyczność. Nauczenie sztuczki to jedna kwestia, osobna to częste jej wykonywanie - dzięki temu pies, tak jak człowiek pozna mięśnie, o których pojęcia wcześniej nie miał pojęcia (witaj pilatesie po pół roku przerwy ! ), a z czasem będzie w stanie wykonywać je coraz dłużej i ładniej ( jeśli ktoś jeszcze nie widział epickiego susła w wykonaniu duetu Natalia i Lomo marsz na jutuba, tam jest wszystko!).

(uwaga, notka zawiera głównie zdjęcia wakacyjne, jeszcze nie publikowane, mam nadzieję :))



W temacie psich sportów - eko frisbee :)



19 komentarze

Moje psie problemy i porażki - refleksja po wakacjach :)

Zgodnie z moim postanowieniem ( 1 post na tydzień, w systemie zmianowym - raz post psi, potem "normalny") dziś nastał czas na post podsumowujący nasze wakacje - głównie skupiłam się na elementach, które mają dla mnie kluczowe znaczenie a widać jakieś efekty (bądź ich brak) na tym polu.


Nawet nie wiem, kiedy nam minął ten tydzień :) Nałykani jodu, ogorzali od słońca i wiatru powróciliśmy z nowymi siłami do stałych (starych:P) obowiązków. Nie ukrywam, że i drugi tydzień by się nam przydał, ale póki co wystarczyło. Może w przyszłym roku :)



W końcu udało mi się spełnić marzenie i zrobić zdjęcie otrzepującemu się psu :)


Dla Baloo ten tydzień był bardzo obfity we wszelkie wrażenia, myślę też, że dużo się nauczył. Miał do czynienia z przeróżnymi sytuacjami, których nie napotyka codziennie (część poznawał za szczyla podczas najbardziej "gorących" tygodni socjalu :P). Oto kilka moich porażek "pedagogicznych" – przypominam, że młodzież jest właśnie w uwielbianym przez psiarzy okresie nastoletnim – ostatnio we wstecznym lusterku zauważyłam chyba swoje pierwsze siwe włosy :P

Dla nas po części była to nieustająca praca, i poniekąd, tak to wtedy odczuwałam, orka na ugorze, ale mam nadzieję, że idziemy ku dobremu. Posta opatrzyłam jednak tymi pozytywnymi zdjęciami, nie lękajcie się!

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam