Content

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cechy charakteru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cechy charakteru. Pokaż wszystkie posty
66 komentarze

Co dwa psy to...




Scenariusz najczęściej jest taki - mamy dłuższą chwilę jednego psa. Po pewnym okresie zaczynamy się zastanawiać, czy nie potrzeba by powiększyć rodziny, że jedynak taki socjalny, że drugi to właściwie nie robi różnicy...rozważamy za i przeciw, albo wprost odwrotnie - to życie, czy inny członek rodziny stawia nas przed faktem dokonanym. Co teraz?


U mnie brak drugiego psa dokuczał najbardziej podczas treningów - wszyscy znajomi, mieli "ławkę rezerwowych" - gdy pierwszy pies odpoczywał, "druga zmiana" wychodziła na plac, a ja siedziałam i się nudziłam :P Poza tym wszyscy mnie otaczający ludzie mieli parkę psów - zapsieni znajomi, dalsi znajomi, nawet rodzina zdążyłam się napatrzyć, że to sama rozkosz, przyjemność, mleko i miód :)


W takim razie co poszło nie tak? Czego nie wzięłam pod uwagę biorąc drugiego psa?


Spacery już nie takie relaksujące. Wielokrotnie się  jeszcze do tego odniosę, ale faktycznie to jest dla mnie najtrudniejsze. Wyjście z domu na nawet najkrótszy spacer to już wyprawa. Wymaga maksymalnego skupienia zwojów - trzeba manewrować psami tak, żeby nie zaplątały siebie i Ciebie w smycze (wielokrotnie w myślach błogosławiłam komendę frizbową "obejdź" dzięki czemu nie kręciłam się jak przysłowiowe g* w przeręblu).  Teraz już problem znikł - rozwiązaniem był zakup dwóch osobnych smyczy o tej samej długości. Upierdliwość została, bo trzeba manewrować tak, żeby nie zajmowały całego chodnika. Przewidywać - hamować jednego, jak drugi zatrzymuje się za potrzebą (ileż to razy Bal tracił równowagę na trzech łapach, bo Ru uznała, że teraz należy pogonić za suchym listkiem porwanym przez wiatr!). Hamować obydwa, jeśli nagle kot wyskoczy nam spod krzaka. Przechodzenie wzdłuż płotu z psem wykrzykującym inwektywy, pełnym żądzy mordu BOS-em to naprawdę dla mnie walka. Bo z jednej strony - usiłuję wymagać, aby moje psy nie darły się jak oszołomy i do niego wyrywały, a z drugiej strony jeden pies idący na kontakcie przy nodze to buła z masłem. Dwa psy idące na kontakcie przy nodze to zez rozbieżny i duszenie kłótni w zarodku, bo przecież każdy chce IŚĆ PRZY LEWEJ NODZE BO TAK TRZEBA.




Podzielność uwagi - level maksimum. Uff, doszliśmy. Odpinam jednego psa, mówię komendę zwalniającą i zwierz radośnie hasa. Kłamstwo. W międzyczasie jest drugi pies, który usiadł już przecież na komendę wydaną do tego pierwszego. W chwil, gdy pierwszy został zwolniony drugi poczuł, że to jawna niesprawiedliwość, więc wstał. To przy dobrych wiatrach. Przy złych, siedzi i zaczyna jojczeć i popiskiwać, halo, tu jestem, czy ty mnie widzisz, siedzę, to niesprawiedliwe! Usadzisz drugiego, przybiega pierwszy i siada (bez smyczy, ale tu dajo żarcie przecież, to warto!), czeka na dalsze wskazówki. Zgrzytasz zębami, wprowadzasz komendy imienne. 

No ale z drugiej strony - czyż nie slodkie?


Opisuję tu spacer bez innych czynników. A teraz, dajmy na to, jesteśmy wśród innych psów. Jedno oko na rudego (Czy ona burknęła? Czy nie zdjęła kagańca? Czy podchodzi do psa - mordercy, Czy znęca się nad szczeniakiem?), jedno na niebieskiego (Gdzież on znowu wali kupę? Czy nie obsikuje czegoś niedozwolonego? Czy znów przystawia się do kastrata i zaraz dostanie łomot?) - te i inne pytania będą i Wam po głowie się toczyć, a towarzyszyć temu będzie pulsujący, upierdliwy ból głowy. Aż się przystosujesz i - ho ho! Może nawet będziesz w stanie po pewnym czasie włączyć się w ploteczki z innymi psiarzami, aby tylko od czasu do czasu ryknąć "RU!!!...eee...Znaczy BAL... NIEE!!"


Krótkie przypomnienie - z czym najczęściej mamy do czynienia. A przypominam, że  do pełni ekipy brakuje jeszcze Baszki, Nori i Zoe :)


Syndrom detronizacji. Przez pierwszych kilka tygodni Ru zajmowała całą moją uwagę, a nasz dobry, słodki, grzeczny Bal został siłą rzeczy zepchnięty na margines. Popuszczenie cugli Bala - bo cokolwiek nie robił i tak był grzeczniejszy od Ru, odbiło mi się brzydką czkawką. Do tej pory się odbija - i tak po prawdzie nie wiem na ile to wiosna i ucisk jajek na mózg, a na ile mój błąd, że nie byłam w stanie obu kontrolować odpowiednio. Na tą chwilę jesteśmy na kulawej kobyle - Ru jest grzeczna, więc skupiam się na rypaniu Bala. Nie obiecuję natomiast, że za kilka kolejnych tygodni to Balu wróci na piedestał, a Ru znów znajdzie się na cenzurowanym. Pan Mąż twierdzi, że to jest demon Ru (nomen omen, znacie tę historię :P) który przełazi z Ru na Bala w te i nazad. Ja wiem, że to po prostu błąd przewodnika. I tu płynnie podchodzimy do kolejnego :


Wyrzuty sumienia. Tak, mam je. Że miałam dobrego, grzecznego, kontrolującego się Bala. Bala nieagresywnego, któremu teraz zdarza się pierwszemu rozedrzeć japę na psa za płotem czy cichutko warknąć na innego samca. Mieliśmy trudne dwa tygodnie, ale sukcesywnie wyszliśmy na prostą w tym względzie. 

Wyrzuty sumienia nie dotyczą tylko Baloo. Dużo gorzej klika mi się z Ru, niż z Balem - chłopak mówi "Co dziś robimy? Klikamy? Ale, że kształtujemy, czy będziesz mnie naprowadzać? Chodzi Ci o to? Czy o to? Okej, to ja już wiem, zrobię to!". A Ru mówi "OJEZUSMARIA PARÓWKA!!! To ja się położę. Albo wstanę. Nie? To się położę. Dobrze, w takim razie wstanę. Położę się, no halo?! NO EJ NO!!!" - beton. Wydaje mi się, że to kwestia braku doświadczenia (jeszcze!). Ciężej jej pracować z rekwizytami (stosunkowo szybko ogarnęła 'a kuku', 'kółeczko', 'ładuj się' czy 'ósemkę'), natomiast rzeczy typu dotknij coś nosem czy weź coś w pysk, wejdź mi na kolana są poza jej percepcją. Nie ukrywam, że to Baloo jest moim czarnym koniem i niezawodnym synkiem  -  z nim współpraca idzie jedwabiście (poza incydentami).

Kochamy się!

Jeśli już jesteśmy przy klikaniu. Weźcie proszę teraz pod uwagę, że macie dwójeczkę do ogarnięcia. Na początku można jednego zamykać w klatce, a z drugim pracować. Ale z czasem chce się więcej - może dla własnej satysfakcji, dla nauki panowania nad emocjami, dla wzmocnienia posłuszeństwa i słuchania komend przewodnika. Z bólem i w pocie czoła pracuje się w taki sposób:

Zamysł konkursu przygotowany, ciężki los bloggera - obmyśliłam go o szóstej rano w niedzielę, w łóżku :P A...

Posted by Heart Chakra on 18 kwietnia 2015




Ileż to mnie frustracji kosztuje! :) Muszę się skupiać na timingu przy klikaniu i jednocześnie patrzeć, czy jeden albo drugi futrzak nie przeszkadza. Czasem zdarza się, że klikam tą samą sztuczkę, i np. Baloo jest na miejscu odpoczywającego, a Ru jest tą, która główkuje. I widzę, jak Balu w tle pokazuje mi tą sztuczkę, bo on już wie, on potrafi, on pokaże!

Do wyrzutów sumienia (przynajmniej u mnie) doszedł jeszcze jeden przykry fakt - otóż co robić, w przypadku, gdy można wziąć tylko jednego psa (dajmy na to seminarium, czy chęć przepracowania problemu). Zakładamy scenariusz - bierzemy jednego psa na trening czy jakieś psie zgrmadzenie, dłubiemy z nim elementy, ćwiczymy posłuszeństwo, trochę to trwa, dojazd, powrót. Wracamy do domu zrypani jak koń po Pardubickiej i...od progu wita nas wulkan energii, który mógłby reprezentować Red Bulla. To Wasz drugi pies. Co robicie?




Opcje do wyboru:

a) "wezmę oba!" fajnie, ale nie zawsze tak się da bo opłaciliśmy tylko jednego psa + kilka pierwszych obserwacji,

b) "wezmę tego trudniejszego" - super, ale z tym łatwiejszym trzeba będzie porobić w domu,

c) "wezmę łatwiejszego" - w takim razie powodzenia po powrocie do domu!

Reasumując - z której strony się nie obrócisz, dupa i tak będzie z tyłu :P


A jeśli już jesteśmy przy seminariach - finanse. Myślę, że tu nie ma nad czym się rozwodzić. 2 x szczepienia, 2 x preparaty na kleszcze (dopiero niedawno głupielokowi Dobra Dusza podpowiedziała, że można wziąć jedną większą dawkę i podzielić na pół:P), więcej karmy, smaków schodzi. Zakup akcesoriów typu kamizelki chłodzące, obroże, szelki, smycze, głupie miski nawet - często x 2.


W kupie siła
! Pan Mąż kazał napisać, że to jest broń obosieczna. No bo naprawdę - psy tak się nie nudzą, zawsze mają kumpla do zabaw, można sobie poszarpać, poprzeciągać, pozaczepiać...ALE - to wszystko wiąże się z ruchem i hałasem. Mamy średnio duży dom, więc siłą rzeczy czasem ich igraszki doprowadzają mnie do białej gorączki - szczególnie, gdy włączają swoje słynne darcie japy.

.
ZAMORDUJĘ!!!




Okej, to w takim razie  co w tym fajnego?


Już wspomniane - braterska miłość i okazywanie uczuć - szeroko rozumiane stosunki i zachowania pies - pies. Dla wszystkich zainteresowanych behawiorem i naturą takie relacje są ze wszech miar fascynujące. Zdarzają się sytuacje, w których odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z rozbrykanym rodzeństwem - gdy każę im się uspokoić, albo karcę za coś Baloo, Ru podbiega i gryzie go w tyłek - za każdym razem, kiedy Bal otrzymuje ode mnie reprymendę Ruby musi dodać swoje trzy grosze! Podobnie zdarza się, w czasie zabawy, gdy robi się za ostro, rozdzielam psy i każę im się uspokoić - w sekundzie kiedy się odwrócę ruda MUSI przyłożyć bratu ostatniego kuksańca. Inaczej będzie chora.



Podobnie sytuacja się ma kiedy Baloo chce odwrócić uwagę Ru  - nagle zrywa się z jazgotem, Ru biegnie do okna, a niebieski w tym czasie w spokoju przychodzi na pieszczotki - tak zwana akcja - dywersja :)







Lepsza praca. Zaprawdę powiadam Wam - wydajność i drive psa siedzącego w klatce i słyszącego, że drugi pies aktualnie pracuje wzrasta do 500%! Stachanowce wysiadajo! Pies uwolniony z klatki wykonuje wszelkie polecenia na stopro, chyba znalazłam naszą tajną broń na zawody obedience - najpierw muszę zrobić przebieg z Ru, wtedy Bal będzie odpowiednio zagrzany do walki :)

Wzrost apetytu. Wspominałam wcześniej, że do przybycia Ru Balu był niejadkiem. Kręcił nosem, pluł jedzeniem, generalnie robił łaskę. Dlatego pierwszy rzut BARFa okazał się fiaskiem - codziennie wywalałam mięso do kosza. Odkąd jest Ru apetyt zwiększył się - co prawda dalej owoce je niechętnie (chyba, że zmielone na papkę i przyprawione suplementami), ale już nie kręci nosem na mięsko :) Ba, zdarza mu się szybko pochłonąć swoją porcję (zazwyczaj dostaje handicap, na poczet Ru i jej kontroli emocji, on pierwszy jest zwalniany do jedzenia) i jeszcze usiłować ukraść kawałki z miski ryżej. Natomiast Ru, ach Ru...najlepsza świnka ever! Niszczarka z etatem po prostu. Zje wszystko - to jadalne i to nie. Nie chce mi się wstawać do kosza wywalić ogryzka z jabłka? Nie ma problemu, Ru zje. Spadła obierka z marchewki na podłogę? Nieprawda, nawet nie zdążyła dotknąć podłogi, bo zniknęła w paszczy rudej. Pan Mąż twierdzi, że na lato zbije jej budę z desek na miejscu naszego kompostownika :) 


Tak wygląda Ru w wolnym czasie u nas w domu.



Różne akcesoria - kolory! Jestem nieuleczalną zakupoholiczką, ze wskazaniem na dziewczyńskie akcenty. Dlatego pojawienie się Ru spowodowało u mnie wybuch nieokiełznanej, dzikiej i wariackiej radości :) W końcu serduszkowe obróżki! Fioletowa kamizelka chłodząca! Damskie szelki! Różowe dyski! Zwycięstwo! :) 






Ciekawa jestem, czy macie jeszcze jakieś obserwacje? 

44 komentarze

Moje 5 porażek wychowawczych.



Siemacie, wpadacie na wpisik?





Wszyscy lubią jak jest różowo, kucycznie, tęczowo i miło. Ale nie zawsze tak jest, oj nie. Nawet w ozikowie bywa krew, pot i łzy, kurz i krew (jak pies nie trafi w dysk, tylko w palucha). Bywa frustracja, rzucanie kalumniami, brzydkimi słowami pięć pokoleń wstecz i dwa w przód, oraz przychodzenie do domu i jebnięcie dąsa. Jak to w życiu :) Zapraszam do naszego błotnego światka!


1. Skakanie.


Kiedyś mały papiś wspinający się na nogi nie stanowił problemu. Teraz 21 kilogramowy Bal, który zaraz wybuchnie ze szczęścia (czasem mam wrażenie, że zniknie z cichym pyknięciem implozji i pozostanę w deszczu tęczy, kłaków i brokatu), albowiem Ukochana Osoba właśnie pojawiła się w polu widzenia, stanowi znaczne utrudnienie. Pikanterii dodaje fakt, że moi rodzice wspaniali tak ukochali sobie wnuków, że pozwalają im na przeróżne harce, więc eskalują i tak istniejący problem.

Teraz wyobraźcie sobie - z pracy zazwyczaj wracam 21-22. Ostatnią rzeczą na którą mam siłę jest szaleństwo, dzikie szczeki i fruwanie pod sufitem. Serio. Otwieram drzwi, a tam usadzone jak na szpilkach (Pan Mąż dzielnie pracuje nad tym, żeby psy dopiero na komendę wypuszczały swojego wewnętrznego krakena ) siedzą dwa psy. Oczy mają okrągłe jak koła młyńskie i tylko czekają na magiczną komendę, która pozwoli spustoszyć to, co ze mnie zostaje po pracy.




Proszę nastawić moment od 0:30 :) Tak oto wygląda nasze wieczorne powitanie  (Pan Mąż, rzecz jasna, jest tu Zeusem, zamiast słów "release the Kraken", wstawcie sobie prymitywne "ok!")



Bonusem jest to, że przy oduczaniu wskakiwania na ludzi staram się wyważyć proporcje - bo jednak lubię jak Balu na komendę wskakuje mi na ręce, lada chwila zaczniemy ćwiczyć vaulty, więc nie mogę zabronić kontaktu z ciałem przewodnika, muszę jakoś to wyważyć.


2.Używanie imienia przy korektach


Ru i Ru...A Bala też karcisz Balem! :)


Ostatnio nawet złapałam się, że w pracy (!) jak chcę skorygować obcego psa mechanicznie robię "tsk! RU!!" * :P  W każdym nowoczesnym podręczniku jest napisane jak byk, że imię musi kojarzyć się z czymś przyjemnym, że nie należy karcić imieniem...ale to jest silniejsze ode mnie. No nie potrafię się oduczyć, nie i już! 


3. Ciągnięcie na smyczy.


Dlatego właśnie tak potrzebuję tego obrazka :))

Totalna abstrakcja. Kosmos. Ru chodzi ślicznie na smyczy, spacery z nią to przyjemność (hmmm no tu trochę pojechałam fantazją - powiedzmy pod tym względem to przyjemność:P). Natomiast idąc na spacer z Balem mam wrażenie, że któreś z nas ma nie po kolei w głowie. Balu, bo do znudzenia co chwilę staję, albo cofam się kilka kroków, albo cmokam, zmieniam nagle kierunek - no według niego mam napieprzone do głowy i w sumie to nie bardzo potrafię się zdecydować. Według mnie używam osławionej metody drzewka/zmian kierunków/góry. Nasz spacer przypomina zabawkę jo-jo. Balu do przodu, Balu przy mnie, Balu do przodu, Balu przy mnie...i tak aż do porzygu.



4. Przebywanie na meblach.



Że niby coś nie tak z kanapą?


Przyznaję się bez bicia - osobiście lubię mieć psa na kanapie, lubię drzemać na łóżku z psami wtulonymi we mnie. Pan Mąż natomiast postawił granicę - nie ma spania w łóżku z psami ( w nocy, hyhy :P). I, jako że Pan Mąż rzadko kiedy wyraża swoje zdecydowane obiekcje na temat przeróżnych psich zachowań, jest to respektowane. Niestety kanapa też traci na uroku, bo żeby nie została totalnie zafajdana przez łapy i błoto muszą na niej leżeć mało eleganckie kocyki.

Typowy Bal wieczorem.

O ile psy na kanapie w domu to moja sprawa, o tyle zaczynają się schody, kiedy pojawiają się goście niekoniecznie psiolubni, czy psy są na wyjeździe i próbują zdobyć kanapę mieszkańców. Oczywiście na komendę schodzą, czy uprzedzone wcześniej nie wskoczą na mebel, ale generalnie mają zakodowane w móżdżkach, że warto spać na tym posłaniu, bo wygodnie i fajnie. Ru gdy do nas trafiła była nauczona, że na meble wchodzić nie wolno. Cóż, zauważyliście pewnie czas przeszły - ups!

5. EMOCJE !!!111!!!oneone!!!


Dorwać i zabić. Oto taktyka.



Aż westchnęłam ciężko. A potem wzięłam dwa głębokie wdechy. A potem poszłam zaparzyć herbatki z melisy. Balu, obrazowo mówiąc, pływa w oceanie swoich emocji (hm, hm,), potrafi pięknie wybić się ponad powierzchnię, czasem unosi się na wodzie, czasem zanurkuje - wszystko jest  kontrolowane i rzadko kiedy zdarzają się chwile odmóżdżenia ( jak wspominane kilka notek wcześniej nasiąkanie mózgu przy kontakcie z wodą). Natomiast u Ru to jest emocjonalny rollercoaster góra-dół-góra-dół-nie-wiem-gdzie-góra-gdzie-dół-zatrzymajcie-świat-ja-wysiadam. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś odcisnąć piętno w jej mózgu, że zen się opłaca, ale na tą chwilę jesteśmy bardziej w dzikiej krainie hałasu i nienawiści niż  w Ponylandzie.

Weźmy na ten przykład spacer - jeśli chodzi o bieganie z psem na pasie - oj święty Barnabo! **  Pierwsze kilka minut zamiast przyjemnym kłusikiem odbywa się DZIKIM GALOPEM bo już bo biegniemy, misja, misja napieprzać!!! Wydaje mi się, że wtedy dla postronnych osób wyglądam ja narciarz wodny...tylko bez nart i wody :P Muszę kilka razy przystanąć, przemówić do rozumu łaciatym, a potem jeszcze...i jeszcze i po jakiś 5 minutach dzikiego cwału jesteśmy w stanie sobie w trójeczkę grzecznie kłusować.

A u Was jak to wygląda? Jestem ciekawa Waszych historii :)


*W tym momencie chciałabym gorąco pozdrowić moją kochaną współlokatorkę ze studiów i towarzysza w niedoli, który nauczył mnie tego sygnału dźwiękowego :P

** Przecisnęłam tylko jeden tom, i umarłam, nie jestem w stanie pójść dalej :P
106 komentarze

Aussie? Dlaczego NIE! 7 powodów dla których nie chcesz owczarka australijskiego :)



- Fajni jesteśmy, nie?
- NIE!


Planujesz zakup owczarka australijskiego (tego typu amerykańskiego)? Hola, hola! Lepiej najpierw poczytaj! :)

Dziś postanowiłam przedstawić Wam 7 racjonalnych powodów dlaczego jednak może by pomyśleć o innej rasie? :P Dzisiejszy wpis sponsorują Psie Sucharki (czy ktoś jeszcze ich nie zna?), które cechują się niesamowitą trafnością obserwacji! :)

Zapraszam dziś na totalnie nieobiektywny, subiektywny i stereotypowy wpis na temat dość trudnych przywar moich kochanych futrzaków.

1. Elegant.


Jak to ktoś na forum mądrze napisał :

 "Właściciele aussie kochają włoszczyznę :) włosy w oczach, włosy w jedzeniu, włosy na ubraniach :) ".  
Nawet sobie nie zdajesz sprawy ile małych, zapasowych psów znajdzie się w Twoim domu. I to niekoniecznie w gorącym okresie linienia (choć wtedy co więksi pedanci rwą włosy z głowy i chcąc nie chcąc dokładają się do i tak znacznej ilości owłosienia na metr kwadratowy pomieszczenia). Najlepiej i najłatwiej byłoby poruszać się w domu w gustownym foliowym kombinezonie. 



Odkąd zaczniesz posiadać owczarka australijskiego ten oto piękny cytat

"...Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,. Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił..." 

nabierze nowego znaczenia. Bynajmniej nie dlatego, że - jak to owczarki - kochają przewodnika całym sercem ( oj nie, nie, o tym będzie poniżej :P). Odnajdziesz psie włosy na brwiach swojego męża ( odwieczne pytanie  - czy to już pierwszy siwy włos? Czy efekt tego, że Bal przed chwilą przebiegł przez przedpokój?).


Także jeśli kawa z kłakami (i już od dziś rozumiecie jak potrzebowaliśmy tych kubków! :) ), poranne przecieranie oczu z kłaków, przedzieranie się przez kłaki do toalety, wyjmowanie z portfela najpierw kłaków, potem pieniędzy, ukradkowe czyszczenie czarnych spodni w sekundę po wyjściu z domu, następnie po wejściu do auta, po wyjściu z auta, przed wejściem do budynku i w łazience w punkcie docelowym ci nie straszna... może lepiej przeczytaj kolejne podpunkty.



2. Gaduła

Jest wizja, na szczęście dla Waszych uszu nie ma fonii
"Kocham cię bardzo no kocham kocham!"
 "AAAA ALARM ALARM SROKA W OGRÓDKU ZŁODZIEJ!!!! ZŁODZIEJ !!! UWAGAAAAA!!!"
"Mnie też tul :( HALO TU JESTEM!!!"
"MASZ RYBKĘ? WIEM ŻE MASZ RYBKĘ, CZUJĘ RYBKĘ W KIESZENI WYSKAKUJ Z RYBKI ZŁODZIEJU !!!"
"A ONA MI PIŁKĘ ZABRAŁA!!!"
"NIE LUBIĘ CIĘ OBCY CZŁOWIEKU! IĆ STONT!!  "
 "JACIE JACIE ROBIMY FRISBEE? POWIEDZIAŁAŚ FRISBEE? NIE PRZESŁYSZAŁEM SIĘ? NA PEWNO FRISBEE? JACIE JACIE NIE KAŻ MI SIADAĆ FRISBEEEEEEEE!!!"

To tylko kilka fraz z życia. Pieseczki lubią popiskiwać, muczeć, mruczeć, poburkiwać, poszczekiwać, szczekać, burczeć, burkać, pruć się, wokalizować, zagadywać, miauczeć, jojczeć, piłować ryja...Po prostu są bardzo ekspresyjne w swoim bycie. Oprócz mowy per se dochodzi mowa ciała - przeróżne ułożenia uszu, wyraz oczu, machanie ogonem, kręcenie dupką, uśmiechy, zmarszczenia pyska...Cały wachlarz możliwości, którzy nie zaznajomionych może przyprawiać o ból głowy.


3. Koneser.

HEJ! Na blacie jest JEDZENIE!
Pierwsza, niepisana zasada aussie to : "jeżeli coś da się podzielić na mniejsze kawałki/mieści się w przełyku/ leży na podłodze, należy to zjeść".

Zasada ta ma szerokie zastosowanie - czy jest to gruz, patyki, rachunki, paragony, obierki, suchy makaron, suchy ryż, suchy chleb, pianka, szminka, krem do rąk, krem do nóg, słuchawki, długopis. Do zjedzenia nadaje się wszystko - psa ogranicza tylko wyobraźnia (i - zły właściciel - w naszym przypadku :P). Doskonale nauczyłam się chować wszelkie kremidła i smarowidła  przed psim nosem, gdyż są one uważane za wspaniałą przekąskę na samotny pobyt w domu - coś w typie konga. Pycha!



Na spacerze mamy większe wyzwanie - wiele właścicieli aussików (poważnie, to sprawa globalna jest) ma koneserów kup. Osobiście nie pomnę, czy to ludzkie, czy psie - Balu nigdy takiego zainteresowania nie przejawiał, natomiast Ruby...oj Ru to prawdziwy znawca. Pobiera "witaminkę G" chętnie i w miarę możliwości często, choć - plus dla nas - od smakowania takich delicji już daje się odwołać. Smacznego! 



4. Wrażliwiec / Łobuz.



Nałożyli mi szelki. To oznacza, że jestem smutny. Smutny aussie wygląda tak o.
" Czy ja coś zrobiłem źle? Nie podobał Ci się ten skok? Źle kombinuję? Ej powiedz, bo ostatnie czterdzieści razy strasznie się cieszyłaś, a za czterdziestym pierwszym wcale nie chwalisz. To ja nie robię. Pójdę sobie żuć szarpak".

"SPACER! BIERZE SMYCZ IDZIEMY NA SPACER. TO JUŻ!! SZCZĘŚCIE!! NIE BYLIŚMY NA DWORZE DWADZIEŚCIA MINUT!!!"

"Dlaczego ja muszę tu siedzieć, skoro inne pieski mogą się bawić? Nie masz prawa mi zabraniać, to niesprawiedliwe! NIE JESTEŚ MOJĄ PRAWDZIWĄ MAMĄ !!!"

"Zabiję!!! ZAMORDUJĘ CIE KUNDLU CZEGO SIĘ NA MNIE DRZESZ!!! TAKI KOZAK JESTEŚ ZA PŁOTEM?? TAKI KOZAK? TO DAWAJ!!! TY I JA! NA ULICY!!! JUŻ!!!"

Bardzo szybko człowiek uczy się zarządzać emocjami. Swoimi i psa. Wystarczy lekko zmienić intonację, czy zasygnalizować podczas sesji, że nie do końca nam o dane zachowanie chodziło i dzieje się dramat. Dosłownie pies zbiera zabawki, idzie do innej piaskownicy. 

Kilka razy psu nie uda złapać się dysku, gaśnie, coraz mniej chętnie wyskakuje, coraz więcej dysków spada. Wystarczy chwila prostych rzutów, mega chwalenie, szarpanie - pies nówka sztuka, nowa wiara w siebie, gotowy na wyzwania.

Druga strona medalu to natychmiastowe dochodzenie do wrzenia - temperatura uczuć nigdy nie jest letnia. Albo miłość po grób, albo nienawiść. Żadnych półśrodków. Pies oszczekuje zza płotu? Jedynym logicznym rozwiązaniem jest wdać się w pyskówkę z cwaniakiem. Idziemy na spacer - napieprzam na smyczy, żeby tylko jak najszybciej, już teraz, natychmiast znaleźć się na spacerze. Nie rozumiem, po co stajesz, po co się cofasz, po co burczysz, po co klikasz. SPACER!

Walka o powrót mózgu rozemocjonowanego psa to naprawdę nie lada wyzwanie - zawsze czuję się jak po przebytym maratonie. Samemu trzeba być spokojnym jak anioł cmentarny, a jednocześnie trzeba pląsać na fali odpowiedniego pobudzenia u psa. Tak, żeby nie było zbyt nudno, ale jednocześnie żeby nurt i szał nas nie porwał. Dodatkowy bonus - dwa psy nakręcające siebie nawzajem na spacer. Powodzenia dla mnie ! (choć muszę przyznać, że już coraz częściej oziki odnajdują zagubiony mózg po kilku pierwszych sekundach euforii za furtką!).


5. Kochaś.

"Zawsze tam gdzie ty...uuuuuuu". 

I tak po kres Twojej wytrzymałości. Wspomniałam już o kłakach w zamkniętym hermetycznie jogurcie, portfelu i od wewnętrznej strony powieki. Teraz kilka słów o...miłości. Miłość australijczyka jest obfita. Po grób. Silna. Niezłomna. I ciężka.

Ćwiczysz?! Wspaniale, pomożemy!
Nieważne, czy mopujesz podłogę na kolanach pies wciśnie się pod twoją klatkę piersiową, dokładnie między rękę a szmatę ("cześć, co robisz?"), czy obierasz ziemniaki do kosza na śmieci ("OMNOMNOM"), pielisz ogródek ("ja wyrwę, ja wiem, ja potrafię ja ! ja!"), odśnieżasz podwórko ("ja pomogę, ja odkopie!!"), jesteś w toalecie ("nie domknęłaś drzwi, troszkę nosem podważyłem. I JESTEM Z TOBĄ. DASZ RADĘ!!! "), śpisz (nos w oku), próbujesz ćwiczyć ("o jeżu myślałam że masz zawał! Usiądę na tobie, ważny jest ucisk!"), odkurzasz z kłaków samochód ("zauważyłem, że trochę kłaków nam ubyło. Zaraz to naprawię!"), czy czytasz ("ej na co się wgapiasz? Popatrz jaki jestem śliczny lepiej!!!"). Z tego względu czasem człowiekowi żal wstać z kanapy zrobić herbatę, bo niechybnie pies się obudzi i przejdzie za nim te 2 metry, żeby położyć się koło czajnika. A następnie powtórzyć całą wędrówkę. Dodatkowy bonus pies dostaje, jak którąkolwiek częścią ciała dotyka przewodnika.

6. Pływak

WODA!one!11!!
Oziki na pewno mają coś z wydr. I nowofunlandów. I gąbki. Mam swoją teorię, którą spróbuję przeforsować na forum publicznym :) Otóż psy te mają niesamowity pociąg do wody. Czy to kałuża, czy rów z przecudnie pachnącą zawartością, czy zwykłe błotko, jezioro, morze, basen. Wejdą po pas, po szyję lub, w miarę możliwości i głębokości danego zbiornika, li i jedynie po kolanka. Cóż z tego powiecie, wiele psów ( w tym praktycznie wszelkie retrivery) posiada tę cechę. 
Ale ale! Unikalną ciekawostką jest fakt, że wraz ze stopniowym wilgotnieniem sierści dochodzi do odwracalnych zmian w psim mózgu. Mówię całkiem poważnie! :) Rozmaka jak gąbka i doprowadza do skrajnej euforii połączonej z totalnym odłączeniem jakichkolwiek połączeń w mózgu - pies lata jak oparzony bez kontaktu z bazą, Świadczy o tym wywalony jęzor, prędkość, jakby ktoś nasypał pieprzu pod ogon, zataczanie kół dookoła właściciela, zbliżając się niebezpiecznie do prędkości światła. Błędny wzrok. Brak koordynacji i połączeń stawowych.
Wycieranie się w trawę, ścianę, krzaki, właściciela, drugiego mokrego psa, pościel, dywan, wycieraczkę, kafelki, próby wycierania się w błoto. Co ciekawe, stopniowo, wraz z ustępowaniem nasączenia sierści mózg powoli wraca :) Do czasu, aż radar owczarka wykryje kolejny akwen. Żeby nie było, że nie ostrzegałam!



7 Anioł Stróż.

I znów posilę się obrazkiem od Psich Sucharków :)


Macie zbyt mocny sen? Lubicie dreszczyk emocji? Polecam aussie. Jeśli jakiś zakazany kot o 2 w nocy będzie próbował przejść przez wasze podwórko, wierzcie mi - dowiecie się o tym jako pierwsi. No, drudzy, zaraz po psach. 

Uwaga, anegdotka : pierwszej nocy w odremontowanym domu mieliśmy dużo przygód - średnio co pół godzinki - godzinkę Balu zrywał się z dojmującym jazgotem, bo właśnie coś usłyszał. Łączyło się to z tym, że zrywał się ze swojego posłania, i jednocześnie uruchamiał czujkę ruchu w korytarzu, co skutkowało rozbłyskiem światła. Po kilku godzinach takiej imprezy byłam bliska epizodu padaczkowego.

Podobnie każdy kurier zostanie odpowiednio zaanonsowany (dlatego aż tak bardzo nie przeszkadza nam brak dzwonka), wszelkiego zwierza pojawiającego się na ekranie telewizora znacząco upomną. Na szczęście udało mi się wprowadzić komendę "wystarczy" która sznuruje pyski. Nie na długo, też ze względu na punkt 4.

We wzorcu już mają wpisaną nieufność wobec obcych - co mnie, szczerze powiedziawszy bardzo odpowiada. Dla osób lubiących psy - przylepy niestety już nie jest to cecha pożądana. Baloo obce osoby omija, jeśli robią się zbyt nachalne z zapoznawaniem się, obszczekuje. Po prostu nie życzy sobie. I już. Nigdy tego nie odpracowywałam, bo sama zdecydowanie sobie nie życzę, aby ktoś pchał łapy do mojego psa bez pytania :) Natomiast rudy demon, diaboł i Belzebub wcielony mówi : "CZŁOWIEK! Kocham cię, kimkolwiek jesteś!".

Zdarza im się najeżyć i naburmuszyć, bo, dajmy na to panowie spece od kanalizacji na naszej ulicy postawili tam baterię rur, których akurat wczoraj nie było. Należy wtedy podejść ostrożnie, z bardzo zjeżonym grzbietem, na sztywnych łapach, następnie stanąć w miejscu i nie ruszając się z niego na bardzo wyciągniętym nosku próbować zwietrzyć co zacz. Ale najlepiej obszczekać. Profilaktycznie (patrz podpunkt 2.).

Dlatego też samotne spacery wieczorem polegają na tym, że gdy tylko Balu zauważy gdzieś majaczący cień człowieka burknie raz i patrzy pytająco : "Widziałaś go? Robimy coś z tym?" - najczęściej wystarczy powiedzieć mu "jest ok" i przyjmuje do wiadomości. Choć, jestem pewna, że jeśli dana osoba próbowałaby podejść do mnie, rozległby się jazgot już na serio. 







I jak tam? Wciąż nie daliście się zniechęcić? W takim razie zapraszam tu :)
52 komentarze

Histeryczna alfa.

Dziś zaburzę nieco porządek postów - z tego prostego względu, że właśnie rok temu gdzieś tam przyszła na świat mismarkowa, ruda kulka - Bonitta Różany Gaj. Dziewięć miesięcy później trafiła pod nasz dach...i narobiła niezłego zamieszania.




36 komentarze

Punkt odniesienia.

Nieco się broniłam przed podsumowaniem roku. Natomiast żeby wiedzieć nad czym pracować, co zmieniać, a z czego być dumnym fajnie jest znaleźć punkt odniesienia. Tak więc, oto mój.


Balu pyta: a jakie są Wasze postanowienia? :)



Bitchface Ruby również zadecydowała, że od nowego roku będzie bardziej uśmiechnięta do zdjęć :)


19 komentarze

Ja tu pilnuję!

Nie owijając w bawełnę - sucz nasz łatwym psem nie jest. Minęły 3 tygodnie odkąd jest u nas, coraz lepiej się poznajemy, coraz bardziej jesteśmy w stanie przewidzieć jak zachowa się w danej sytuacji (bynajmniej nie jest to rzeczą łatwą - stabilność emocjonalną Ru możemy porównać do regatówki na morzu podczas sztormu). Powoli, powoli uczymy ją co nieco kontrolować swoje popędy, starać się pokazać jak może inaczej sobie z tym radzić, pomóc jej maksymalnie wzmacniając pożądane zachowania. Nie jest to rzeczą łatwą, bo oprócz kwestii niestabilności emocjonalnej dochodzi tu siła charakteru. 

Szczerze powiedziawszy jeśliby wziąć pod uwagę skalę twardości minerałów wg Mohsa, to mamy nomen omen - siła jej osobowości plasuje się mniej więcej na poziomie twardości rubinu (9/10) czyli - panie, nie mamy lekko. Dopiero w zeszłym tygodniu udało się nam wywalczyć arcyważną kwestię - już, podkreślam, już zdarza się ryżej reagować na korektę SŁOWNĄ nie popartą żadnym wyprowadzeniem do innego pokoju, złapaniem za fraki czy karnym jeżykiem.


Smocze oko łypie i czuwa.

Dlatego też postępy prac nad przeróżnymi aspektami zachowań suki rozłożę na kilka notek, szczególnie, że dodatkowo będziemy mieć wszyscy ogląd na to, czy są jakieś postępy, czy jednak doświadczamy regresu.

Behind The Web

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Mój instagram

Instagram
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polecam