Content

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psi nastolatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psi nastolatek. Pokaż wszystkie posty
44 komentarze

Moje 5 porażek wychowawczych.



Siemacie, wpadacie na wpisik?





Wszyscy lubią jak jest różowo, kucycznie, tęczowo i miło. Ale nie zawsze tak jest, oj nie. Nawet w ozikowie bywa krew, pot i łzy, kurz i krew (jak pies nie trafi w dysk, tylko w palucha). Bywa frustracja, rzucanie kalumniami, brzydkimi słowami pięć pokoleń wstecz i dwa w przód, oraz przychodzenie do domu i jebnięcie dąsa. Jak to w życiu :) Zapraszam do naszego błotnego światka!


1. Skakanie.


Kiedyś mały papiś wspinający się na nogi nie stanowił problemu. Teraz 21 kilogramowy Bal, który zaraz wybuchnie ze szczęścia (czasem mam wrażenie, że zniknie z cichym pyknięciem implozji i pozostanę w deszczu tęczy, kłaków i brokatu), albowiem Ukochana Osoba właśnie pojawiła się w polu widzenia, stanowi znaczne utrudnienie. Pikanterii dodaje fakt, że moi rodzice wspaniali tak ukochali sobie wnuków, że pozwalają im na przeróżne harce, więc eskalują i tak istniejący problem.

Teraz wyobraźcie sobie - z pracy zazwyczaj wracam 21-22. Ostatnią rzeczą na którą mam siłę jest szaleństwo, dzikie szczeki i fruwanie pod sufitem. Serio. Otwieram drzwi, a tam usadzone jak na szpilkach (Pan Mąż dzielnie pracuje nad tym, żeby psy dopiero na komendę wypuszczały swojego wewnętrznego krakena ) siedzą dwa psy. Oczy mają okrągłe jak koła młyńskie i tylko czekają na magiczną komendę, która pozwoli spustoszyć to, co ze mnie zostaje po pracy.




Proszę nastawić moment od 0:30 :) Tak oto wygląda nasze wieczorne powitanie  (Pan Mąż, rzecz jasna, jest tu Zeusem, zamiast słów "release the Kraken", wstawcie sobie prymitywne "ok!")



Bonusem jest to, że przy oduczaniu wskakiwania na ludzi staram się wyważyć proporcje - bo jednak lubię jak Balu na komendę wskakuje mi na ręce, lada chwila zaczniemy ćwiczyć vaulty, więc nie mogę zabronić kontaktu z ciałem przewodnika, muszę jakoś to wyważyć.


2.Używanie imienia przy korektach


Ru i Ru...A Bala też karcisz Balem! :)


Ostatnio nawet złapałam się, że w pracy (!) jak chcę skorygować obcego psa mechanicznie robię "tsk! RU!!" * :P  W każdym nowoczesnym podręczniku jest napisane jak byk, że imię musi kojarzyć się z czymś przyjemnym, że nie należy karcić imieniem...ale to jest silniejsze ode mnie. No nie potrafię się oduczyć, nie i już! 


3. Ciągnięcie na smyczy.


Dlatego właśnie tak potrzebuję tego obrazka :))

Totalna abstrakcja. Kosmos. Ru chodzi ślicznie na smyczy, spacery z nią to przyjemność (hmmm no tu trochę pojechałam fantazją - powiedzmy pod tym względem to przyjemność:P). Natomiast idąc na spacer z Balem mam wrażenie, że któreś z nas ma nie po kolei w głowie. Balu, bo do znudzenia co chwilę staję, albo cofam się kilka kroków, albo cmokam, zmieniam nagle kierunek - no według niego mam napieprzone do głowy i w sumie to nie bardzo potrafię się zdecydować. Według mnie używam osławionej metody drzewka/zmian kierunków/góry. Nasz spacer przypomina zabawkę jo-jo. Balu do przodu, Balu przy mnie, Balu do przodu, Balu przy mnie...i tak aż do porzygu.



4. Przebywanie na meblach.



Że niby coś nie tak z kanapą?


Przyznaję się bez bicia - osobiście lubię mieć psa na kanapie, lubię drzemać na łóżku z psami wtulonymi we mnie. Pan Mąż natomiast postawił granicę - nie ma spania w łóżku z psami ( w nocy, hyhy :P). I, jako że Pan Mąż rzadko kiedy wyraża swoje zdecydowane obiekcje na temat przeróżnych psich zachowań, jest to respektowane. Niestety kanapa też traci na uroku, bo żeby nie została totalnie zafajdana przez łapy i błoto muszą na niej leżeć mało eleganckie kocyki.

Typowy Bal wieczorem.

O ile psy na kanapie w domu to moja sprawa, o tyle zaczynają się schody, kiedy pojawiają się goście niekoniecznie psiolubni, czy psy są na wyjeździe i próbują zdobyć kanapę mieszkańców. Oczywiście na komendę schodzą, czy uprzedzone wcześniej nie wskoczą na mebel, ale generalnie mają zakodowane w móżdżkach, że warto spać na tym posłaniu, bo wygodnie i fajnie. Ru gdy do nas trafiła była nauczona, że na meble wchodzić nie wolno. Cóż, zauważyliście pewnie czas przeszły - ups!

5. EMOCJE !!!111!!!oneone!!!


Dorwać i zabić. Oto taktyka.



Aż westchnęłam ciężko. A potem wzięłam dwa głębokie wdechy. A potem poszłam zaparzyć herbatki z melisy. Balu, obrazowo mówiąc, pływa w oceanie swoich emocji (hm, hm,), potrafi pięknie wybić się ponad powierzchnię, czasem unosi się na wodzie, czasem zanurkuje - wszystko jest  kontrolowane i rzadko kiedy zdarzają się chwile odmóżdżenia ( jak wspominane kilka notek wcześniej nasiąkanie mózgu przy kontakcie z wodą). Natomiast u Ru to jest emocjonalny rollercoaster góra-dół-góra-dół-nie-wiem-gdzie-góra-gdzie-dół-zatrzymajcie-świat-ja-wysiadam. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś odcisnąć piętno w jej mózgu, że zen się opłaca, ale na tą chwilę jesteśmy bardziej w dzikiej krainie hałasu i nienawiści niż  w Ponylandzie.

Weźmy na ten przykład spacer - jeśli chodzi o bieganie z psem na pasie - oj święty Barnabo! **  Pierwsze kilka minut zamiast przyjemnym kłusikiem odbywa się DZIKIM GALOPEM bo już bo biegniemy, misja, misja napieprzać!!! Wydaje mi się, że wtedy dla postronnych osób wyglądam ja narciarz wodny...tylko bez nart i wody :P Muszę kilka razy przystanąć, przemówić do rozumu łaciatym, a potem jeszcze...i jeszcze i po jakiś 5 minutach dzikiego cwału jesteśmy w stanie sobie w trójeczkę grzecznie kłusować.

A u Was jak to wygląda? Jestem ciekawa Waszych historii :)


*W tym momencie chciałabym gorąco pozdrowić moją kochaną współlokatorkę ze studiów i towarzysza w niedoli, który nauczył mnie tego sygnału dźwiękowego :P

** Przecisnęłam tylko jeden tom, i umarłam, nie jestem w stanie pójść dalej :P
19 komentarze

Ja tu pilnuję!

Nie owijając w bawełnę - sucz nasz łatwym psem nie jest. Minęły 3 tygodnie odkąd jest u nas, coraz lepiej się poznajemy, coraz bardziej jesteśmy w stanie przewidzieć jak zachowa się w danej sytuacji (bynajmniej nie jest to rzeczą łatwą - stabilność emocjonalną Ru możemy porównać do regatówki na morzu podczas sztormu). Powoli, powoli uczymy ją co nieco kontrolować swoje popędy, starać się pokazać jak może inaczej sobie z tym radzić, pomóc jej maksymalnie wzmacniając pożądane zachowania. Nie jest to rzeczą łatwą, bo oprócz kwestii niestabilności emocjonalnej dochodzi tu siła charakteru. 

Szczerze powiedziawszy jeśliby wziąć pod uwagę skalę twardości minerałów wg Mohsa, to mamy nomen omen - siła jej osobowości plasuje się mniej więcej na poziomie twardości rubinu (9/10) czyli - panie, nie mamy lekko. Dopiero w zeszłym tygodniu udało się nam wywalczyć arcyważną kwestię - już, podkreślam, już zdarza się ryżej reagować na korektę SŁOWNĄ nie popartą żadnym wyprowadzeniem do innego pokoju, złapaniem za fraki czy karnym jeżykiem.


Smocze oko łypie i czuwa.

Dlatego też postępy prac nad przeróżnymi aspektami zachowań suki rozłożę na kilka notek, szczególnie, że dodatkowo będziemy mieć wszyscy ogląd na to, czy są jakieś postępy, czy jednak doświadczamy regresu.

39 komentarze

" ..do ya know what ya doing, doing to me? "


No i stało się. Odgrażałam się, biłam z myślami, kilkakrotnie zostałam z toru spychana, dyskutowaliśmy czy na pewno, rozważaliśmy za i przeciw, aż jak już zdecydowałam się, że to najwyraźniej nie to miejsce i nie ten czas - grom  z jasnego nieba. W zeszły piątek nasze psie stado powiększyło się o drugiego merlaka - tym razem sukę :) Jest w dość hardcorowym okresie swojego życia - bo i ma 9 miesięcy i do tego jest przed pierwszą cieczką :P Ze względu na swój dość wybuchowy charakter (wiadomo, jak to rude :P) została nazwana Ruby - imię demona z serialu namiętnie przez nas oglądanego  ( miała co prawda być Rory,  z innego serialu, mojej guilty pleasure Gilmore Girls, ale mamy zaprzyjaźnioną Nori, a imiona te praktycznie tak samo brzmią :) ).



Oto bohaterka :)

Jesteśmy już razem tydzień, więc udało mi co nieco zaobserwować i skrzętnie zanotować, nad czym będziemy musiały popracować:


19 komentarze

Sto lat Balu!

Dziś wypadają urodziny szczyla. Z małej puchatej kulki stanie się statecznym, poważnym i zrównoważonym owczarkiem (Tak mi obiecał! Wczoraj mówiłam do niego, a on zgadzał się ze mną merdając ogonem! :P).


Jak widać jesteśmy w nastroju wysoce rozrywkowym - tu zdjęcie z seminarium "Od zera do pakera" w MADzone - autorka Pola z +foto.



25 komentarze

Obrabianie tyłka - czyli nie takie znów głupie sztuczki cz.2 !

Ano, dzień dobry:)

Dziś podejmę się drugiej części przydatnych sztuczek - tym razem informujących psa o tym, że posiada dwie tylne łapki :) W domyślnych ustawieniach psa leży, że posiada on dwie przednie łapy, i to nadaje sobie kierunek, używa ich do zawracania - tylne łapy, to siła napędowa psa ( na marginesie - jest taka śmieszna prawidłowość przy obcinaniu pazurków u psa - najczęściej przednie nadają się do korekcji, a tylne są w większym stopniu ścierane).

Po co nam takie ewolucje? Ano bardzo przydają się we wszelakich psich sportach ( strefy w agility, wchodzenie tyłem między nogi we freestylu we frisbee, chodzenie przy nodze, dostawianie się do nogi w obedience). Naszym celem jest po prostu poinformować psa, że posiada więcej łap, których może używać niezależnie - osobiście zauważyłam, że szczyl dzięki świadomości tylnych łapek łatwiej potrafi się wymanewrować z jakiegoś wąskiego przejścia, potrafi zakręcić tyłem, zamiast "nawracać" całym ciałem.

Ja sobie przygotowałam taką mini - listę przeróżnych ewolucji, które można robić z psem, jak można kombinować, aby zwiększyć świadomość psiego ciałka. Oto ona:



Bal dostawiony do nogi, na kontakcie wzrokowym z obiektywem - musiałam się nieco wychylić (50mm, cóż:P), ale daliśmy radę ! :) )


19 komentarze

Moje psie problemy i porażki - refleksja po wakacjach :)

Zgodnie z moim postanowieniem ( 1 post na tydzień, w systemie zmianowym - raz post psi, potem "normalny") dziś nastał czas na post podsumowujący nasze wakacje - głównie skupiłam się na elementach, które mają dla mnie kluczowe znaczenie a widać jakieś efekty (bądź ich brak) na tym polu.


Nawet nie wiem, kiedy nam minął ten tydzień :) Nałykani jodu, ogorzali od słońca i wiatru powróciliśmy z nowymi siłami do stałych (starych:P) obowiązków. Nie ukrywam, że i drugi tydzień by się nam przydał, ale póki co wystarczyło. Może w przyszłym roku :)



W końcu udało mi się spełnić marzenie i zrobić zdjęcie otrzepującemu się psu :)


Dla Baloo ten tydzień był bardzo obfity we wszelkie wrażenia, myślę też, że dużo się nauczył. Miał do czynienia z przeróżnymi sytuacjami, których nie napotyka codziennie (część poznawał za szczyla podczas najbardziej "gorących" tygodni socjalu :P). Oto kilka moich porażek "pedagogicznych" – przypominam, że młodzież jest właśnie w uwielbianym przez psiarzy okresie nastoletnim – ostatnio we wstecznym lusterku zauważyłam chyba swoje pierwsze siwe włosy :P

Dla nas po części była to nieustająca praca, i poniekąd, tak to wtedy odczuwałam, orka na ugorze, ale mam nadzieję, że idziemy ku dobremu. Posta opatrzyłam jednak tymi pozytywnymi zdjęciami, nie lękajcie się!

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.